ola rudnicka o ogórkach i sztuce nowoczesnej

Spotykamy się w centrum Warszawy, korzystając z wyjątkowej okazji, bo Ola jest przez kilka dni w Polsce, a to nie zdarza się często. Punktualnie pojawia się przed nami ta sama dziewczyna, którą znamy z filmu z serii „Języki Ojczyste”. Świetlista...

tekst i-D Team
|
12 Listopad 2014, 9:45am

Zdjęcie pochodzi z filmu Język Ojczysty: Ola Rudnicka

Lubisz ogórki małosolne, kiszone albo konserwowe?
Ogórki kiszone z cukrem i curry sa najlepsze, moja babcia je robi. Tęsknie za polską kuchnią i to za najprostszymi rzeczami. Jak biały ser z pomidorem i ogórkami małosolnymi! To jest danie mojego życia!

Jak czułaś się jako polonistka i narodowa reprezentantka w serii filmów Jezyk Ojczysty?
To było olbrzymie wyróżnienie. Tyle jest dziewczyn w branży za granicą. Byłam bardzo szczęśliwa jak się dowiedziałam. Robię to, co robię, jak umiem najlepiej, więc to był zaszczyt, poczułam się doceniona. Jednak wydaje mi się, że wciąż jestem na początku. Wystarczy spojrzeć na przykład na dorobek Kate Moss.

Wiele osób z całego świata, zachwycało się twoim głosem. Był lekko staromodny.
Jestem trochę staromodną duszą, może ze względu na bardzo silną więź z dziadkami. Ale ten wyniosły głos to były dyrektywy reżysera. Miałam być konkretna, grałam rolę nauczycielki.

Byłaś dobra z polskiego?
Miałam 100 procent z poziomu rozszerzonego. (śmiech)

Ola, pomimo tego, że odnosisz sukcesy i jesteś rozpoznawalna, nie budujesz swojej popularności social mediami.
To prawda, nie mam Twittera, a Facebooka najczęściej używam, gdy wyjeżdżam do rozmów z moim chłopcem.

A na instagramie trochę się ukrywasz, nie jesteś Olą Rudnicką.
Jak zaczełam wyjeżdzać wielu ludzi dziwiło się z tego, jakie mam imię, więc jak się przedstawiałam ich natychmiastową reakcja było "¿Hola, qué tal?". I w pewnym momencie, jak usłyszałam to po raz setny, pomyślałam, że ola_quetal to jest fantastyczny nick. Po co mam nazywać się Ola Rudnicka, w tym nie ma żadnej zabawy. Siła Instagrama jest niesamowita. Ostatnio zdałam sobie z tego sprawę kiedy po pokazie podeszli do mnie ludzie i powiedzieli "Hello Ola Quetal!". Oniemiałam. Nie spodziewałam się, że komuś mogła zakiełkować w głowie myśl, że to moje nazwisko.

Za dziesięć, piętnaście lat widzisz siebie w branży?
Nie oszukujmy się, praca modelki jest dość służebnicza. Nawet jeśli pracujesz przy dużych wspaniałych projektach niewiele od ciebie zależy. Cała koncepcja pochodzi z góry. Kreatywna strona należy do fotografa, stylisty i dyrektora kreatywnego sesji. Będąc modelką jesteś kawałkiem marmuru, w którym rzeźbią. Tak widzę tę sytuację. Jeśli chodzi o moje aspiracje, to niekoniecznie pociąga mnie świat wysokiej mody. Chciałabym zadziałać w trochę innym miejscu. Przyglądając się branży obserwuje, że są pewne braki. Na przykład ogromne zapotrzebowanie na damskie swetry. Ja nie potrafię znaleźć sobie takiego do noszenia na co dzień, więc może kiedyś będę produkować właśnie swetry, gdzieś na końcu świata. To jest moje marzenie od kilku lat. Zresztą niedawno zgadałyśmy się z Sashą Luss, bo ona miała dokładnie taki sam pomysł, ale wymyśliła, że to będzie je robić w Islandii, a ja postawiłam na Nową Zelandię.

Gdzie odpoczywasz i najchętniej spędzasz czas?
Strasznie lubię Londyn, bo tam zawsze coś się dzieje. Ale jeśli mam naprawdę odpocząć, zregenerować siły, to najbardziej komfortowo czuje się wśród ludzi, których dobrze znam, więc przyjeżdżam do Warszawy. Choć teraz byłam ze swoim chłopcem na Syberii. Podróżowaliśmy koleją do Władywostoku.

Jeśli Warszawa, to gdzie?
Bardzo lubię MSN, głęboko utkwiła mi w pamięci wystawa W sercu kraju. Mam wrażenie, że cała kwestia sztuki jest bardzo subiektywny odbiorem. A na mnie, jedna rzecz z tej wystawy zrobiła szczególne wrażenie - meblościanka obdarta z politury (praca Regał Romana Stańczaka - przyp. red.). Zobaczyłam w niej całe moje dzieciństwo. Przecież meblościanka to jest coś, co jest związane z każdym obywatelem tego kraju. Każda babcia miała ten mebel w domu. Wiadomo było gdzie jest telewizor, barek, zdjęcie ze ślubu rodziców. Kapitalne przeżycie. Chyba nigdy nie byłam tak poruszona, żadnym dziełem sztuki.

W zeszłym roku Prada przefarbowała Ci włosy na platynowy blond, a gdyby teraz zaproponowali Ci kruczoczarnego boba?
Mam szczęście do pracowania z ludźmi, którzy szanują moje zdanie. Akurat historia z platynowym blondem zbiegła się wieloma zmianami. Wyprowadziłam się z Warszawy, zaczęłam studiować… a u kobiet podobno tak to się objawia. Nowe włosy to nowe życie. Teraz chciałabym mieć szare włosy.

Siwe?
Nie, szare. Takie gołębie. Na razie negocjuję z agentem.

Kredyty


Tekst: i-D Team
Zdjęcie pochodzi z filmu Język Ojczysty: Ola Rudnicka
Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebooku, śledź nas na Twitterze i Instagramie.

Tagged:
ola rudnicka
moda wywiady