tony hawk, król rampy

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To Birdman! Jednak tę ksywkę skojarzysz tylko, jeśli siedzisz w skejterskich klimatach. Albo jesteś jednym z jego 3,86 milionów followerów na Twitterze. W innym razie znasz go jako Tony’ego Hawka. Pro-skatera, aktora i...

|
20 Marzec 2015, 9:40am

Tony Hawk

Dzieciństwo spędził na skateparku Oasis w San Diego. Gdy miał 16 lat, był już najlepszym skaterem wyczynowym na świecie. Dziś Tony Hawk jest ojcem czwórki dzieci. Uczestnicząc w turniejach jazdy na desce zwiedził całą Ziemię. Spróbował też aktorstwa. Stworzył własną organizację charytatywną, The Tony Hawk Foundation. A także znaną serię gier wideo. i-D chciałby zaś zabrać na wycieczkę w czasie. Wprost na skate ranch Del Mar. Nie moglibyśmy mu odmówić.

Jesteś prawdziwą ikoną dla mnóstwa osób. Jakie to uczucie?
Trochę mi z tym dziwnie. Bo kiedy dorastałem, zajmowałem się czymś, co nie było popularne. Choć nie przejmowałem się w ogóle tym, że to jest takie inne. Po prostu uwielbiałem to robić. Zapewniało mi to sporo radochy. I poczucie pewności siebie. A teraz podziwia się mnie za coś takiego. Nadal odbieram to jako trochę dziwne. Ale czuję się zaszczycony. Uwielbiam to, że ludzie doceniają obecnie skating. Jednak jestem jednocześnie gościem jakich wielu. Mam swoje problemy. Mam dzieciaki. Robię też normalne rzeczy. Z byciem kimś ikonicznym czuję się więc nieco nieswojo. Chociaż, jak powiedziałem, cieszę się, że wciąż jeżdżę na desce.

Odwdzięczanie się ludziom za pośrednictwem działalność charytatywnej musi być świetną sprawą. Opowiesz nam o tym coś więcej?
Moja fundacja finansuje budowę publicznych skate parku w okolicach o niskim poziomie dochodów. Staramy się też wesprzeć społeczności, które zaczęły już jakieś działania na własną rękę. Na przykład poprzez składanie petycji do władz miasta. Albo podsuwanie im pomysłu na skate park. Chodzi w zasadzie o stworzenie miejsca, gdzie dzieciaki dorastające w niebezpiecznych okolicach miałyby się czym zająć. Do dziś oddaliśmy na te cele ponad 4 miliony dolarów. Pomogliśmy przy budowie 500 skate parków. A fundacja wciąż rozwija się bardzo dobrze. Niektórym ludziom nasza akcja może wydawać się banalna. Mówię jednak całkiem szczerze, ona zapewnia tym dzieciakom bezpieczne miejsca do zabawy. I czuję, że dzięki tej fundacji pomagamy naprawdę wielu dzieciom.

Jakie jest najdziwniejsze miejsce, w jakim zdarzyło się wam postawić skate park?
Stawialiśmy parki w takich miastach, jak Compton czy Brooklyn. W rezerwatach indiańskich rozsianych po całym USA. Wiesz, w wielu miejscach, które z perspektywy outsidera nie wydają się mieć populacji skaterów. Ale to tylko dlatego, że szukasz nie tam, gdzie trzeba.

Czy mógłbyś podzielić się z nami najlepszym wspomnieniem z młodości?
Moje ulubione wspomnienie z młodości to pewnie wrażenie towarzyszące mi w tym momencie, gdy pierwszy raz zacząłem podróżować. Oczywiście chodzi o wycieczki, które zawdzięczałem sukcesom skatingowym. Miałem jakieś 12 lat i pojechałem na Florydę. Może się wydawać, że nie była to jakaś wielka sprawa. Ale nigdy wcześniej nie wybrałem się aż tak daleko od domu. I jechałem tam sam, z moją drużyną skejterską. Koledzy z drużyny byli ode mnie dużo starsi. Poszedłem na event w Jacksonville na Florydzie. I mi zdawało się, że to naprawdę obcy kraj, ziemia nieznana. Jednak jest to przyjemne wspomnienie. To wydarzenie otworzyło mi oczy na uroki podróżowania. A także możliwości, jakie otwierał przede mną skateboarding.

