siedmiu wspaniałych

Mają pomysły, dużo chęci i zaangażowania, a swoje odważne wizje potrafią wcielać w życie. Specjalnie dla was wybraliśmy siedem osobowości, od których bije kreatywna aura.

tekst i-D Staff
|
20 Lipiec 2015, 10:10am

Gregor Różański (29 lat)
Ma stylówę romskiego księcia. Nosi złoty łańcuch na przegubie i czarne ciuchy sportowe. Uprawia rośliny i sztukę konceptualną. Zajmuje go postinternet, instalacje, multimedia a najbardziej współczesne style i tryby życia. W warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej możecie oglądać „Green Card". Projekt to mikroogród egzotycznych roślin. Gregor pokazuje nam, jak sprytnie się asymilują i rozprzestrzeniają, porównuje ten proces do sposobu przyjmowania imigrantów w Polsce. Paralela jest uderzająca, bo z importowaną przyrodą walczy Ministerstwo Środowiska, wszystkie znajdują się na tzw. czarnej liście, inwazyjnych gatunków.

Czym się zajmujesz i dlaczego?
Sztukami wizualnymi, sztuką współczesną. Już jako dziecko wykazywałem zainteresowanie sztuką, dużo rysowałem, ale rzadko ludzi czy zwierzęta. Stwierdziłem, że skoro mamy już supernowoczesne aparaty, to nie ma sensu rysować wszystkiego, co widać, tylko właśnie to, czego nie widać! Zawsze też intensywnie interesowałem się historią i polityką i nawiązuję do tego w swoich projektach. Sztuka jest oazą swobody twórczej, w której można mieszać inspiracje i konteksty - nie trzeba się ograniczać. Nie musi być oczywista i przewidywalna. Właściwie nic nie musi, a wszystko może, i to jest w niej atrakcyjne.

Co było twoim największym wyzwaniem?
Wolę nazywać wyzwania okazjami albo możliwościami, wtedy brzmi to dla mnie jako coś bardziej osiągalnego. Choć na pewno wyzwaniem było to, że bardzo wcześnie zacząłem zajmować się sztuką - miałem zaledwie 19 lat, gdy udało mi się dostać na wystawę w Austrii, w ramach ówczesnej Europejskiej Stolicy Kultury w Linzu. Jako zupełny beginner musiałem zaplanować dość złożoną akcję artystyczną i odnaleźć się w świecie organizowania poważnych wystaw.

Jaką radę dałbyś młodym ludziom, którzy chcą podążać twoimi śladami?
Warto się uczyć na własnych błędach. Kuć żelazo, póki gorące. Nie bać się, że na czymś się przejedziesz czy rozczarujesz. Trzeba być pewnym siebie i wszystkiego próbować, zbierać różnorodne doświadczenia oraz wiedzę z rozmaitych dziedzin i sfer. I najlepiej nie podążać krok w krok czyimiś śladami tylko wyznaczać własne ścieżki :)

Ostatnia rzecz, której szukałeś w Google, to?
Informacja o kumdang (śmiech). To podobno lek na AIDS i ebolę wynaleziony przez wodza Korei Północnej. Stwierdził, że drobinki złota i srebra w połączeniu z żeń-szeniem są w stanie to wyleczyć, i teraz będą rozprowadzać kumdang w takich krajach jak Chiny czy Rosja.

Kuba Karaś (21 lat)
Miał 17 lat, gdy w wakacje trochę z nudów razem z Justyną Święs założył zespół The Dumplings. Ich kariera rozwinęła się w zawrotnym tempie. Między koncertami Kuba robi zdjęcia, a od czasu do czasu jest DJ-em.

Czym się zajmujesz?
Komponuję muzykę, bo nie nadaję się do pracy w korpo.

Powiedz nam o sobie jedną rzecz, której nie wie nikt.
Lubię gotować.

Opisz siebie w pięciu słowach.
Mały, impulsywny, kochający, gówniarz, marzyciel.

Co ostatnio zrobiło na tobie wrażenie?
Ile zła i frustracji może mieć w sobie człowiek.

Jak dbasz o swoją kreatywność?
Czytam poezję np. Charlesa Baudelaire'a czy Edgara Allana Poego, oglądam filmy, rozmawiam z innymi kreatywnymi i obserwuję ludzi na ulicy.

