jesteśmy aż do przesady gotowi na coś nowego od riri

W 2014 roku muzyka pop miała się świetnie. Czegoś jednak brakowało. A raczej jednej, konkretnej osoby: Robyn Rihanny Fenty. i-D czeka z niecierpliwością na ten wielki moment, kiedy Rihanna uraczy świat swoją nową płytą.

|
27 Grudzień 2014, 12:10pm

Noc sylwestrowa jest tak blisko, że nie ma się co łudzić. Można przyjąć, że w 2014 roku nie dostaniemy już żadnej nowej piosenki od Rihanny. Krążą plotki, że RiRi „wykona manewr Beyoncé". Bez ostrzeżenia wrzuci cały album na iTunes. Lecz nawet ona nie zrobiłaby tego pod samiuśki koniec roku... racja? Bo jakby o tym pomyśleć, to jeśli istnieje osoba na tyle odważna, żeby wypuścić album kiedy Święty Mikołaj dopiero co wrócił do domu po nocy corocznej harówki... To może być to tylko i wyłącznie ta 26-letnia piękność z Barbadosu.

A w świecie mainstreamowej muzyki w tym roku naprawdę brakowało Rihanny. Taylor Swift wydała wspaniały popowy album. Poprzedziła go też sprytnie pomyślana kampania promocyjna. Najwierniejsi fani zostali zaproszeni na specjalne przedpremierowe imprezy. W dniu wypuszczenia płyty artystka dała koncert na dachu budynku na Manhattanie. Poprzez Internet transmitowano go na cały świat metodą live-streaming. Z kolei smutne, soulowe piosenki o nieodwzajemnionej miłości w wykonaniu Sama Smitha sprawiły, że Brytyjczyk okazał się najbardziej wychwalanym pośród solowych wokalistów debiutujących w 2014 roku. Tymczasem okazuje się, że Ed Sheeran jest już tak gorącym tematem, że może zabukować sobie na lipiec 2015 roku aż trzy koncerty na mieszczącym 90 tysięcy widzów stadionie Wembley.

Jednak wyżej wymienionym muzykom (i praktycznie każdej z gwiazd okupujących szczyty list przebojów) czegoś brakuje. Unikalnego połączenia wszystkiego, co składa się na status supergwiazdy z autentycznym, ostrym charakterkiem. Tego dostarcza nam właśnie Rihanna. Bardzo łatwo wyobrazić sobie, że wpadasz do lokalnego baru w mieście, w którym ma akurat koncert... i kończy się to piciem z nią kolejek aż do 3 nad ranem. A kiedy wkroczy następnego dnia na scenę i wybrzmią pierwsze dźwięki We Found Love, i tak wpadniesz w niekontrolowany szał.

Poczynając od debiutu, albumu Music of the Sun z 2005 roku, przez następne osiem lat Rihanna wydała siedem albumów. Takie tempo pracy zawstydziłoby resztę współczesnych gwiazd pop. W tym samym okresie (2005-2012, tak dla przypomnienia)Beyoncé, Britney i Madonna wydały po trzy albumy na głowę. Podkreślenia warte jest jednak to, że Rihannie udało się być tak płodną artystką przy zachowaniu wokół siebie otoczki jasno komunikującej „Mam to wszystko gdzieś". Ze wszystkich wielkich wokalistek, Rihanna prawdopodobnie stara się najmniej. Od wyćwiczonej choreografii woli chwytanie się za krocze i wyuzdanie pląsy. A kiedy udziela wywiadów, nie jest maszyną do nieustannego paplania w stylu Katy Perry.

Nie dajcie się jednak zwieść jej naturalnej nonszalancji. @badgalriri (bo taką genialną ksywką opatrzyła swój Instagram) nigdy nie wypada jak amatorka. Ma w sobie tony scenicznej charyzmy. I wspaniałą, absolutnie bezwstydną osobowość - to dzięki niej tak dobrze ogląda się jej występy. W czerwcu 2013 roku byłem na jej koncercie na stadionie Twickenham. Wyznała publice, że ten dzień jest dla niej szczególny. Jej ukochana babcia przyleciała do Anglii z Barbadosu specjalnie po to, by usłyszeć śpiew swojej wnuczki. Bezpośrednio po tym wyznaniu przeszła w S&M. Przypomnę, że w refrenie tej piosenki padają takie słowa: „Seks wisi w powietrzu, nie przejmuję się tym, kocham jego zapach".

Jeśli chodzi o single, Rihanna od początku jest nie do pobicia. Z jej przyszłym The Best of nic nie będzie mogło się równać. Weźmy za przykład Wielką Brytanię, gdzie w mniej niż dekadę udało jej się wprowadzić do pierwszej dziesiątki krajowej listy przebojów aż 25 utworów. Łącznie z duetami, a w tych udzielała się z każdym wartym uwagi muzykiem, od Kanye'go Westa do Coldplay. Co może mieć niespecjalnie miłe konsekwencje, bo oznacza to, że twój ulubiony kawałek RiRi nie wejdzie na The RiSumé (taką nieoficjalną nazwę nadałem sobie jej potencjalnej składance największych hitów). Jeśli więc jesteś fanem niedocenianego Shut Up and Drive z 2007 roku... cóż, na dzień dzisiejszy nie wygląda to dla ciebie najlepiej.

Nie winię Rihanny za to, że w tym roku zrobiła sobie wolne. Zasłużyła na przerwę. Niemniej zasługujemy na jej jak najszybszy wielki, singlowy powrót. Kiedy minie już zwyczajowa styczniowa posucha, chcę potańczyć do jakiegoś bombastycznego bangera electro-R&B. Najlepiej, gdyby zawierał w sobie (jak to bywało) jakąś dwuznaczną metaforę nawiązującą do strategicznych rejonów poniżej pasa wokalistki.

Kredyty


Zdjęcie: Willy Vanderperre
Stylizacja: Panos Yiapanis
T-shirt American Appare, koszula, kapelusz i leginsy Givenchy by Riccardo Tisci. Kolczyki i pierścionki własność modelki.
[The Lovers Of Life Issue, no. 305, Pre-Spring 10]