przewodnik po życiu polskich dwudziestolatków

Rozmawiamy z Kubą Wojtaszczykiem, autorem książki o polskich hipsterach i codzienności młodych kreatywnych.

tekst Mateusz Góra
|
07 Lipiec 2016, 1:20pm

Źródło: @dafys

Jacy naprawdę jesteśmy i czy jest sens w ogóle pytać? Czy badania przygotowane przez 40 i 50-latków naprawdę mogą powiedzieć nam coś o współczesnych 20-latkach? Raczej nie. Z jednej strony wynika z nich, że jesteśmy całkowicie skupieni na sobie i zawzięcie rywalizujemy, z drugiej podobno w pracy najbardziej chcemy być sobą i dobrze czujemy się w zespole...

Może więc przewodnikiem po rozterkach pokolenia powinien być ktoś, kto też jest milenialsem i uważnie obserwuje rówieśników? Spotkaliśmy się więc z Kubą Wojtaszczykiem, autorem powieści „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć", czyli opowieści o życiu młodych kreatywnych, którzy dopiero co skończyli studia i starają się odnaleźć w dorosłości.

Kuba o swoim pisaniu mówi krótko: „Pomysł na książkę narodził się, kiedy skończyłem studia. Postacie mają cechy ludzi, których znam, miejsca w Poznaniu są autentyczne. Pojawiają się w niej też może przeżycia, doświadczenia i rzeczy, które zaobserwowałem", doskonale rozumie więc nasze problemy. Oto, na jakie cechy naszej generacji zwrócił uwagę.

Czy powinniśmy wierzyć statystykom na temat naszego pokolenia?
Badania robią osoby, które są z pokolenia wyżej i nie łapią młodszej generacji. Trudno wymagać od 25 latków, żeby poszli po studiach pracować w sieciówce z ciuchami i robili to z uśmiechem na twarzy. To powoduje atomizację, ludzie nie odnajdują się w sztywnych społecznych ramach, które nie chcą się nagiąć, a potem dostają nagle łatkę narzekaczy i skrajnych indywidualistów.

Jaki jest twoim zdaniem największy problem współczesnych dwudziestolatków?
Naszym podstawowym problemem jest niepewność. Nie każdy ma predyspozycje, żeby zostać freelancerem. Poza tym ten rynek jest mocno nasycony, szczególnie w Warszawie, chociaż w Poznaniu, gdzie kończyłem studia, też. Jeżeli na skalę masową tworzymy magistrów i doktorów, to tworzy spiralę nieszczęść, niepewności, strachu, że idę na studia po nic. Wywiera się na nas presję, że musimy mieć wyższe wykształcenie, ale to nie przekłada się na późniejszą pracę. Idziesz na studia z myślą o tym, że nie będziesz miał pracy. To podcina skrzydła.

Nie w każdej pracy się jednak widzimy...
Praca w korporacji jest dla nas obciachowa i ograniczająca, bo chodzisz do niej non stop i nie masz nawet czasu wydać tych pieniędzy. Chcemy mieć pracę, ale taką, która wykorzystuje nasze kompetencje. O 17 chcemy wyjść i spotkać się ze znajomymi, a pokolenie wyżej się temu dziwi. Z drugiej strony zrobienie kariery robi się istotne w przypadku artystów. Kiedy coś tworzysz, chcesz z tym dotrzeć do innych ludzi, jakoś wypłynąć.

Myślisz, że mamy większą szansę na znalezienie ciekawej pracy niż nasi rodzice?
Jeśli znasz język angielski, możesz pracować na przykład w Wielkiej Brytanii albo gdziekolwiek indziej. Pewnie powstały gdzieś w internecie zawody, o których nie mam nawet pojęcia. To super dobre, bo jeśli nie masz pracy, możesz ją wymyślić, chociaż to pewnie też nie jest dla wszystkich.