Magda Linke (25 lata)
Studiując prawo i historię sztuki, postanowiła połączyć te dwie tak różniące się od siebie dziedziny. W ten sposób powstał niszowy magazyn „Sezon", w którym obok wysmakowanych sesji młodych polskich fotografów znajdziecie rady prawników dla młodych projektantów oraz analizy rynku mody (nie tylko od strony najnowszych trendów).

Jak się wszystko zaczęło?
Wzięłam udział w warsztatach Art & Fashion w Poznaniu prowadzonych przez Grażynę Kulczyk. Wygrałam konkurs, pani Grażyna powiedziała mi, że chciałaby, żeby powstało pismo łączące sztukę i prawo, to dało mi do myślenia i wtedy wszystko się zaczęło.

Co dla ciebie było największym wyzwaniem?
„Sezon", bo musiałam znaleźć ludzi chętnych do współpracy, nie mając pieniędzy. To było trudne. Przedstawiłam im swoją wizję i nie wiedziałam, czy im to podpasuje, ale udało się stworzyć zespół. Oprócz tego w tym semestrze zdawałam 20 egzaminów, bo kończę dwa kierunki studiów.

Czym się jarasz?
Prawem. Byłam na wymianie w Paryżu, gdzie robiłam dużo rzeczy związanych z prawem międzynarodowym i unijnym. Chciałabym stworzyć swoją niszę związaną ze sztuką. Moim marzeniem jest szukać różnych dzieł sztuki na całym świecie. Takie trochę kryminalne zagadki.

Kto jest twoim autorytetem?
To się ciągle zmienia. Gdy poszłam na historię sztuki, bardzo ceniłam takie osoby jak Maria Poprzęcka czy Anda Rottenberg. Natomiast teraz ciężko powiedzieć, chyba nie mam żadnych ikon.

Adam Przywara aka Kuba Wirus (23 lat)
Mając zaledwie 20 lat, zorganizował festiwal filmów architektonicznych o wdzięcznej nazwie Beton, prowadził bloga Powojenny modernizm, a teraz założył również fundację, która zajmuje się popularyzowaniem architektury, organizując wystawy i pokazy filmowe. Lubi mieć wszystko pod kontrolą, a przy tym jest po prostu 21-latkiem z głową pełną pomysłów.

Czym się zajmujesz i dlaczego?
Architekturą, choć chyba nigdy nic nie zaprojektuję. Współtworzyłem Powojenny modernizm, czyli internetowe archiwum powojennej architektury modernistycznej w Polsce. Od dwóch lat razem z Andrzejem Brzózką i Marią Bombałą tworzymy Beton Film Festival i Fundację Beton.

Nad czym teraz pracujesz?
Stale piszę i czytam, czasem myślę też o nowych projektach w ramach Betonu. Jesienią planujemy wyjazdową wersję festiwalu, a na wiosnę 2016 roku trzecią edycję BFF.

Co do tej pory było twoim największym wyzwaniem?
Tworzenie oryginalnego repertuaru filmowego, który byłby jednocześnie silnie związany z architekturą. Wybieramy filmy, których normalnie nie zobaczysz w kinie, więc research zawsze stanowi wyzwanie, jednocześnie jest to najciekawsza część naszej pracy.

Jaką radę dałbyś młodym ludziom, którzy chcą podążać twoimi śladami?
Sam czuję się nadal młody (śmiech)! Gdybym miał zacząć cokolwiek realizować od zera, to dałbym sobie dużo czasu na opracowanie planu. Lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, ale gdy wpada ci do głowy jakiś świetny pomysł na wydarzenie czy projekt, to rzadko myślisz o tym, że taki plan może się do czegoś przydać.

Ania Witko (24 lata)
Życie Ani możecie podglądać na zdjęciach, przypominają kadry z Klubu winowajców albo innego kultowego amerykańskiego filmu dla nastolatków z lat 80. Ania miała już kilka wystaw, ale poza fotografią wciąż realizuje nowe projekty. Pokój Dzienny to pomysł na wskrzeszenie oldskulowej techniki wyplatania makram, a Ania Witko x Tusz za Rogiem x Faded Girls to plan wykonania 100 tatuaży archaiczną metodą nakłuwania igłą.

Czym się zajmujesz i dlaczego?
Robię zdjęcia, tatuaże, scenografie do filmów, interesuję się też scenografią teatralną.

Nad czym teraz pracujesz?
Kończę projekt z tatuażami. To są tzw. tatuaże thrashowe, robię je ręcznie igłą. Zaczęło się od tego, że moi znajomi, którzy mają studio [Tusz za Rogiem - red], poprosili mnie kiedyś, bym zrobiła im dziary, i okazało się, że są spoko. Więc postanowiłam, że zrobię ich 100, już mam ponad 80, więc niedługo kończę.

