mary przez twarde „r”

Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o tym, czym dla Mary są ubrania, filmy i co najmocniej działa na nią w popkulturze.

|
04 Kwiecień 2015, 11:40am

Ma filigranową sylwetkę, ale mówi niskim mocnym głosem. Bawi się ubraniami, eklektycznie łącząc style, ale na twarzy nie widać grama makijażu. Mary jest rozważna i romantyczna, łączy skrajności w najbardziej autorskim stylu. Jesienią pojawiła się z singlem City of My Dreams, w którym zakochaliśmy się na zabój, przez następne cztery miesiące czekaliśmy na drugą piosenkę Come i debiutancki album, a teraz odliczamy dni do premiery płyty w wersji winylowej, która pojawi się 13 kwietnia. Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o tym, czym dla Mary są ubrania, filmy i co najmocniej działa na nią w popkulturze.

Porozmawiajmy o twoim looku, jest bardzo wyjątkowy.
Wychodzę z założenia, że w ciuchach, które mam na sobie, mogłabym wyjść na scenę. To jest trochę tak, że myślę o ubraniach jak o talizmanach, o czymś, co przynosi szczęście, i podchodzę do nich właśnie tak magicznie. A może to dlatego, że jestem dzieckiem wychowanym w garderobach teatralnych albo na planach filmowych… To jest jak w Star Treku - pamiętasz, że oni mieli guziczki w kombinezonach i dzięki nim przenosili się w przestrzeni? Ja też tak traktuję ubrania… Są moim kombinezonem, przenoszą mnie w inną galaktykę.

Jaką historię opowiadasz dzisiaj? Masz na sobie kowbojki, naszyjnik z ostem, dopasowane dżinsy…
Nie chcę powiedzieć, że jestem kowbojką Jessie z Toy Story, ale wydaje mi się, że wybieram dużo męskich atrybutów. Nie dlatego, że chcę być androgeniczna - chodzi raczej o to, że lubię wydobywać nimi swoją kobiecą siłę, lubię przełamywać konwencje. Z jednej strony myślę, że niby się nie przebieram, ale to jednocześnie jest jakieś przebranie… Każda z piosenek pasuje do tego, co noszę. Kiedyś grałam na organach i było oczywiste, że muszę mieć na sobie spodnie. Od tego czasu nie wyobrażam sobie siebie inaczej. Potrzebuję takiej stabilności, rodzaju siły! Czuję, że w kowbojkach mogę pójść na wojnę i na pewno przeżyję.

Za co tak lubisz występy drag queen?
Tam jest 150 procent kobiecości. Taka esencja, której ja chyba nigdy nie będę miała. Są fantastycznie przygotowane, jest show, kicz, który kocham.

Ostatni kicz, który cię zachwycił, to?
Byłam na spektaklu Krystiana Lupy i tam też można było dostrzec kicz! Np. w finalnej scenie aktorzy odlatują balonem…

Ale kicz u Lupy to kamp, a kicz w najczystszej popkulturowej formie? Np. Rihanna?
Uwielbiam! Jezus Maria, potrafię płakać na jej piosenkach. I to jest dla mnie meganaturalne. W moim życiu zawsze byli obecni Britney Spears i Backstreet Boys, a jednocześnie Chopin albo J.S. Bach. Powiesz, że to skrajności, ale dla mnie to szło w parze.

Co masz teraz na swoim iPodzie?
[Mary sięga po telefon i czyta]. Rihannę, Taylor Swift, ale to nie ja akurat ją tutaj wgrałam. Erykah Badu, Alexandra - genialny projekt. Mam też muzykę do biegania: Man on Fire, The One That Got Away [Mary śpiewa] - kocham tę piosenkę, Get Free - o, to też lubię! Sporo tego jest!

W 2016 roku wraca Miasteczko Twin Peaks, masz już dla nich czołówkową piosenkę?
Już nagrałam, myślę, że wezmą (śmiech).