Jeszcze niedawno wszyscy wierzyli, że tylko dzięki rywalizacji można odnieść sukces. Myślisz, że to prawda?
Wmawia się nam, że mamy rywalizować, więc nie możemy do końca się zjednoczyć. Wieczna konkurencja powoduje atomizację, spadek zaufania do drugiego człowieka. Zaczynasz żyć w sieci i masz trudności w porozumiewaniu się w realnym życiu. Niektórzy starają się przełamać tę atomizację, zwracają uwagę na problem, ale nie potrafią go rozwiązać, jak bohaterowie mojej książki.

Dlatego mamy tak duży sentyment do lat 90., czasów, kiedy dorastaliśmy?
Lata 90. dla naszego pokolenia są bezpiecznym czasem, wszystko wtedy było nowe i niczego nam nie zabraniano. Rodzice nie potrafili się odnieść do rzeczy z Zachodu, więc nie odbierali nam do nich dostępu. Nikt cię nie kontrolował. Kiedy mama i tata robili karierę, ty przed telewizorem oglądałeś „satelitę".

Często pada też zarzut, że jesteśmy płytcy, skupiamy się za bardzo na sobie.
Jeżeli wchodzisz w pewne środowisko, to odbywa się to na zasadzie mimikry, zaczynasz zachowywać się zgodnie z zasadami, które tam panują. Weźmy na przykład hipsterów. Za Aleksandrą Litorowicz dzielę ich na dwie grupy - hipsterzy naśladowcy, którzy przejmują pewną modę, nudzą się nią i porzucają, nawet ulubiony zespół, jeśli nie jest modny. Ślepa wiara w określone modele życia jest niebezpieczna, bo tracisz po drodze własne ja. Z drugiej strony są też hipsterzy, którzy kreują ten porządek rzeczy. Mają wiedzę i ogładę, pozwalające tworzyć trendy. Potrafią połączyć np. styl z lat 20. i z lat 70. Nie wszystkie dzieciaki na Plac Zbawiciel przychodzą przybić innym piątkę, są też ludzie, którzy lubią to miejsce. Dla mnie to przylądek wolnościowy, wiesz, że nie spotka cię tam nic złego, że nikt cię nie zaatakuje.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

A co jest największą zaletą naszego pokolenia?
Nie pamiętamy czasów, kiedy granice były zamknięte, mamy możliwość podróżowania, wymiany doświadczeń, znamy języki, możemy porozumiewać się z ludźmi z każdego zakątka świata. Kiedy mówię moim siostrom, które mają 50 lat, że jadę do Berlina pochodzić, wydają się zaskoczone. Wybrałyby pewnie wycieczkę zorganizowaną, bo czułyby się bezpieczniej. My za to mamy możliwość odrzucenia reguł, podążania własną ścieżką. Kiedy jedziesz na wycieczkę, wystarczą ci znajomi i mapa.

No i smartfon, żeby zrobić zdjęcie na Instagram...
Kreowanie siebie w mediach społecznościowych nie jest złe. Trzeba do niego tylko podchodzić z głową, nie wierzyć we wszystko, co zobaczy się na Fejsie czy Instagramie. Ważne, żeby mieć do tego dystans. Dlaczego jednak tego nie robić, skoro jest taka okazja?

Jak myślisz, jakie będzie kolejne pokolenie?
Być może cechą najbardziej charakterystyczną dla nadchodzącego po nas pokolenia będzie zglobalizowanie. My pamiętamy jeszcze modemy, pierwsze komputery, ten gigantyczny skok technologiczny. Oni nie będą pamiętali, jak to było, kiedy świat był jeszcze analogowy. Pokolenie, które nadchodzi, będzie pokoleniem w cudzysłowie. To bardziej grupy ludzi, którzy mają wspólne zainteresowania. Nie wiem, czy równie trudno, jak hipsterom, będzie im się zjednoczyć, czy pozostaną rozproszeni.

Kuba Wojtaszczyk jest autorem książki „Kiedy zdarza się przemoc lubię patrzeć"

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
sztuka
Kultura
kuba wojtaszczyk