kolejnych 7 młodych polskich marek, które powinieneś znać

Jeśli odwiedziłeś w ostatnim roku jakiekolwiek targi, wiesz doskonale, że trudno połapać się we wszystkich markach, które ostatnio powstają. Rujnowaliśmy więc nasze fryzury, przymierzając kolejne czapki, wciskaliśmy stopy w za małe buty i wciągaliśmy...

tekst i-D Staff
|
22 Styczeń 2016, 11:15am

Kpodonou

Kpodonou to marka, która swoje pierwsze projekty pokazała światu w grudniu zeszłego roku. Lookbook zrealizowany w Chinatown w paryskiej trzynastej dzielnicy przez Magdę Ławniczak i Ewelinę Gralak, zachwycił nas wtedy świeżością i energią. Zresztą obok świetnych ubrań w sesji pojawiają się główna projektantka Sandra Kpodonou i modelka Sasha Melnychuk, ulubienica Vetements. Czy znacie lepszą ikonę stylu i luzu?
Mimo że polska marka stawia na rynku pierwsze kroki, jej założycielka ma już w modzie pewne doświadczenie. To właśnie Sandra stała za sukcesem Le Gii, której znakiem rozpoznawczym stały się łączone nitami torby. Zachwyciła się nimi m.in. Anja Rubik.
Kpodonou

Lapidarium

Lapidarium wystartowało w styczniu 2016. Stoją za nim dwie koleżanki ze studiów - Marta Gos i Martyna Sobczak. Choć razem studiowały modę męską na London College of Fashion, w swoim wspólnym projekcie postawiły na ubrania dla kobiet. Ich motto to robić rzeczy „piękne i unikatowe, przy jednoczesnym eksplorowaniu tkanin i technologii, które mogą zmienić stereotyp mody eko". Mają ambitne plany, żeby w przyszłości bazować na całkowitym recyklingu i upcyklingu materiałów w procesie produkcji. Dziewczyny udowadniają, że świadomość ekologiczna w modzie może być bardzo sexy.
Lapidarium

Klekko

Wszyscy wiemy, że z minimalistycznymi, czarnymi ubraniami problem jest taki, że muszą być perfekcyjne — inaczej po prostu wyglądają źle. Klekko, czyli dwie absolwentki architektury, Julia Łoś i Joanna Krawczyk, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Dlatego postanowiły połączyć swoją matematyczną precyzję z miłością do czerni. Dorzuciły do tego świetne detale zainspirowane przyrodą. Podszewki ich rzeczy mienią się, jak tafla wody, a faktura ubrań przypomina pękającą korę drzewa. Stawiają też na projekty ponad podziałem na płci — większość ich rzeczy jest uniseksowa, a na wybiegu prezentuje je androgyniczny model. Nie uznają też sztucznych materiałów — korzystają głównie z bawełny i lnu.
Klekko

THISISNON

O swoim umiłowaniu minimalizmu i jakości mówi chętnie lwia część twórców ubrań z metką „Made in Poland". Deklaracje jednak rzadko kiedy pokrywają się z rzeczywistością. Inaczej jest w przypadku marki, za którą stoją kulturoznawczyni Agata Macios i architektka Ania Dobek. Dziewczyny odważnie deklarują, że na modzie i trendach się nie znają i wcale znać się nie chcą, zależy im za to, aby produkować rzeczy piękne, trwałe i praktyczne. Ubrania są dla nich w pierwszej kolejności obiektami użytkowymi. Thisisnon tworzy krótkie, monokolorystyczne serie (6-8 modeli) ze szlachetnych materiałów (wełna merynosów, jedwab). Agata i Ania postawiły na bezkompromisową jakość, ale także lokalność - wszystkie rzeczy produkowane są w Polsce, co zwiększa cenę produkcji, ale daje pewność, że żaden model nie powstał kosztem ludzkiego zdrowia. Szukając perfekcyjnej konstrukcji, niektóre modele zdarzało się dziewczynom kroić nawet po kilkadziesiąt razy. Tę dbałość widać w każdym detalu.
THISISNON

