życie nastoletnich uchodźców

„Moi rodzice pochodzą z Polski, mama uciekła za granicę, gdy była w ciąży. Urodziłam się w obozie dla uchodźców (...) Historia zatoczyła krąg”.

tekst Sarah Moroz
|
07 Kwiecień 2016, 4:00pm

Fotografka Stefanie Zofia Schulz przez rok odwiedzała największy ośrodek dla uchodźców w Niemczech. Co miesiąc spędzała w nim tydzień. Tak powstał projekt Duldung (Pobyt tolerowany), który obecnie jest częścią paryskiego festiwalu fotografii Circulations.

Mieszkańcy nazywają go „Lager", czyli obóz. „Z jednej strony 'lager' może oznaczać obóz letni, ale z drugiej przypomina także zwrot 'Konzentrationslager', czyli obóz koncentracyjny", wyjaśnia Schulz. Leży on na skraju Lebach, małego miasteczka w Saara, w zachodniej części Niemiec. Oficjalnie uchodźcy mają przebywać tu maksymalnie rok, zanim zostaną przeniesieni do stałego miejsca pobytu. Jednak Schulz poznała ludzi, którzy mieszkali w tym „tymczasowym" ośrodku od ponad 15 lat. Wiele dzieci spędziło tu całe swoje życie.

Zdjęcia Stefanie skupiają się na nastolatkach, dorastających w tej granicznej przestrzeni. Urodziły się w rozbitych rodzinach, z trudną przeszłością i dramatycznie niepewną przyszłością. Chociaż zintegrowały się w niemieckich szkołach, dla nich i ich rodziców „dom" jest bardzo mglistym określeniem. Schulz odkrywa wizję ojczyzny, marazm i poczucie zagubienia, typowe dla doświadczeń uchodźców. Pokazuje zarówno smutek, jak więzi tej społeczności. Na zdjęciach zobaczymy m.in. scenę, w której siostra prostuje żelazkiem włosy 13-letniej Romki z Serbii przed wyjściem do skateparku oraz 12-letnią dziewczynkę z Afganistanu z bliznami po ataku rakietowym.

Skąd wziął się pomysł na ten projekt?
W Niemczech istniały obozy dla uchodźców z Rosji i Polski, takie same jak Lager. Moi rodzice pochodzą z Polski, mama uciekła za granicę, gdy była w ciąży. Urodziłam się w obozie dla uchodźców. Zabawne, jak historia zatacza krąg. Po szkole pracowałam w knajpie jako kelnerka, a mój ówczesny chłopak był kucharzem. Zastanawiałam się, dlaczego znikał, gdy policjanci przychodzili na kawę. Okazało się, że nie miał dokumentów, był nielegalnym imigrantem i mieszkał w szarej strefie. Mieszkał niezależnie, ale nie miał żadnych praw. Jeśli by go złapano, zostałby deportowany do ojczyzny. Spędziłam trzy lata, próbując zapewnić mu azyl.

Jakie miałaś relacje z uchodźcami w Lebach? Byłaś bierną obserwatorką czy angażowałaś się w ich życie?
Gdy tylko pojawiłam się tam pierwszy raz, było wiadomo, kim jestem. Byłam sama, młoda i biała, rzucałam się w oczy, nie mogłam wtopić się w tłum. To nie był szybki reportaż, wkraczałam w ich życie codzienne, do mieszkań, żeby zrozumieć, co się działo. Zdjęcia skupiają się na dzieciach, częściowo dlatego, że są wielojęzyczne, bardzo szybko nauczyły się niemieckiego. Niektóre z nich bardzo dobrze mówiły po angielsku i nie rozumiały mojej angielszczyzny! Komunikacja ze starszymi była trudniejsza.

Jakie miałaś podejście do integracji?
Na początku wstydziłam się i fotografowałam w nocy. Gdy ludzie przyzwyczaili się do mnie, zaczęłam robić im zdjęcia za dnia. Kilka rodzin czuło się przy mnie swobodnie, a ja przy nich. Zawsze przynosiłam drobne upominki dla dzieci, na przykład słodycze bez żelatyny. Jeśli czułam, że nie zrobimy dalszych postępów, skupiałam się bardziej na kolejnej rodzinie. Tygodniami słuchałam ich opowieści. Na początku myślałam, że będę potrzebować historii do zdjęć, ale to bzdura. Ważne, żeby mieć otwarte oczy i umysł, odrzucić utarte przekonania.

Jak równoważysz estetykę i emocjonalną rzeczywistość?
Wciąż się uczę — było bardzo ciężko. Po sytuacji z moim byłym chłopakiem miałam pewne wyobrażenie uchodźców, które nie przetrwało w starciu z rzeczywistością. Dopiero później zrozumiałam, czego chciałam. Fotografowanie to dopiero połowa pracy. Druga połowa to konfrontowanie się ze zdjęciami miesiące później. Nic nie jest ustawione, ja tam po prostu byłam. Nauczyłam się otwartości i obserwacji. To było trudne, bo dzieciaki chciały, żebym rozmawiała, a ja chciałam być niewidzialna.

Sytuacja uchodźców w Europie staje się jeszcze bardziej skomplikowana. Czy obecne wydarzenia zmieniły twoje podejście do tych zdjęć, które wykonałaś w latach 2012-2013?
Nie. Te zdjęcia pokazują oczekiwanie. Nie skupiałam się na ludziach, którzy przyjechali niedawno. Teraz warunki się pogorszyły, w ośrodku jest jeszcze więcej osób. Gdy zaczynałam ten projekt, sprawa nie budziła dużego zainteresowania. Gdybym wzięła się za to później, ludzie myśleliby, że robię to przez najnowsze doniesienia, a wcale tak nie było.

Teraz patrzę inaczej tylko na jedno zdjęcie. Wcześniej nie wiedziałam, że znaczna część uchodźców przeprawia się przez morze łodziami. Choć nawet bez tego kontekstu ta fotografia wydawała mi się dziwna... to wymarzone wybrzeże, a jednak zamknięte w klatce, z materacami na zimnej, twardej podłodze. Teraz ma dla mnie inny wydźwięk.

schulzstefanie.de

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Sarah Moroz
Zdjęcia Stefanie Zofia Schulz
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Azyl
niemcy
Kultura
uchodzcy
emigracja
stefanie zofia schulz
Imigranci
imigracja
oboz
emigranci
Kryzys migracyjny
duldung