intymne momenty z życia nieznajomych

Fotografka Desiré van den Berg zaczepiała na ulicy obcych ludzi, a następnie spędzała z nimi dzień. Efektem są niepowtarzalne kadry z ich życia.

|
16 Październik 2015, 3:21pm

Holenderską fotografkę Desiré van den Berg fascynują obcy ludzie. Podróżnicy, przechodnie, nieznajome twarze: zawsze zastanawia się, kim są ci ludzie, dokąd zmierzają i dlaczego wpada akurat na nich. Czasem nawet ośmiela się z nimi porozmawiać. W zeszłym roku robiła portrety japońskim tzw. b-stylerom, czyli nastolatkom, którzy utożsamiają się z kulturą czarnoskórych. Desiré niewątpliwie ma oko do ulicznego stylu i z biegłością porusza się po urbanistycznej przestrzeni. Jej ostatni projekt pt. Do Disturb [proszę przeszkadzać] to album dokumentujący miejskie eskapady w jej rodzinnym Amsterdamie, a także w Londynie, Nowym Jorku i Paryżu. Podczas tych wypadów fotografka pytała kompletnie obce osoby, czy może spędzić z nimi dzień. Często, jak odkryła, wystarczy jedynie zwykły uśmiech i parę słów, by ktoś się otworzył. Album ten stanowi przepiękny pamiętnik z podróży, złożony ze zdjęć nieznajomych.

Jak ludzie reagowali na twoją prośbę spędzenia z nimi dnia?

Wszystko zależało od tego, w jaki sposób ich zagadywałam. Zawsze starałam się obserwować daną osobę, przed rozpoczęciem rozmowy. Niektórzy już wcześniej nawiązywali ze mną kontakt wzrokowy albo uśmiechali się do mnie, co bardzo ułatwiało sprawę. Czasem bardzo zależało mi na kimś, bo na przykład przypuszczałam, że jest narodowości, której jeszcze nie udało mi się sfotografować, a bardzo chciałam mieć w albumie zróżnicowaną grupę ludzi. Nie zawsze było łatwo. Pewnego dnia zobaczyłam parę z Arabii Saudyjskiej, wchodzącą do hotelowego lobby. Długo mi zajęło, żeby wymyślić plan. Kobieta miała na głowie przepiękny, czarny hidżab, ale obawiałam się, że nie będą zadowoleni, gdy podejdę i poproszę ich, aby zapozowali do zdjęcia. A ostatnio rzeczą, jakiej chciałam, to wprowadzanie ludzi w dyskomfort. Na początku parze niezbyt podobał się pomysł, ale wreszcie zmienili zdanie, a potem mi podziękowali, że do nich podeszłam. I tak było w większości przypadków, początkowo ludzie odnosili się z rezerwą, ale całkiem często pod koniec dnia lądowaliśmy na drinkach w barze.

Co cię najbardziej zaskoczyło?

Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Zanim rozpoczęłam projekt, rozmawiałam ze swoim wydawcą - Mendo, o tym, do czego ten pomysł może zaprowadzić. Szczerze to nie spodziewaliśmy się, że potencjalni nieznajomi mogą mieć tak niesamowite historie, jak ludzie, których spotkałam. Każdy był unikatowy: japońska zakonnica w drodze do wspólnoty w Beninie, amerykańska bizneswoman, która przyznała się, że jest tancerką na rurze, po czym pokazała mi filmiki, na których w seksownych strojach tańczy na rurze we własnym domu. Nigdy nie wiesz, co kryje się za twarzami wszystkich tych nieznajomych, których spotykasz. Poznałam parę Niemców w nowojorskim metrze, którzy byli w drodze na własny ślub. Z kolei w Andorze spotkałam heavy metalówę całą w tatuażach, która w ciągu tygodnia pracowała jako farmaceutka.

Która z osób najbardziej cię zainspirowała?

Każda osoba obecna w albumie w jakiś sposób mnie poruszyła. Jednak moje serce ukradł japoński wędrowiec, który nadal chodzi na pielgrzymki, mając 73 lat! To był niezwykły i kochany mężczyzna. Mam nadzieję, że właśnie tak się zestarzeję, z takim pokładem energii. Urzekło mnie też to, w jaki sposób niektórzy mężczyźni mówili o swoich ukochanych, jak na przykład podróżnik ze Szwecji, który miał dziewczynę w Wenezueli albo chłopak z Detroit, który wreszcie mógł poślubić swoją drugą połowę, bo małżeństwa par homoseksualnych wreszcie stały się legalne.

