Reklama

dziewczyński przewodnik po londynie

Nie kupuj jedzenia w promieniu 20 metrów od stacji Tottenham Court Road i zanim usiądziesz w autobusie, zawsze najpierw powąchaj siedzenie.

tekst Bertie Brandes
|
12 Listopad 2015, 2:15pm

Od zawsze mieszkałam tylko i wyłącznie w Londynie, więc o ile nie jestem w stanie zaoferować wam perspektywy porównawczej, to jeśli chodzi o stolicę Anglii, na pewno mogę pochwalić się dogłębną wiedzą i obyciem. Ponieważ nigdy nie spieszyło mi się do przeprowadzki gdziekolwiek indziej, z czasem zgłębiłam tajniki sekretnego języka Londynu. Na przykład: nigdy, przenigdy nie kupuj żadnego jedzenia w promieniu ok. 20 metrów od stacji Tottenham Court Road (tak, w Chipotle też nie kupuj), dwa nocne autobusy wyniosą cię tyle, co Uber, nie próbuj spontanicznie pójść na kolację w Soho w piątkowy wieczór i zawsze, zanim usiądziesz w autobusie - najpierw powąchaj siedzenie... Lubię Londyn, a nawet bardzo. Urodziłam się w szpitalu Royal Free i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, również i tam umrę, zaledwie rzut beretem od Hampstead Heath i budki Marksa i Spencera, sprzedającej kanapki z jajkiem dla nieuleczalnie chorych. To taka moja dosyć pocieszająca perspektywa końca.

Londyn jest pełen niesamowitych sekretów. Na przykład to, że większość bogatych dziewczynek zawdzięcza swoje imiona nazwom ulic w dzielnicy Kensington lub to, że odwiecznie walczące ze sobą cztery strony miasta kompletnie zacierają się, gdy dobije się do 3. strefy. O Londynie można pisać i pisać i nigdy nie wyczerpie się tematu. Ja oferuję wam za to krótki i zwięzły przewodnik. Nie traktujcie go poważnie i nie oczekujcie niczego głębokiego. Poza tym, tak jak zawsze powtarzam przy okazji tego typu artykułów: to tylko dziewczyński przewodnik, napisany przez kobietę o mentalności dziewczynki, ale tytuł jest chwytliwy, więc takim go pozostawmy. No więc zaczynamy:

Transport
Prawdziwi londyńczycy nie przykładają swoich oysterów [karta miejska w Londynie, przyp. tłum.] ponownie, gdy zmieniają linię metra. Lubią też jechać krótko jednym środkiem transportu i często się przesiadać. Wielce poirytowani wyminą stojący im na drodze dziecięcy wózek tylko po to, by wepchnąć się do wagonu, mimo że metro kursuje co 2 minuty. Jeżeli akurat znajdujesz się tuż przy drzwiach, upewnij się, że poczekasz aż do ostatniej chwili, zanim schowasz głowę w celu uniknięcia mechanicznej dekapitacji, bo przecież nie ma to, jak dreszczyk emocji. Oczywiście, nie rozmawiaj z nikim, chyba że są to bardzo starzy ludzie. Pij w metrze, ale tylko z butelek po napojach bezalkoholowych. Jeżeli ktoś zbliży się do ciebie na niebezpieczną odległość (czyt. zacznie się o ciebie ocierać), nie czekaj - wydrzyj się na niego! Komunikacja miejska to dżungla, w której przetrwają najsilniejsi. Nie daj się pożreć lwu.

Jedzenie
Jem na mieście sześć razy w tygodniu, tak samo, jak mój chłopak. Żarcik! Jestem singlem. Londyn nadal jest jeszcze daleko od Nowego Jorku, bo jedzenie w domu wcale nie oznacza, że wydasz mniej pieniędzy niż w restauracji. Jeśli jednak brokuły z Tesco przeznaczone do odgrzania w mikrofalówce staną się dla ciebie przeszkodą trudną do obejścia, czas porozglądać się, gdzie można zjeść ciepły posiłek za mniej niż 7 funtów. Zawsze wyjściem jest kebab, jednak im bliżej centrum, tym trudniej o tanie jedzenie. W rzeczywistości oznacza to lunch w Pret a Manger, codziennie. Chcesz pracować w Londynie? Wybierz swoją ulubioną, gotową kanapkę, bo będziesz jadł ją jakieś 100 tys. razy.

