w poszukiwaniu piękna z lindą rodin

Starzejąca się z gracją ikona mody dzieli się z nami swoimi sekretami.

tekst Rory Satran
|
18 Luty 2016, 4:18pm

Linda Rodin lubi siedzieć w wannie w swoim małym, nowojorskim apartamencie. Obok stoi srebrny, meksykański parawan, który kiedyś należał do Doris Duke, rysunek w stylu Brâncușiego, który naszkicował ojciec jej dentysty, oraz mnóstwo muszli, z plaż i pchlich targów, od wielkich po malutkie.

„Mój znak zodiaku to ryby, kocham morze", mówi. „Od zawsze uważałam, że jestem syreną, to moje marzenie z dzieciństwa. Dlatego to mieszkanie mi się podoba. Czuję się, jakbym była pod wodą, we własnej jaskini".

W tej pięknej turkusowej jaskini z błyszczącą białą podłogą, oprócz Lindy, mieszka jej ukochany pudel, Winky. Chociaż Rodin uwielbia psy, wiele łączy ją z kotami. Wydaje się, że ona też ma 9 żyć. Jej kolejne wcielenia to: 1. studentka uniwersytetu NYU, 2. emigrantka we Włoszech, 3. modelka, 4. pracownica galerii sztuki, 5. pracownica prestiżowej księgarni Rizzoli, 6. właścicielka jednego z pierwszych concept store'ów w Soho, 7. redaktorka modowa Harper's Bazaar, 8. stylistka, 9. właścicielka marki kosmetycznej. W swoim najnowszym wcieleniu Linda stała się wzorem do naśladowania dla wszystkich, którzy chcą się starzeć z godnością. Sama jest tym zaskoczona: „Wcześniej nie byłam w centrum zainteresowania mediów. To wspaniałe i ciekawe, że w ogóle inspiruję ludzi w jakiejkolwiek kwestii".

Ta kolekcjonerka i podróżniczka od 67 lat podąża za pięknem, od rodzinnej wyspy Long Island (w stanie Nowy Jork) po odległe wybrzeża. Jak powiedziała kiedyś Diana Vreeland, „Oko musi podróżować". W wieku 18 lat Linda poleciała do Włoch odwiedzić swojego chłopaka, po czym została tam kilka lat, żeby się uczyć. Pokazuje mi oprawione czarno-białe zdjęcie z młodości, na którym ma gęste, czarne włosy z tlenionym pasemkiem. „Jestem Amerykanką, więc Włosi byli zachwyceni", mówi. „Nosiłam długie płaszcze i kozaki za kolano. Poznałam wtedy Twiggy. Pamiętam, jak poszłam do butiku Biba w Londynie i wszystko kosztowało góra 40 zł. Lata 70. to były inne czasy".

Po powrocie do Stanów Linda zaczęła pracować dla Gosty Petersona, którego nazywa „najlepszym fotografem, o którym nikt nie słyszał". Jako jego asystentka robiła zdjęcia, ale jak widać, nie było jej to pisane: „Siostra powiedziała mi, 'Wiesz, twoje fotografie nie są najlepsze, ale zawsze świetnie ubierasz modelki. Może powinnaś zająć się tym zawodowo?'. Odpowiedziałam: 'A co to za zawód?'. