przewodnik po parku rzeźby

​Żeby wybrać się do Parku Rzeźby w Warszawie, trzeba urządzić wycieczkę, nawet jeśli żyjesz w stolicy. Trudno tam wpaść przy okazji, chyba że akurat – jak Paweł Althamer, inicjator całego projektu – mieszkasz na Bródnie. Ale wtedy to miejsce przestaje...

tekst i-D Team
|
01 Wrzesień 2014, 7:10pm

fot. Monika Kmita

Zaczęło się od raju…
Dzieci z bródnowskich szkół dostały zadanie narysowania raju. Inspiracją były dla nich reprodukcje renesansowych obrazów. Następnie architekt krajobrazu przepisał to na formę miejskiego ogrodu, a potem przystąpiono do realizacji projektu. Artysta i okoliczni mieszkańcy własnoręcznie sadzili odpowiednie rośliny. Cała ta realizacja była pretekstem do wykonania zbiorowego zdjęcia wszystkim zaangażowanym w prace w ogrodzie - oprawione w złotą ramę zdjęcie podarowano miejscowej parafii. To jedyna praca Pawła Althamera w zbiorach Kościoła katolickiego w Polsce. Wisi w przedsionku tutejszego kościoła. Wierni, sąsiedzi, znajomi przychodzą co niedzielę na mszę i co widzą? Siebie na fotografii wykonanej w raju! Artysta w ten sposób tłumaczy, że nie mamy żadnych powodów do niepokoju, jesteśmy tu, gdzie powinniśmy się znajdować. Nie bez przyczyny Althamer często przywołuje bajkową postać Koziołka Matołka, który odbył długą podróż, by poczuć się szczęśliwie z powrotem w Pacanowie. To prawdziwa pochwała lokalności.

Z czasem w raju pojawiły się też anioły.
Tak, jest złota figura Anioła Stróża autorstwa Romana Stańczaka, która wydaje się czuwać nad parkiem. Ze śladami diabelskich pazurów na drewnianym postumencie. A trochę dalej stoi fontanna Sylwia. Powstała jako wynik współpracy Pawła z grupą Nowolipie, kółkiem plastycznym skupiającym ludzi chorych na stwardnienie rozsiane. Ich marzeniem od dawna było zrobienie rzeźby z nagą modelką, tak jak to się dzieje na akademii. I to się udało: przyszła Sylwia, pozowała, a każdy otrzymał zadanie wykonania wybranej części ciała. Tutaj autorstwo się rozmywa, mniej istotna jest sama forma. Liczy się wspólne, twórcze działanie. Bycie razem i sztuka.

Podejdźmy do napisu. To chyba najczęściej fotografowana rzeźba parku...
Wielkie litery BR?"DNO formalnie nawiązują do napisu HOLLYWOOD, ale są wymurowane z siermiężnej czerwonej cegły. Ta realizacja od początku budziła wiele kontrowersji i opór urzędników. Pytano nas m.in., czy litery nie mogą być wykonane z jakiegoś szlachetniejszego materiału, np. z marmuru. Tymczasem cała historia dotyczy właśnie fizycznej pracy. Jens Haaning zna w Danii wyłącznie murarzy Polaków, emigrantów, których miejsce w Polsce zajęli z kolei Ukraińcy - tak się składa, że w dużej mierze mieszkają oni właśnie na Bródnie, bo tu jest tanio. Tę rzeźbę można odczytywać jako hołd niewidzialnej pracy. Stała się również nowym symbolem Bródna, pojawia się w teledyskach hiphopowych, na kalendarzach. Pełno tu miłosnych tagów. Zresztą - Haaning stworzył z planu rzeźby logotyp, można go za darmo pobrać z internetu i dowolnie wykorzystać. Ma służyć mieszkańcom.
Właśnie minęliśmy inną pracę. To jedna z interwencji malarskich Katarzyny Przezwańskiej - są one najtrudniejsze do znalezienia, bo wrastają w park. Przezwańska zsamplowała charakterystyczne kolory tynku okolicznych bloków i użyła ich do zaznaczenia małych błędów w architekturze parku, np. pomalowała na żółto pęknięcie w betonie, z którego wyrasta kępka trawy, na niebiesko obramowała kałużę. Takich interwencji jest w parku kilkanaście.