Praca
I tak oto, płynnie przechodzimy do tematu zatrudnienia. Znalezienie pracy w Londynie jest (cóż za niespodzianka) bardzo trudne, a na pewno trudniejsze, jeżeli nie pochodzisz z Londynu. Odpada opcja męczenia wszystkich możliwych znajomych ze szkoły czy rodziny, aby gdzieś cię na siłę wkręcili, a to oznacza ciężką drogę pod górę. Prędzej czy później na pewno coś ci się trafi, ale praca z reguły jest przykrą powinnością, więc nie gadajmy o niej zbyt długo. Jeżeli jesteś jedną z tych niewielu osób, które kochają swoją pracę, to super dla ciebie, ale większość i tak musi nauczyć się, jak pić kawę o 19:00 i nie mieć migreny.

Mieszkanie
Cóż, mieszkanie w 2. strefie nadal jest możliwe, o ile nie przeszkadza ci spanie w nieocieplanej komórce pod schodami, niczym Harry Potter. Squatting odpada, bo jest już w Londynie nielegalny. Alternatywą jest płacenie sumy stanowiącej 80% twojej pensji za spanie w całkiem przyzwoitym salonie w czyimś mieszkaniu, jedynie kilka przystanków autobusem od najbliższej stacji metra albo overgroundu. Wypatruj też kolejnej eko kawiarni, która wyrośnie po drugiej stronie ulicy i podniesie twój czynsz o 100 funtów miesięcznie. Powodzenia w zbieraniu na depozyt, którego nigdy nie odzyskasz.

Randkowanie
Gdy już uda ci się gdzieś zagnieździć i będziesz szczęśliwą posiadaczką sofy, czas kogoś zaprosić do siebie! Randkowanie jest trochę jak Gwiazdka: czekasz z niecierpliwością i podnieceniem, mimo że wiesz, że nie powinnaś, a następnie czujesz się zawiedziona. Tak czy inaczej, musisz chodzić na randki, bo nie będziesz miała z kim zjeść kacowego śniadania w niedzielę, a wszyscy twoi znajomi będą wytykać cię palcem, że zniszczyłaś im romantyczną kolację sylwestrową. Tak, mówię o sobie.

Związki
Patrz: akapit wyżej. Mam nadzieję, że lubisz jajka na miękko, bo wkrótce to tylko one staną się jedynym źródłem przyjemności. Nawet seks po kłótni po jakimś czasie staje się nudny i wtórny.

Życie nocne
Imprezowanie jest fajne, ale wiesz, co również jest fajne? Puby. Wiem, że prawdopodobnie jako nastolatka mówiłaś, że nie rozumiesz istoty pubowania, ale w Londynie to mus. Znajdź taki, który ci się podoba, poznaj jego stałych gości i stań się jednym z nich, a następnie chodź tam przez kolejne 20 lat i voilà - oto twoja recepta na życie w Londynie. Zwłaszcza sieć Wetherspoons jest super (bo tanio). A tak naprawdę (bo cały czas żartuję), to jest gdzie wychodzić, tylko nie zawsze jest za co. Codziennie są koncerty, często nawet za darmo. Obecnie jednak nocne życie Londynu przeżywa kryzys, więc najlepszą opcją jest park (jeśli pogoda pozwoli) lub pub, a następnie domówka.

Zabawa
Nigdy nie byłam na Winter Wonderland w Hyde Parku, bo nie uznaję rozrywek na świeżym powietrzu w grudniu, ale podobno to absolutna magia, więc może warto się tam wybrać.

Czytaj też: Londyn: to koniec!

Kredyty


Tekst: Bertie Brandes
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Chris JL