Aria Dehar i Jaya Beach-Robertson. Zdjęcie: Andi Crown.

„psusy" — nowozelandzka odpowiedź na „broad city"

„Dziewczyny" się skończyły, a „Broad City" się wam znudziło? Mamy dla was kolejny szczery serial o przyjaciółkach.

tekst Sarah Gooding; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
21 Grudzień 2017, 12:16pm

Aria Dehar i Jaya Beach-Robertson. Zdjęcie: Andi Crown.

Co jakiś czas w telewizji pojawia się serial, który idealnie oddaje ducha czasów. Na początku lat 2010 były to „Dziewczyny", a w 2014 „Broad City", które pokazało jeszcze prawdziwsze życie dwudziestoparolatków w Nowym Jorku oraz rolę kobiet w szerszym kontekście kulturowym. Jaki serial zostanie jego następcą, pokazującym życie młodych kobiet w zabawny i szczery sposób?

Odpowiedzią jest „PSUSY" (czyt. pussy), feministyczny serial internetowy, którego drugi sezon pojawił się na YouTube w listopadzie. Głównymi bohaterkami są przyjaciółki Karen i Sharee. Dziewczyny średnio radzą sobie z dorosłością w XXI wieku. Widzowie obserwują jak kobiety starają się odnaleźć w życiu i walczą z różnymi problemami — od dyskryminacji w miejscu pracy, po frajerów i miesiączki. Serial pokazuje poważne, współczesne kwestie w zabawny sposób, zgrabnie stąpając po cienkiej linii między codziennością i absurdem. A wszytko, żeby pokazać kobiety w całej ich złożoności.

Aktorka i scenarzystka Jaya Beach-Robertson stworzyła „PSUSY" w Auckland w Nowej Zelandii w 2016 roku. Jaya urodziła się w Seattle i gdy miała „9 lub 10 lat" przeprowadziła się z rodziną do Nelson, małego miasteczka w Nowej Zelandii, które było „pełne zjarusów, starych ludzi i źle maskowanego rasizmu". Po szkole średniej przeniosła się sama do Auckland i zapisała się na lekcje aktorstwa, ale nie mogła znaleźć w branży swojego miejsca. „Grałam trochę w reklamach, ale raczej nie spodziewałam się wielu zleceń w Nowej Zelandii, nie pasowałam do szablonu", powiedziała z akcentem łączącym amerykański i nowozelandzki. „Żaden z seriali do mnie nie pasował". Rozczarowana „brakiem ciekawych i zróżnicowanych ról dla kobiet" stworzyła własny tasiemiec.

„'PSUSY' zrodziło się z frustracji tym, jak przedstawiane są kobiety, szczególnie w mainsteramowych mediach", powiedziała Jaya. „Chciałam przełamać schemat pięknych, wysportowanych kobiet prowadzących urocze, idealne życie. Kobiety muszą sobie radzić z wieloma ciężkimi sprawami i udawać opanowanie. 'PSUSY' jest naszą odpowiedzią".

Gdy dowidziała się, że jej idolki Ilana Glazer i Abbi Jacobson zaczynały od „Broad City" w wersji spontanicznego internetowego serialu, zrozumiała, że sama może pójść tą drogą. „Obejrzałam pierwsze odcinki i pomyślałam: 'To nie jest idealnie dopracowane, ale daje radę! Nie są wobec siebie krytyczne i nie starają się, by odcinki były perfekcyjne, bo to nieosiągalne'. Gdy to zobaczyłam, pomyślałam sobie: 'Też mi się uda'".

Jaya nigdy wcześniej nie pisała scenariuszy, ale zaczęła „bawić się różnymi pomysłami", które filmowała z przyjaciółką. „Przyczepiłyśmy iPhone'a do szyby w samochodzie i nagrywałyśmy scenki. Tak powstawały historie".

Wątki z „PSUSY" dotyczą różnych tematów, dlatego zależało jej na zróżnicowanej obsadzie. Jak mówi: „Łatwo byłoby mi wybrać znajome, z którymi mam dobre układy, ale nie chciałam iść na łatwiznę". Poprosiła Arię Dehar, koleżankę z pracy, o wcielenie się w rolę jej serialowej przyjaciółki, Sharee. Mimo że nigdy wcześniej nie grała, okazała się urodzoną aktorką. „Naprawdę mi się poszczęściło", przyznaje Jaya.

