Reklama

socialmediowe samobójstwa

Czyli o tym, dlaczego pokolenie Z zaczyna uciekać poza sieć.

tekst Jane Helpern
|
12 Październik 2015, 1:55pm

Podobnie jak wielu innych millenialsów, Leny Dunham nie zobaczycie już na Twitterze. W zeszłym tygodniu niewzruszona i zuchwała feministka oznajmiła Karze Swisher, prezenterce programu radiowego Re/code Decode, że zdecydowała się opuścić platformę, ponieważ jest to niebezpieczna przestrzeń, która kreowała w niej coś „rakotwórczego". A tak w skrócie, Lena miała po prostu dosyć ciągłego użerania się z internetowymi trollami. Wprawdzie Dunham nadal będzie tworzyć tweety, ale interakcją z innymi użytkownikami zajmie się już jej ekipa. Coraz więcej gwiazd i znanych osób powierza swoje konta w mediach społecznościowych swoim pracownikom, a „zwykli" młodzi ludzie na potęgę kasują swoje wirtualne profile. Dlaczego więc, po 10 latach od zawładnięcia społeczną sferą naszego życia, media społecznościowe nagle zaczęły tracić na popularności?

Należy dodać, że niektórzy ludzie rozwijają bardzo niezdrowe zależności od social mediów, inni za to umieją korzystać z nich rekreacyjnie, bez żadnych konsekwencji. Być może ta relacja z tymi pożeraczami czasu, jednocześnie oparta na miłości i nienawiści nie jest spowodowana technologią samą w sobie, ale sposobem, w jaki jej używamy, a raczej - nadużywamy. W miarę jak rozkwitło nasze cyfrowe życie, poszedł za tym również niezdrowy stalking, bezcelowe siedzenie na platformach oraz ataki zazdrości.

Weźmy chociażby taką Ali Segel (aka Online Alison). 29-letnia pisarka zerwała z Facebookiem, by w końcu i tak się z nim pogodzić. „Skasowałam konto, gdy złapałam się na tym, że za bardzo śledzę ludzi", przyznaje, „ale zawsze w końcu reaktywuję konto". Co więc ją tak trzyma? Co nie pozwala jej się oderwać? Jak wielu innych użytkowników, uważa Facebooka za niezwykle przydatne narzędzie służące promowaniu własnej osoby. „Jeśli chodzi o karierę, czuję, że [Facebook] powinien odgrywać ważną rolę. Ja znalazłam menadżera, bo urzekł go mój status na Fb". Oczywiście, nie chodzi tylko i wyłącznie o biznes: „Zdaję sobie sprawę, że jestem na granicy uzależnienia od internetu. W momencie, gdy odczuwam jakąś silną emocję, od razu wchodzę na Facebooka, Twittera albo Instagram, żeby się tym podzielić za pomocą statusu albo obrazka. Następnie czekam na interakcję z nieznajomymi, zamiast oddać się odczuwaniu tego, co powinnam w tym momencie odczuwać. To wspaniały sposób na stanie się kompletnie nieobecnym, na nakarmienie mojego ego, na autosabotaż i masochizm".

Na portalu Reddit, młodzi ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z porzuceniem mediów społecznościowych w wątku pt. „People who deleted their social media accounts, how did that work out for you?" [ludzie, którzy skasowali swoje social mediowe konta, z jakimi skutkami?] Jeden z użytkowników pisze: „To fajne uczucie, nie musieć przekopywać się przez tonę gówna wrzucanego przez wojowników o sprawiedliwość społeczną, przez artykuły-przynęty, czy agresywną propagandę pochodzącą z obydwu stron politycznego lub religijnego spektrum. Poza tym próbujesz nawiązać z ludźmi inteligentną konwersację tylko po to, żeby dostać ripostę typu 'Pa Felicia!' lub sarkastyczny meme z Willym Wonką". Inny użytkownik, który utrzymuje swoje konto na Facebooku po to, by móc zarządzać eventami, jednocześnie nie angażując się w żaden inny sposób, dodaje: „Na pewno jestem dużo szczęśliwszym człowiekiem, gdy nie przeglądam stron znajomych ani nie czytam ich wpisów na mojej stronie". Wypowiada się również na temat kultury zazdrości i zawiści, powstałych w wyniku tych stron „networkingowych": „To, co najpierw było sposobem kontaktowania się z innymi, powoli przerodziło się w przepięknie wybiórczą kliszę złożoną z samych perełek z naszego pozornie perfekcyjnego życia", pisze DividedBy_Zero. „Na stronie głównej roi się od zdjęć pierścionków zaręczynowych, noworodków, egzotycznych podróży, maratonów i super nocnych eskapad. Następnie zaczynasz nieświadomie porównywać do tego wszystkiego swoje własne życie, zastanawiając się, co poszło nie tak, że wszyscy inni spełniają sny i marzenia, tylko nie ty. Facebook stał się padołem rozpaczy i nienawiści do samego siebie, a gdy bardziej się w niego zagłębiałem, tym gorzej się czułem, wychodząc z niego".