Mum & co

Wszystko zaczęło się od kaprysu. Jedna z córek tytułowej mamy mimo starań nie mogła znaleźć stylowego, skórzanego plecaka. Mama, jak to mama, postanowiła pomóc i stworzyła w sekrecie, przy pomocy zalegającej na strychu maszyny Singera, pierwszy plecak. Plecak nie tylko sprostał oczekiwaniom, ale stał się impulsem do rozkręcenia rodzinnego biznesu. Pomysł jest prosty: Mum & co wychodzi naprzeciw wszystkim tym, którzy poszukują prostych, funkcjonalnych toreb i plecaków z naturalnych skór. W gamie kolorystycznej znajdą coś dla siebie zarówno klasycy (czerń, szarości i granaty), jak i romantycy (pudrowy róż, jasno musztardowy) czasami wypuszcza też krótkie serie innych kolorów.
Mum&co

Aga Prus

Jeśli szewc to według Ciebie relikt z czasów, kiedy ludzie nosili jedną parę butów przez 8 lat, koniecznie odwiedź stronę Agi Prus. Ta rodzinna marka to połączenie współczesnego wzornictwa z rzemieślniczą tradycją - dziadek Agi, Brunon Kamiński, był słynnym warszawskim szewcem, u którego buty zamawiały PRL-owskie diwy. Projektantka ukończyła architekturę na warszawskiej ASP, ale postanowiła zająć się kultywowaniem rodzinnej tradycji. Znakiem rozpoznawczym Agi są lekkie damskie buty z kolorowych skór - jazzówki, baletki, mokasyny czy oksfordki, ale w kolekcji znajdziemy też botki czy klasyczne pantofle na obcasie. Od niedawna Aga robi też buty męskie i torby. Tradycja zobowiązuje, dlatego wszystkie modele wykonywane są ręcznie, szewc zdejmuje miarę ze stóp każdego klienta, a zamawiane buty można modyfikować, wybierając fakturę i barwę skór, czy kształt nosków.
Aga Prus

Balagan 

Balagan to skórzane buty, plecaki i torby w różnych rozmiarach, z garbowanej roślinnie skóry. Proste, oryginalne, ale nieudziwnione, starannie wykończone i w neutralnych kolorach. W naszym poprzednim zestawieniu pisaliśmy o Elementach - marce, którą z Balaganem łączy platforma sprzedażowa - Transparent Shopping Collective. To pierwszy w Polsce sklep online z ciuchami i dodatkami, w którym jesteśmy informowani, co składa się na cenę danego produktu. Klienci wiedzą więc, ile wynosi podatek vat, jaką wartość mają materiały, z których zostały wykonane produkty, a od 3 do 5% wartości każdego zamówienia jest przeznaczane na rzecz działań prospołecznych. Za markę Balagan odpowiadają dwie absolwentki wzornictwa warszawskiej ASP - Agata Matlak-Lutyk i Hanna Ferenc Hilsden, które dzieli bagatela 2,5 tys. km, jako że jedna z dziewczyn mieszka obecnie w Tel Avivie. Zamiast szkodzić, różne perspektywy dziewczyn zdają się pomagać w projektowaniu - dostarczają nietuzinkowych inspiracji i plenerów (zobaczcie koniecznie lookbook marki, do którego zdjęcia zostały wykonane m.in. nad Morzem Martwym). Projektantki starają się czerpać z obu kultur, które choć pozornie odległe, łączy wspólny mianownik - historia. Polsko-izraelska jest również nazwa marki, bo słowo Balagan (oczywiście bez 'ł') występuje także w języku hebrajskim, do którego przeniknęło z jidisz w XIX wieku. Czekając na nową kolekcję, w której znajdą się propozycje także dla mężczyzn i dzieci, możecie poprzeglądać Instagram Balaganu prowadzony bez zadęcia i zbędnych filtrów.
Balagan

Przeczytaj też:

- 8 młodch polskich marek, które powinieneś znać
Gender i polska reprezentacja na Fashionclashu w Maastricht
Michał Szulc: Staram się stawiać przed sobą wyzwania