Czy trudno było się rozstawać z osobami, z którymi spędziłaś dużo czasu?

O tak, na pewno. Czasami gadaliśmy całą noc, nawet jeśli następnego dnia musiałam wstać o 5 rano na kolejną sesję. Z jedną dziewczyną z Kamerunu mam nadal kontakt, wysłała mi bardzo specjalnego maila po tym, jak robiłam jej zdjęcia w Amsterdamie. Wytłumaczyła, że już od jakiegoś czasu obserwuje mnie w mediach społecznościowych i że wreszcie zdobyła się na odwagę, by do mnie napisać. Kilka lat temu wykryto o niej raka, przeszła więc przez bardzo trudny czas. Zapytała mnie w mailu, czy chciałabym sfotografować jej blizny pozostałe po leczeniu. W końcu osiągnęła moment, w którym udało jej się zaakceptować to, w jaki sposób rak wpłynął na jej ciało i umysł. Ten e-mail bardzo mnie poruszył. Kto by pomyślał, że mój album będzie miał wpływ na tak wspaniałe rzeczy?

Album zawiera również intymną scenerię, pokazujesz chociażby parę w ich własnej sypialni. Jakie to uczucie, bycie częścią takiego momentu?

Stephanie i Josh to niesamowicie fajna para, którą poznałam w Londynie. Po pierwszej chwili widać było, że są w sobie zakochani do szaleństwa. Nie minęło wiele czasu, a opowiedzieli mi historię, jak się poznali i jak Josh oświadczył się Stephanie w zeszłą Gwiazdkę. Pierwsze zdjęcie zrobiłam im o zachodzie słońca, od razu po tym, jak ich poznałam. Od razu między nami zaskoczyło, a oni byli podekscytowani tym, że mogą się ze mną podzielić swoją historią, że mogłam zrobić im zdjęcia w ich łóżku, czy jak jedzą śniadanie.

Poza tym była jeszcze Greczynka, zajmująca się tańcem towarzyskim. Zrobiłam jej zdjęcie, jak leży w łóżku w piżamie. W Paryżu spotkałam też dziewczynę z ogromnym tatuażem na plecach, która zdjęła stanik, abym mogła uchwycić całość. Wszystkie te momenty były bardzo intymne, ale ja czułam się wyluzowana. To niesamowite, że można się tak związać z osobą dopiero co poznaną.

Mnie fascynuje zdjęcie dwóch sióstr - LyliGrace i AnnyKate. Kim są te dziewczynki?

Spotkałam je w Nowym Jorku, wchodząc do hotelu. Miały ze sobą gigantyczne bagaże, a ich matka była najbardziej dumną mamą, jaką w życiu widziałam. Dziewczynki są utalentowanymi tancerkami, które występowały w Disney World, więc nie musiałam ich prosić dwa razy, czy dla mnie zapozują. Były takie rozciągnięte, żebyś tylko mogła zobaczyć, co potrafiły zrobić z nogami! Ich mama poniekąd pełni funkcję ich menadżerki w trasie. Podróżują po Ameryce, by występować i trenować. Przyjechały do Nowego Jorku na trening w Broadway Dance Center i żeby zobaczyć [grupę taneczną] The Rockettes. Gdy zapytałam, czy mogę im zrobić zdjęcie, odbiegły i zaraz wróciły całe wypacykowane. To było strasznie słodkie. A ich matka cały czas nosiła przy sobie ogromny kufer z make-upem.

Z którego zdjęcia jesteś najbardziej dumna?

Dosłownie zakochałam się w zdjęciu dziewczyny z tatuażem na plecach. Kto by pomyślał, że trafi mi się taka perełka? Nieczęsto się zdarza okazja zrobienia zdjęcia nieznajomej osobie w tak intymnej oprawie. Jestem też bardzo dumna ze zdjęcia Indonezyjki otoczonej bańkami. Dałam parę dolarów mężczyźnie puszczającemu bańki, aby specjalnie zadbał o scenerię. Kształty i ruch obecne na zdjęciu są niepowtarzalne, co czyni to zdjęcie niezwykłym. Poza tym kolejnym osobistym faworytem jest zdjęcie mężczyzny z Arabii Saudyjskiej z malutkim psem. Najpierw przybrał bardzo poważną, hardą pozę, ale w momencie, gdy przebiegł mu pod nogami piesek, ukazała się jego miękka strona. Takie momenty są dla mnie najcenniejsze.

bergdotjpeg.com

Kredyty


Tekst: Olga Kortz
Zdjęcia: Desiré van den Berg