W którym mieście dorastałeś?
San Diego.

Najlepszy skate park, w którym zdarzyło ci się jeździć na desce?
Ojej, ciężko powiedzieć, szczerze. Skating ewoluuje. Style jazdy ewoluują. Wydaje mi się, że największe wrażenie wywarł na mnie park na Kajmanach. Gdy zobaczyłem go tuż po jego otwarciu, strasznie mi zaimponował. Był po prostu gigantyczny. Miał wszystko, co potrzeba do różnych stylów jazdy oraz wiele innych atrakcji. Trzeba wam jednak wiedzieć, że park może być czasem za duży. Jest taki park w Szanghaju. Naprawdę ogromny. Ale z powodu jego rozległości ciężko utrzymać ci tempo. Prawdę mówiąc, to najdogodniejszym obiektem na jakim jeździłem jest ta rampa. Ta, na której teraz siedzę. Najlepsza w swojej klasie. Stoi tu od 10 lat i nie trzeba jej było wymieniać ani remontować. No, i to mój dom. Czyli dla mnie najlepsze miejsce na skating.

Czy pracujesz obecnie nad nowymi trickami? Jakimiś projektami?
Zawsze pracuję nad nowymi trickami. Lubię kombinować. Wymyślać niespotykane jeszcze wariacje znanych sztuczek. No wiecie, czy przejdziesz z shove it w to, czy przejdziesz z kick flipa w tamto.... Czy kiedy obracasz deskę w tę stronę, da się przypadkiem jakoś inaczej obrócić ciałem? Nadal próbuję takich rzeczy. Wciąż chcę się nauczyć tricków z grupy Ollie 720. Czyli połączenia no hand i graba 720. A co do nowych projektów... Właśnie wydałem grę wideo, Tony Hawk's Pro Skater HD. To połączenie najlepszych elementów pierwszych dwóch gier z serii. Ale dostosowane do nowych systemów gamingowych. Tak w gruncie rzeczy, to stworzyliśmy wszystko od początku. Od fundamentów. Jestem naprawdę dumny z tego tytułu. Chociaż jest dostępny tylko w wersji do ściągnięcia. Na PS3 i Xboxa 360. Oprócz tego ciągle całkiem sporo skejtuję. I jeżdżę w trasy. Jutro lecę do Niemiec. Będę tam promował grę.

Czy istnieje jakieś miejsce, w którym jeszcze nie byłeś, a które chciałbyś bardzo zwiedzić?
Uwielbiam odwiedzać Japonię. Byłem też kilka razy w Chinach. I w Tajlandii. Właśnie wróciłem z Grecji. Chciałbym, żeby ktoś wspomógł rozwój sceny skatingowej w tych miejscach. Bo generalnie nie ma tam dużych środowisk skejtowskich. Na pewno chciałbym, żeby ten sport zakorzenił się w Chinach. Widzę tam ogromne możliwości. Ludzie stamtąd naprawdę mogliby pchnąć ewolucję skatingu do przodu. Jeśli tylko zaczną się nim interesować.

Mieszkańcy Chin są bardzo nastawieni na przyszłość...
Tak. Mają też przestrzeń i środki. To naprawdę wielki potencjał.