Niektórych rzeźb się nie zauważa, a innych nie da się zobaczyć!
Rzeźba Ai Weiweia, chociaż istnieje fizycznie, jest niewidoczna. 300 kg ceramicznych skorup zakopanych w trzech studniach na parkowej polanie ma działać jak legenda miejska o skarbie. To miejsce będzie opisane, ale nie oznaczone. Zresztą - Weiwei zastrzegł, że jego praca ma wartość artystyczną tylko pod ziemią, po wykopaniu przestaje być jego projektem, staje się po prostu górą bezwartościowych skorup.

Co tak naprawdę zakopaliście?
To rozbite chińskie wazy. Wszystkie były replikami cennego chińskiego naczynia z XIV wieku, które sprzedano na aukcji za rekordową sumę 27 mln dolarów. Tę pracę Ai Weiweia można odczytywać na wiele sposobów. Jako odwołanie do sytuacji w Chinach, gdzie buldożery wjeżdżają do starych dzielnic i bez skrupułów wymazują przeszłość. Inne tropy mogą dotyczyć Warszawy, miasta zbudowanego na gruzach. Przywołujemy też historię Emanuela Ringelbluma, historyka, który w czasie wojny dokumentował życie w getcie warszawskim. Zbierał drobiazgi, przedmioty, które obrazowały życie - bilety, zdjęcia, pamiętniki - i zakopał je w trzech metalowych bańkach na mleko. Do tej pory odnaleziono tylko dwie z nich. Ale tereny Bródna to również stanowisko archeologiczne, właśnie tu znajdowały się pierwsze osady w miejscu nazwanym później Warszawą, zakładane we wczesnym średniowieczu. Ai Weiwei o tym wiedział, ściśle współpracowaliśmy, otrzymał szczegółową dokumentację miejsca i wideopocztówki.

Kolejny obiekt też jest delikatny, wygląda jak przewrócony sześcian, ale pomimo mocnej formy stara się być niewidoczny. Lustrzaną powierzchnią odbija niebo i drzewa.

Tu przedmiotem sztuki nie jest obiekt, ale sytuacja wokół, czyli my, przechodnie, bawiące się nieopodal dzieci. W lustrze oglądamy rzeczywistość, ale jest ona lekko zmodyfikowana. Ta fałda, odkształcenie w rzeczywistości najbardziej interesuje takich artystów jak Althamer czy Tiravanija. Ten tzw. domek herbaciany to rzeźba Rirkrita Tiravaniji, tajskiego artysty, który skupia się na generowaniu interakcji pomiędzy widzami, np. gotując dla nich na wernisażach doskonałe tajskie potrawy. Domek nie miał żadnej określonej z góry funkcji, musieli ją odkryć sami mieszkańcy. Teraz jest pod opieką młodych ludzi z Bródna, którzy stworzyli tu mikroskopijny dom kultury. Robią lemoniadę, wymieniają ją z dziećmi na rysunki, organizują wieczorki muzyczne i czytanie poezji.

A tuż za domkiem w żywopłocie znajdują się głośniki!
Co 15 minut w parku rozbrzmiewa delikatny dźwięk z instalacji, która działa jak niewidzialny zegar odmierzający czas melodiami. To praca Susan Philipsz, która na bazie radiowych dżingli z tej części Europy zbudowała swoje archiwum, a później sama odegrała je na ksylofonie. Susan szukała znaczeń i pierwszym tropem, jaki jej się nasunął, były antykomunistyczna opozycja i Radio Wolna Europa. Tytuł instalacji Nie jesteś sam (Czy Ziemia istniałaby bez Słońca) został zaczerpnięty z wywiadu z… Lechem Wałęsą. Ta rzeźba jest zaprogramowana na kilkaset lat do przodu, jej połączony z satelitą zegar uwzględnia zmiany czasu z letniego na zimowy. Skrzynka zakopana pod ziemią przetrwa niejeden kataklizm.

