zapomniane polaroidy z lat 90.

Beyoncé, Marilyn Manson i gwiazdy kina niezależnego na zdjęciach, które przeleżały 20 lat w pudełku po butach.

tekst Hannah Ongley
|
05 Kwiecień 2016, 3:10pm

Photography Jason Rail

To zdjęcie zostało zrobione na planie kultowego już filmu „Doom Generation — Stracone pokolenie" Gregga Arakiego z 1995 roku, ale do niedawna leżało w pudełku po butach, razem ze stosem innych ujęć z planów niezależnych produkcji lat 90. Są na nich m.in. aktorka Parker Posey i Marilyn Manson na imprezie po premierze „Upiornego święta" w 1997 roku i uśmiechnięta Drew Barrymore. Te migawki przeplatają się ze wstawkami z nowojorskich dyskotek, tygodnia mody i występów drag queen.

„Nawet nie mam smartfona", mówi Rail, który obecnie pracuje jako fryzjer w San Francisco. Ma za to iPada, dzięki któremu jego kolekcja zdjęć trafiła z szuflady na Instagrama. „Chcę zrobić z nich fotoksiążkę", mówi. Porozmawialiśmy z Railem o pracy z nastoletnimi aktorkami i o plakacie do „Doom Generation — Stracone pokolenie", na którym Rose McGowan ma na głowie perukę ze sklepu z drobiazgami.

Parker Posey na planie filmu „The Doom Generation — Stracone pokolenie", 1995 rok

Musiałeś mieć dobre relacje ze wszystkimi na planie. Na zdjęciach widać, że ludzie są wyluzowani.
Teraz każdy chce zajmować się makijażem: „Patrz, jaki jestem super. Zmieniam tę piękną dziewczynę w fantazję". To prawda, jeśli do tego jesteś na świetnym planie z dobrym oświetleniem i wszystko ze sobą współgra — hura! Ale niestety, nikt nie rozumie, że dodatkowo trzeba stać się też psychiatrą i niańką. Jesteś ostatnią osobą, którą aktor lub aktorka widzą przed wejściem na plan. Jeśli będziesz narzekać na czynsz, chłopaków i chorego kota, to tylko zdenerwujesz i zasmucisz ekipę. Twoim zadaniem jest wpływanie na nastrój. Jeśli to komedia, wszyscy będą w dość dobrym humorze. Ale w niezależnym kinie zawsze kogoś się morduje albo coś idzie nie tak. Pamiętam, jak pewna aktorka mówiła: „Proszę, nawet na mnie nie patrz". W następnej scenie odbywała się napaść na tle seksualnym i powtarzała: „Nie odzywaj się do mnie, przez ciebie się uśmiecham".

Lisa Kudrow i Parker Posey na planie „Urzędowania", 1997 rok

Fryzury i makijaże z „Doom Generation — Straconego pokolenia" są już kultowe, szczególnie bob Rose McGowan.
To zabawne, bo trzy dni po zakończeniu zdjęć przejechałem obok bilbordu reklamującego „Pulp Fiction". Przedstawiał Umę Thurman z czarnym bobem z grzywką. Nie żartuję. Chociaż włosy Rose nie były zupełnie czarne, na niektórych ujęciach tak wyglądały... no i też miała boba z grzywką! Dlatego wszyscy mówili: „O jak super, inspirowałeś się 'Pulp Fiction'", a ja krzyczałem „Nieee!". Pamiętam, jak kiedyś wpisałem w wyszukiwarkę „fryzura na boba" i wyskoczyły zdjęcia Rose i Parker z „Upiornego święta". Bardzo się ucieszyłem! Najbardziej podobało mi się stawanie się częścią procesu twórczego i rozmawianie z Greggiem Arakim i innymi reżyserami o osobowości postaci, jej pochodzeniu i stanie portfela. Dzięki temu aktorki też mogły bardziej wczuć się w rolę. Pod koniec mojej filmowej kariery słyszałem już tylko: „Zrób tak, żeby wyglądała ładnie". Nie było żadnej rozmowy.

