pablopavo w komiksie

Na początku maja światło dzienne ujrzy „Dym” – komiks dotyczący życia i twórczości znanego m.in. z Vavamuffin Pablopavo. Marcin „Flint” Węcławek, dziennikarz kulturalny i współtwórca scenariusza opowiedział nam o tym wydawnictwie.

tekst i-D Staff
|
31 Marzec 2016, 10:35am

Czemu zdecydowaliście się akurat na taką formę? Łatwiej byłoby chyba stworzyć biografię uzupełnioną ilustracjami.
Byłoby łatwiej, ale nudniej! Marcin Podolec tworząc „Fugazi", historię słynnego warszawskiego klubu, w swoim czasie ewenementu na skalę tej części Europy, wykonał pierwszy krok na nowym terytorium. Taka narracja nie tylko pozwala na ciekawe podejście do wałkowanych wiele razy wątków biograficznych, ale też na zagłębienie się w twórczość Pablopavo, jej graficzną interpretację. Sprzedajemy fajnie ilustrowane anegdoty, Marcin wyrysowuje coś na kształt własnych teledysków, a koniec końców wszystko składa się na uniwersalną, ludzką historię, ale też portret ciekawego miasta w ciekawych czasach. Czego chcieć więcej?

Przeczytaj też „Grimes zaprojektowała okładkę komiksu"

Praca musiała pochłonąć naprawdę dużo godzin. Jak wyglądał sam proces twórczy?
To było pracochłonne przedsięwzięcie. Pablopavo to zajęty człowiek, pracowitość Marcina Podolca będzie niedługo miejską legendą, ja też nie narzekam na brak zajęć. Ale nie szliśmy na skróty. Ten komiks jest wygadany w wywiadach, wyłażony po Warszawie, wysiedziany w łódzkim mieszkaniu Marcina i Wiktorii. Paweł ma wyrobioną pozycję, jest marką, Marcin tak samo, ale ambicje się nie ścierały, bo to skromni, bezpretensjonalni ludzie. Wiedzą czego chcą. Podolec też był scenarzystą, rozmawialiśmy, czytaliśmy wiele godzin spisanych wywiadów i komiks krystalizował się mimochodem. Może dlatego, że Pablo jest artystą eklektycznym, ale jednak w jego ewolucji jest spójność, w każdej z odsłon jest sobą, pozostaje wiarygodny. Dlatego „Dym" naturalnie spiął się klamrą.

Nie obawiacie się, że Wasza publikacja będzie zbyt insiderska? Pablo to twórca mocno związany z Warszawą, a duża część jego twórczości wyraźnie się do niej odwołuje.
Z każdą kolejną płytą coraz mniej. Zobaczysz zresztą, że komiks zaprowadzi Cię dużo dalej. Również w sensie dosłownym — nie chcę zdradzać zbyt dużo, ale czytelnik trafi też do Afryki, do szemranych moskiewskich dzielnic — swoją drogą Marcin wyrysował ten epizod inaczej, strasznie się jaram. Pablo koncertuje w całej Polsce, słucha po swoich występach ludzi, i to też ma swoje odbicie na stronach „Dymu". Poza tym, jak „insiderska" jest sama Warszawa, w dużej mierze zrównana z ziemią, wysiedlana... To miasto to przekrój całej Polski. A i Polska nie jest wcale tak wyjątkowa na tle reszty regionu, jak tu się nam wszystkim wydaje. Ludzie to ludzie, zawsze będą wymykać się szufladkom, w tym tej narodowej.

Przeczytaj też: „Na emigracji"

Powiedz coś o stronie technicznej samego projektu, bo swoje siły połączyły wytwórnia Karrot Kommando i wydawnictwo komiksowe Kultura Gniewu. Obyło się bez tarć?
Bez tarć, bo to nie są dwie korporacje snujące swoje mocarstwowe plany i nastawione na koszenie banknotów, ale dwa wydawnictwa niezależne, ze swoją misją i swoim profilem. Bardzo się cieszę, że doszło do połączenia sił, bo wiele komiksów Kultury Gniewu, tak jak i wiele płyt z Karrot Kommando, to były dla mnie ważne rzeczy. „Osiedle Swoboda" wpłynęło na mnie równie mocno, co „Sprzedawcy" Kevina Smitha, pomogło mi budować tożsamość. „Przybysza" czy taką „Kiki z Montaparnasse'u" stawiam na półce obok swoich ulubionych książek. Z drugiej strony w katalogu Karrota są perły takie jak „Telehon", „Mo' BetterRootz", „NORD", „Święto słońca" czy „Sound Systemowej Sceny Syn", jedna z najlepiej nawiniętych polskich płyt. To zaszczyt być jednym z powodów rozpoczęcia tej współpracy.

Kredyty


Tekst: Krzysztof Nowak

Tagged:
muzyka
sztuka
Polska muzyka
pablopavo