Jak to się dzieje, że twoje kawałki tak często pojawiają się w filmach albo w serialach?
To moje zamierzenie. Chciałabym, żeby każda z moich piosenek została wykorzystana w jakimś filmie albo serialu.

Mimo że wtedy staje się tłem?
Ale ja właśnie dlatego śpiewam i robię piosenki, to był mój punkt wyjścia. W kinie zawsze miałam jazdę, żeby czekać na ostatnią albo na którąś z pierwszych piosenek… To właśnie były te emocje i nastrój. No i teraz staram się spełniać moje marzenie - udało mi się już kilka razy. To mi sprawia mega dużo radości.

Czy takie piosenki tworzy się inaczej?
Nie wiem, zawsze jak sobie piszę, to mam w głowie jakiś obraz. Sama puszczam w wyobraźni jakiś film. Inaczej nie potrafię.

A teledyski do własnych kawałków ci nie wystarczają?
Lubię, ale stanowią tylko część, dopełnienie piosenki. Np. myśląc o wideo do City of My Dreams, od początku wiedziałam, że chcę, aby robił go reżyser filmowy, bo to daje przestrzeń. Uwielbiam teledyski M.I.A., one aż buzują, stanowią coś więcej niż teledysk. Są z kopa, bezkompromisowe, przenoszą w inny świat.

Muszę cię spytać o klan Komasów. Rywalizujecie z sobą?
Rywalizacji w tym nie ma, bo każdy z nas poszedł w innym kierunku, ale to jest też tak, że ciężko byłoby mi przeskoczyć dokonania mojego rodzeństwa - już nawet nie staram się tego przebić, bo nie mam jak. Wyobrażasz sobie, że Komasa to japońskie nazwisko, które znaczy „mały szacunek"? Szaleństwo! Wystarczy wpisać w Google, a wyskakuje tysiąc knajp [Mary nie przestaje się śmiać].

Nawet nie kolaborujecie?
Z moją młodszą siostrą Zosią pracuję zawsze nad kostiumem. Z braćmi na razie nie pracowałam, ale fajnie by było coś razem zrobić. Chodzi o to, że niełatwo pogodzić silne osobowości, a z drugiej strony - nie nadarzyła się jeszcze taka okazja. Estetycznie robimy różne rzeczy, które się nie łączą. Musimy się spotkać w pewnym momencie, żeby to miało sens. Jeśli Dżonemu [Jan Komasa - red.] spodoba się coś z moich piosenek, to sobie weźmie.

A jak wyglądał twój młodzieńczy bunt? W artystycznej rodzinie to chyba musi przebiegać inaczej?
Właśnie chyba nigdy go nie przeżywałam, zawsze wiedziałam, że artystyczna droga to jest coś mojego. Nawet jak wydawało mi się, że mogę być stylistką, którą w rezultacie nie zostałam, to moje poszukiwania odbywały się na jakichś nieodległych polach. Bardzo cenię sobie teraz to doświadczenie z okresu poszukiwań.

Z tego czasu została ci duża wrażliwość na modę?
Bardzo! Zupełnie identyfikuję się z marką Rodarte - i to w całości: począwszy od paznokci, przez make-up, a skończywszy na ubraniach. Dla mnie to nie tylko ciuchy, ale cała supersexy postawa.

Nad czym teraz pracujesz?
Płyta jest już w sprzedaży, więc teraz czas na promocję, ale równolegle pracuję nad nowymi piosenkami. Chodzę do filharmonii i galerii. Ostatnio obejrzałam w londyńskim Muzeum Wiktorii i Alberta genialną wystawę poświęconą twórczości Alexandra McQueena. Piękna i bardzo bardzo inspirująca. Co za wyobraźnia!!!!!!! Prócz tego, że szukam inspiracji, przygotowuję się też do koncertów. Zagram w Warszawie 16 kwietnia w klubie Basen.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie: Przemek Dzienis / Photoby