Czy tworzenie własnej gry opartej o twoje hobby to dobra zabawa?
Prace nad moją pierwszą grą wspominam jako jedno z najlepszych doświadczeń w życiu. Udało mi się spełnić tyle marzeń. Zwłaszcza w kwestii umieszczenia różnych rzeczy w grze wideo, wiesz? Wychowałem się na grach wideo. Kupowałem każdą produkcję o skatingu, którą wypuszczano. Kiedy wyszła 720° od Atari, próbowałem nawet nabyć automat z tą grą. Ale wtedy nie było mnie jeszcze na to stać. Lubiłem te gierki. Kochałem gry o skatingu. Jednak nigdy nie wydawało mi się, żeby odwzorowywały dobrze ten sport. W skatingu chodzi o wiele więcej spraw. Jest w nim ten element freestyle'u. Z grą wideo poszliśmy w tę stronę, że wybieramy tylko poziom. I robimy co chcemy. Nie mamy żadnych konkretnych celów do osiągnięcia. Możemy samemu wymyślać sobie wyzwania. Mimo to całe doświadczenie z tworzeniem gry było dla mnie wspaniałe. Widziałem, jak nabiera kształtów. Zaczyna żyć własnym życiem. Odczułem, jak dużą popularność osiągnąłem dzięki niej. To niesamowita sprawa. Ta gra zmieniła moje życie. W zakresie możliwości stojących przede mną. W kwestiach finansowych i w kwestii rozpoznawalności. Nigdy nie spodziewałbym się po niej czegoś takiego.

Która lokacja z gier jest twoją ulubioną?
Najlepsze wyniki osiągałem na planszy Rio. Tam jeździłem sobie po prostu po zewnętrznych poręczach na granicy skate parku. Ale moim ulubionym poziomem ze wszystkich gier jest Downhill Jam. Może to trochę zapomniany level. Umieściliśmy go w drugiej części. To pierwszy poziom ze startem i metą, który zrobiliśmy. Było w nim mnóstwo dużych ramp i takich rzeczy. I grindowania na dużych wysokościach. Nadawał się bardziej do tego, co robię w prawdziwym życiu.

Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
Słucham wszystkich gatunków muzycznych. Nie lubię wpasowywać się w kategorię. Ale jeśli miałbym coś wybrać... Z przeszłości byliby to Jane's Addiction, The Clash, The Beatles. Z nowszych rzeczy Arcade Fire i Lykke Li. Moja biblioteka utworów jest tak ogromna, że ciężko mi coś wybrać. Ostatnimi czasy słuchałem na przykład Big Pink, M83 i innych, mniej znanych rzeczy. Nie jest to muzyka skejtowska per se. Ale taką właśnie kocham.

Gdybyś miał zabrać i-D na skejterską randkę, to jakie miejsce byś wybrał?
W latach dorastania na pewno zabrałbym i-D na skate ranch Del Mar. Bo właśnie tam uczyłem się skatingu. To był mój lokalny park. Tam stworzyłem wiele tricków, z których stałem się potem znany. Znałem tam wszystkich. W sumie tylko tam nie postrzegano mnie jak nerda. Wszędzie indziej nikt nie uznawał mnie za fajnego. Zwłaszcza w szkole. Ale kiedy wybierałem się na skate ranch, ludzie dostrzegali kim naprawdę jestem. Mogłem błyszczeć. A jeśli dziś miałbym kogoś zabrać na skating... To wybrałbym tę właśnie rampę. Albo skate park w moim ogrodzie. Jeżeli pokazałbym się w normalnym skate parku, zrobiłaby się wokół tego sensacja. Ludzie pomyśleliby, że przyszedłem dać show dla nich. Wszyscy rozsiedliby się i chcieliby tylko oglądać. A ja chcę pojeździć sobie w towarzystwie innych. Dlatego, kiedy nie jestem w centrum uwagi, nauczyłem się doceniać swój czas. Mój prywatny czas przeznaczony na skating. Wtedy jeżdżę tu. Lub u siebie w domu.

@tonyhawk

Kredyty


Wstęp: Adam Fletcher
Wywiad i zdjęcia: Dexter Navy