Nie jest to żadna nowina, że media społecznościowe, a w szczególności Instagram, pozwalają ludziom prezentować światu wyidealizowaną wersję ich własnego życia. Czyli nieustannie wspaniałego, spędzanego na wakacjach, z dala od bałaganu i przyziemności. Nawet te „szczere" momenty są starannie zaaranżowane jak ta nieskazitelna kobieta, pozująca z kropką kremu na pryszcze, opatrująca zdjęcie opisem wyrażającym dezaprobatę w stosunku do samej siebie. W zeszłym roku ta sama kobieta upozorowała 5-tygodniową wycieczkę na południowy wschód Azji, jako eksperyment społeczny, który miał dowieść, jak łatwo zmanipulować rzeczywistość za pomocą mediów społecznościowych.

Szybka ankieta na Twitterze pokazała rosnące uczucie social mediowego zmęczenia. Liz, projektantka mody wyznała mi, że skasowała swojego Facebooka 4 lata temu, a Instagram jest następny w kolejce. Jazzi, niegdyś bardzo płodna blogerka, (a dziś już znacznie mniej) powiedziała, że nie wrzuciła nic na Insta od 70 tygodni, a jej odpowiedź do mnie była jej pierwszym tweetem od 2014 roku. Wprawdzie nadal utrzymuje wszystkie konta prócz Facebooka, ale nie wdaje się w żadne interakcje i nazywa się „luźną obserwatorką". Z kolei Stacey, asystentka personalna z Londynu trzy lata temu skasowała Facebooka gdy „drań zaczął publikować prywatne wiadomości na [jej] publicznej ścianie". Swojej decyzji nie żałuje w ogóle. Jest też Kate, która skasowała Twittera jakieś 3 lata temu po tym, gdy zdała sobie sprawę, że „90% [jej] tweetów informowało o kacu".

Prawdziwy chaos zapanował w momencie, gdy twitterowy prowokator Jaden Smith skasował swoje konto w maju tego roku. Jego nagłe odejście z platformy spowodowało lawinę tekstów spekulujących na temat przyszłości świata bez tweetów pokroju „How Can Mirrors Be Real If Our Eyes Aren't Real" [jak lustra mogą być prawdziwe, skoro nasze oczy nie są prawdziwe]. Poinformujemy cię o tym, Jadenie, w swoim czasie. Oczywiście powrócił on na Twittera i w duchu tajemniczości obserwuje jedynie 5 osób. Cały świat wstrzymał również oddech w momencie, gdy Lily-Rose Depp pozornie popełniła „social mediowe samobójstwo", kasując wszystkie co do jednego zdjęcia na swym Instagramie. Okazało się jednak, że był to fałszywy alarm, a jej konto zostało zhakowane.

Dlaczego więc ludzie masowo wypisują się z mediów społecznościowych? Dla pokolenia Z (której najstarsi przedstawiciele mają po 19 lat), jednym ważnym powodem jest pragnienie prywatności. Według New York Timesa, generacja Z jest o wiele bardziej świadoma cyfrowego śladu, jaki odciska. Nie są jedynymi, którzy życzą sobie odrobiny anonimowości w czasach nadmiernego ekshibicjonizmu. Projektantka Céline, Phoebe Philo powiedziała: „Najbardziej szykowną rzeczą byłoby nieistnienie w Google. Boże, ale bym chciała być tą osobą!"

Myślę, że chyba wszyscy się tego spodziewaliśmy. Satysfakcja i emocje płynące z mediów społecznościowych szybko zbledły na rzecz miliona obrazków i tekstów usilnie błagających o zainteresowanie, co z kolei stworzyło coś przypominającego tysiące dzieciaków głodnych uwagi, przekrzykujących się nawzajem, mówiących jednocześnie wszystko i nic. Bezprawie ulepione z gówna. Oczywiście wielu z nas nadal przewija główne strony na autopilocie, automatycznie polubiając zdjęcia kaktusów z ckliwymi opisami, jednocześnie czując tyle, co nic. Ogółem jednak powoli zaczynamy odstępować od social mediów w celu oczyszczenia swoich głów, odnowienia prawdziwych, wartościowych relacji. Koniec już ze zjawiskiem „zdjęcie albo to się nie wydarzyło".

Czytaj też: Czy nie toniemy w inspiracjach z internetu?

Kredyty


Tekst: Jane Helpern
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Harry Carr