Kilkaset metrów dalej, za akwenem stoi duża ażurowa kula...
To forma często w parkach stosowana - kształt kuli mają ostrzyżone korony drzew, bukszpanowe dekoracje czy mała architektura. Monika Sosnowska ulepiła swoją ażurową kulę z krat i dziwacznych ozdobnych ornamentów, które okoliczni mieszkańcy montują w oknach i na balkonach. Kolor kuli stanowi nawiązanie do popularnego orzecha, chyba najczęściej stosowanego w PRL-u odcienia olejnej farby. To ukochane miejsce lęgowe ptaków, rzeźba idealnie zabezpiecza ich gniazda przed psami i kotami.
Kilkaset metrów dalej zakopaliśmy kalejdoskop słynnego duńsko-islandzkiego artysty Olafura Eliassona. W odróżnieniu od rzeźby Ai Weiweia ta praca jest widoczna przez szybę. Przypomina geometryczną gwiazdę, która wbiła się pod ziemię. Najlepszy efekt kalejdoskop daje w nocy, jest delikatnie rozświetlony od środka. Ponoć widzą go z wyższych pięter mieszkańcy okolicznych bloków. Słyszałem, że przynosi szczęście.

Jak na miejsce, które funkcjonuje od 2009 roku, zebraliście całkiem pokaźną liczbę obiektów, do tego same mocne nazwiska. Co planujecie w najbliższej przyszłości?
To nie wszystko. Mamy tutaj też np. togunę, afrykański budynek wzniesiony przez artystę i szamana z plemienia Dogonów, Youssoufa Darę. Dogonowie wierzą, że są najstarszym plemieniem na Ziemi, którego statek kosmiczny wylądował na sawannie tysiące lat temu.
Oczywiście nie chcemy przesadzić z liczbą obiektów w parku, w końcu to teren rekreacyjny dla okolicznych mieszkańców. Ograniczamy się teraz do jednej nowej rzeźby rocznie. Mamy już shortlistę artystów na kolejne lata, zaczynamy negocjacje i zapraszamy do Warszawy kolejnych twórców. Być może w 2019 roku muzeum (Muzeum Sztuki Nowoczesnej - red.) zacznie działać w nowej siedzibie na placu Defilad - będzie to moment, kiedy Park Rzeźby zostanie ostatecznie urządzony. Ale przyszłość jest nieznana.

Podejrzewam, że Paweł Althamer będzie snuł kolejne plany, być może wyjdzie z parku w przestrzeń samego Bródna. Kilka miesięcy temu w sieci znalazło się nagranie z jego spotkania z mieszkańcami dzielnicy. Althamer planował zbudować figurę Jezusa wtapiającego się w jeden z bródnowskich bloków.
Pojawia się bardzo dużo pomysłów na nowe realizacje na Bródnie. Należy pamiętać, że nazwa „park rzeźby" jest umowna, wiele zrealizowanych przez nas projektów ma charakter efemeryczny czy niematerialny. To może być procesja albo rejs gondolą po parkowym stawie. Oczywiście Paweł jest niezwykle kreatywny, nieustannie przychodzą mu do głowy nowe pomysły. Projekt z blokiem-Jezusem był raczej takim ćwiczeniem z wyobraźni niż prawdziwą propozycją na rzeźbę. Dla mnie nawet figura anioła była już poważnym wyzwaniem, więc raczej nie podryfujemy w stronę sztuki sakralnej. Interesuje mnie jednak bardzo ten duchowy aspekt sztuki, potencjał mobilizowania ludzi i koncentrowania ich na nieracjonalnych, a jednak tak pięknych działaniach bez celu. Park Rzeźby na Bródnie jest więc bardziej stanem ducha niż instytucjonalnym projektem artystycznym.

Kredyty


Tekst: i-D Team
Zdjęcia: Monika Kmita + materiały prasowe

Tagged:
Olafur Eliasson
Ai Weiwei
Susan Philipsz
sztuka
Bródno
Pawel Althamer
jens haaning
katarzyna przezwańska
park rzeźby
rirkrita tiravaniji
roman stańczak
sebastian cichocki
youssouf dara