Przyjaźń Karen i Sharee jest osią serialu już od samego początku. Pierwszy odcinek („Acid Cat”) zaczyna się od dziewczyn zamkniętych w łazience na urodzinach dziecka znajomej. Siedzą na brzegu wanny i aplikują sobie narkotyki doodbytniczo (jak mówi Sharee, „tak o wiele szybciej się wchłoną"). Potem jest już tylko dziwniej.

W drugim sezonie do ekipy dołączyła reżyserka Anna Duckworth, która ma na koncie zarówno nowozelandzkie, jak i amerykańskie nagrody. Dzięki temu Jaya może się skupić na pisaniu scenariuszy i graniu. Jaya twierdzi, że to Anna przesunęła granice i postanowiła pójść na całego, pokazując kobiecą seksualność. „Mówi: 'Bądźmy obrzydliwe, pokażmy to wszystko!'". W trzecim odcinku drugiego sezonu („Yeast Beast") Karen boryka się z drożdżycą, a finałem jest scena masturbacji, która ma jej ułatwić aplikację maści. Jest zarówno realistyczna, jak i niezręczna. Niektórzy ludzie nadal uważają, że miesiączki są tematem tabu, a kobietom odbiera się prawa reprodukcyjne, więc takie sceny są niesłychanie ważne.

Czasem „PSUSY" podejmuje bezpośrednio polityczne wątki, krtykując anarchiczne prawa antyaborcyjne w Nowej Zelandii czy dyskryminację etniczną. Odcinek „I Think The Fuck Not” pokazuje, jak Sharee zmaga się z rasizmem podczas rozmowy o pracę. Jest wręcz przesłuchiwana przez dwóch mężczyzn w garniturach, świecących jej w oczy biurkową lampką. Wypytują ją, czy ma kogoś na utrzymaniu i czy korzystała kiedyś z zasiłku dla bezrobotnych. Pod koniec Sharee wstaje i recytuje deklarację praw człowieka. To mocna scena inspirowana prawdziwymi przeżyciami. „Pytałam moich przyjaciół, którzy mają maoryskie, afrykańskie i wyspiarskie 'etykietki'", powiedziała Jaya.

Pod koniec tego odcinka Sharee i Karen demolują ciemne pomieszczenie, zupełnie jakby niesprawiedliwość, jaka je spotyka, doporowadziła je na skraj wytrzymałości. Pokazuje to, co naprawdę w tym roku czuło wiele kobiet — wściekłość. Jaya mówi, że było to oczyszczające przeżycie. „Nie da się porzucić tego napięcia, potrzebujemy ujścia emocji. Pomyślałam, że demolka to świetny sposób".

Jaya chce z trzecim sezonem wspiąć się na kolejny poziom i wyprodukować dłuższe odcinki (do tej pory trwały średnio pięć minut), więc rozważa dofinansowanie. Nowozelandzki rząd wspiera wiele miejscowych, internetowych seriali, ale „PSUSY" jeszcze nie złożyło aplikacji. Jaya żartobliwie mówi, że jej serialu nie da się sfinansować, bo wtedy będzie musiała grać według reguł. „Nie chcę, żeby narzucono nam zasady. Stworzyłam ten serial właśnie po to, żeby je łamać!".

Wolność twórcza jest kluczowa, aby Jaya mogła burzyć stereotypy. „Samo obserwowanie kogoś podobnego do siebie na ekranie jest bardzo ważne. Na przykład gdy byłam mała, myślałam, że miesiączka jest obrzydliwym tematem tabu i wszyscy będą się ze mnie śmiać. Może gdybym zobaczyła, że jedna z bohaterek fajnego serialu też ma okres, poczułabym się z tym lepiej i nie wstydziłabym się poprosić mamy o zakup podpasek. Kobiecość łączy się ze sporą dawką wstydu, bo nikt nie uczy nas, że to wszystko jest w porządku".

Jaya mówi, że „po prostu stara się pokazać na ekranie część nas — czy to okres, czy kobiecy wytrysk. Jeśli sprawi to, że chociaż jedna osoba poczuje się z tym lepiej, poczuje się mniej samotnie, to znaczy, że było warto". Mamy nadzieję, że po seansie „PSUSY" będziecie się czuć nie tylko mniej samotne, ale także będziecie mieć zakwasy od śmiechu.

@psusy_series

Artykuł pochodzi z amerykańskiego wydania i-D.

Przeczytaj też: