kuba karaś robi zdjęcia

Wyrwane z kontekstu momenty, pocztówki z trasy albo po prostu analogowy bardzo prywatny album z opisami Kuby.

tekst Basia Czyżewska
|
03 Kwiecień 2015, 10:40am

W zeszłym roku o tej porze Kuba Karaś i Justyna Święs, czyli The Dumplings, byli młodym przebijającym się zespołem, który grał swoje pierwsze kameralne koncerty w większych miastach. Ale już chwilę później wydali płytę, wypuścili nagradzane wszędzie klipy, objechali ważne polskie festiwale, zaczęli występować za granicą, okrzyknięto ich objawieniem internetu, a nastolatkowe życie Justyny i Kuby nabrało zabójczego tempa dyktowanego wyjazdami, wywiadami i kolejnymi projektami muzycznymi. Trzeba przyznać, że potrafią wykorzystać ten moment - zbierają doświadczenia, pracują nad nowym materiałem i cieszą się przygodami. Gdy tylko odkryliśmy, że Kuba nosi z sobą stary analogowy aparat taty i od czasu do czasu pstryka niepostrzeżenie zdjęcia, musieliśmy zobaczyć, jak wygląda ten zapis ostatnich 12 miesięcy. Wyrwane z kontekstu momenty, pocztówki z trasy albo po prostu analogowy bardzo prywatny album z opisami Kuby.

„Tokio! W święta pojawiła się opcja, żeby odwiedzić Hanię (Hania Koczewska, modelka i dziewczyna Kuby) Miasto zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, kiedy tuż przed wylotem, zobaczyłem napis „Tokio is yours" wiedziałem, że już chcę tam wrócić i prawdopodobnie uda mi się to jeszcze w tym roku. Chcę jak najwięcej podróżować, to jest świetna inwestycja. Żeby o czymś pisać, coś tworzyć, trzeba też coś przeżyć."

„Czerwiec, jakaś szósta rano w sobotę, plac Zbawiciela w Warszawie. Wracałem przez miasto z imprezy po koncercie. Zabawne, bo kilka godzin później odbyła się sesja do i-D. Na szczęście występowały tylko moje nogi w stylizacjach butów ze skarpetkami…"

„Koncert Hypnotic Brass Ensemble. Nie słuchałem ich wcześniej, na występ zaprosiła mnie znajoma. To jest właśnie najlepsze uczucie, gdy idziesz na koncert, nie znając zespołu, i całkowicie oddajesz się muzyce. Było naprawdę świetnie, rozkręcili imprezę tak, że był crowd surfing — w ogóle się tego nie spodziewałem."

„To moje rodzinne miasto Zabrze. Podwórko w familoku i jakiś dziwaczny napis. Nie wchodziłem, ale zrobiłem zdjęcie."

„Chaos, próby, nagrania i słodycze. W takim rytmie pracy mój organizm osiąga czasem stan zupełnego wyczerpania i dochodzi do dziwnych rzeczy, np. leci mi krew z nosa. Byłem wkurzony, ale zrobiłem dokumentację aparatem."

„Dwa tygodnie temu byliśmy w Meksyku, graliśmy tam koncert, a przy okazji nakręciliśmy klip do nowego materiału, jeszcze demówki. Wstaliśmy na zdjęcia o 4 rano i przywitał nas taki wschód słońca."

Meksyk to kraj garbusów, Justyna w swojej stylówie retro świetnie do nich pasuje.

„Robię zdjęcia, więc nigdy mnie na nich nie ma, ale czasami strzelam autoportrety (jak to ładnie brzmi) w lustrze. Z ludźmi lub sam. To lustro i miejsce, i czas były wyjątkowe."

„To mogło być wszędzie, a było w Zabrzu. Mur i kamery pośrodku niczego, nie wiem, kogo albo czego miałyby pilnować. To było surrealistyczne."

„To wakacje! Wracałem spóźniony do znajomych, u których nocowałem przez kilka dni. Te kwiaty były dla nich na przeprosiny.
Od zrobienia zdjęcia do wywołania mija tyle czasu, że one wyciągają z głowy wspomnienia — za to właśnie lubię analogi."

Kredyty


Zdjęcia: Kuba Karaś

Tagged:
Fotografia
the dumplings
kuba karaś