Co do tej pory było twoim największym wyzwaniem?
W tydzień musiałam znaleźć 30 lokalizacji do filmu.

Jaką radę dałabyś młodym ludziom, którzy chcą podążać twoimi śladami?
Wydaje mi się, że trzeba mieć osobowość i wtedy wszystko samo się dzieje. Ja nigdy nigdzie się nie zgłaszałam, wszystko przychodziło nagle. Np. ostatnio robiłam ilustracje do opowiadań koleżanki, która kiedyś przez przypadek zobaczyła moje rysunki.

Igor Konefał (33 lat)
Był kelnerem na Ibizie, miał swoją firmę kateringową, pracował w centrum informacyjnym premiera Donalda Tuska, wraz z Grupą Warszawa pracował na sukces takich miejsc jak: Warszawa Powiśle, Syreni Śpiew czy Lody na patyku. Był związany z klubem 1500m2 do wynajęcia, później zaangażowany w powstanie klubu Plażowa.… a teraz razem z bratem otworzył w Warszawie Hangar 646, czyli park trampolin.

Jaką radę dałbyś innym młodym ludziom, którzy chcą podążać twoimi śladami?
Podstawowa rada - róbcie rzeczy, które nie są komfortowe. To znaczy, nie bójcie się wypowiadać swojego zdania, nawet jeśli wydaje się beznadziejne lub absurdalne.

Powiedz nam coś, czego nikt inny o tobie nie wie.
Nienawidzę wystąpień publicznych, mimo że często to robię. Za każdym razem bardzo się stresuję. Dosłownie nie mogę spać w nocy, gdy myślę o tym, że mam wyjść przed ludzi i coś powiedzieć.

Co ostatnio zrobiło na tobie wrażenie?
Tajska restauracja, która została niedawno otwarta w klubie Plażowa. Bardzo lubię koncepty, które są dobrze uszyte. Widać, że ktoś, kto nad tym pracował, bardzo dobrze wszystko przemyślał. Design, jedzenie, ludzie - wszystko ma superklimat i jest dopasowane.

Masz swojego mistrza?
Nie będę rzucał wielkimi nazwiskami, bo wydaje mi się, że najlepiej szukać autorytetów na własnym podwórku. Nie będzie to może odkrywcze, ale moimi autorytetami są moi rodzice, którzy wspierają mnie w projekcie, a także moi byli szefowie.

Areta Szpura (25 lata)
Razem z przyjaciółką Karoliną Słotą trzy lata temu założyła markę Local Heroes - i to był strzał w serce nastolatków. Napis z koszulki „Doing Real Stuff Sucks" szybko stał się mottem rozmarzonych dzieciaków, pokolenia Tumblra. Ta przygoda trwa do dziś, Areta prężnie rozwija firmę, podróżuje po świecie i świetnie się bawi.

Czym się zajmujesz?
Byciem sobą, bo wiem, że nigdy nie będę miała konkretnego zawodu. Sama stworzyłam sobie miejsce pracy, żeby uniknąć problemu, gdzie i kto mnie zatrudni.

Nad czym teraz pracujesz?
Będziemy robić dużo różnych kolaboracji. Staram się przenieść styl Local Heroes na inne przedmioty niż tylko ciuchy - na kubki czy notatniki. Chcemy też rozwinąć trochę działalność poza naszym krajem. Kocham Polskę, ale na tym na pewno nie koniec.

Opisz siebie w pięciu hasłach.
Kolorowa, niestandardowa, nieobowiązkowa, szalona, bez zahamowań.

Jaką radę dałabyś innym młodym ludziom, którzy chcą podążać twoimi śladami?
Nie bać się. Jeśli ktoś ma pomysł na robienie czegoś niestandardowego, niech to robi. Moje motto brzmi: wolę żałować, że coś zrobiłam, niż żałować, że czegoś nie zrobiłam. Trzeba próbować, ryzykować, nie ograniczać się do jednej rzeczy.

Przeczytaj też: „8 młodych polskich marek, które powinieneś znać"

Kredyty


Tekst: Anita Nowak
Zdjęcia: Karol Grygoruk

Tagged:
Igor Konefał
ARETA SZPURA
Gregor Różański
Karol Grygoruk
kuba karaś
ania witko
kuba wirus
magda linke