Parker Posey i Marilyn Manson na imprezie po premierze „Upiornego święta", 1997 rok

To zabawne, że określasz się mianem niańki, bo niektóre z aktorek były wtedy bardzo młode.
O tak. Miałem niezłą reputację, bo dogadywałem się z „problematycznymi" dziewczynami, takimi jak Rose McGowan, Anabella Sciorra i Penelope Ann Miller. Z jakiegoś powodu były dla mnie bardzo miłe, a dla innych ludzi celowo wredne. Starałem się mieć do tego dystans. Tak jak mówiłem wcześniej, jeśli boli cię ząb, albo spóźniasz się ze spłatą kredytu — ich to nie obchodzi. Ale za to trzeba słuchać ich problemów, w stylu „O mój Boże, w moich kurzych białkach było coś żółtego i nie mogłam tego zjeść" i odpowiadać „Biedactwo, jak udało ci się to przetrwać?". To część zawodu, do której nie przygotują żadne kursy. Czasem trafiają się łobuziary, które trzeba uspokajać, a czasem dostajesz ciepłe kluchy, które trzeba ożywić.

Rose McGowan pierwszego dnia zdjęć do „Donikąd", 1997 rok

Skąd wziąłeś się na planie tych filmów?
Gdy byłem młodszy, miałem sporo starszych znajomych fryzjerów. Wszyscy odbywali praktyki w salonie Vidala Sassoona, gdy właścicielem był Christopher Brooker. Ja ciągle robiłem za modela — testowali na mnie szalone kolory i trwałe. Miałem dobre stosunki z właścicielami salonu i w końcu Christopher wysłał mnie do Akademii Vidal Sassoon w Los Angeles. Farbowałem i obcinałem włosy koledze, który pracował w sklepie z ubraniami na Haight Street. Pewnego dnia przyszła do niego dziewczyna, która robiła punk rockowy film i potrzebowała ciuchów dla głównej bohaterki. Musiała też zrobić coś z jej włosami. Popatrzyła na mnie i powiedziała: „Fajny fryz — gdzie się strzygłeś?". I tak tam wylądowałem. Nie mieli budżetu, ale bardzo mi się podobało. Pofarbowałem włosy aktorki tak, żeby wyglądały, jakby sama to zrobiła. Producentka szukała kogoś do następnego filmu i spytała, czy jestem zainteresowany. Tym nadchodzącym filmem było „Doom Generation — Stracone pokolenie".

Devon Odessa i Staci Keanan na planie „Donikąd", 1997 rok

Jak wtedy wyglądało twoje życie? Należałeś do barwnej subkultury club kids?
Tak, to też było fajne. Zatrzymywałem się w Chelsea Hotel z moim najlepszym przyjacielem, Zaldym i jego kumplem Matthew Andersonem. Zaldy jest projektantem, a Matthew nadal robi makijaże i fryzury drag queen RuPaul. Kumplowałem się też z organizatorką imprez, Susanne Bartsch, oraz całą ekipą, więc chodziliśmy po klubach. Wczoraj byłem na imprezie z Richie Richem (projektantem Heatherette i celebrytą), później wrzucę jakąś fotkę. Lata 90. były pełne wolności.

Jak mocno byłeś wtedy związany z branżą mody? Widziałam, że wrzucałeś zdjęcia z pokazu Vivienne Westwood, na którym była Gwen Stefani. To jej pierwszy pokaz mody.
Tak, pracowałem nad fryzurami przy tym pokazie. Asystowałem Danilo, który nadal jest stylistą fryzur Gwen Stefani. Latałem z nim na fashion weeka. Przy tych wszystkich modelkach zachowywałem się jak uczennica. Znałem wszystkie ich kampanie, pochodzenie, agencje, byłem nimi zafascynowany. Nie interesowałem się aktorkami — one robiły swoje, ja swoje. Ale szalałem za modelkami, szczególnie wtedy. Najbardziej lubiłem pokazy Todda Oldhama, bo mogłem zobaczyć jak Cindy Crawford, Naomi Campbell, Kate Moss i Christy Turlington chodzą po wybiegu. Chyba tylko wielki fan rocka na koncercie Led Zeppelin po LSD mógł być tak podekscytowany, jak ja na pokazie.

@nosajliar

Beyoncé i Jason Rail na planie teledysku „Work It Out", 2003 rok

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Hannah Ongley
Zdjęcia Jason Rail
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
wywiad
Μόδα
lata 90.
Jason Rail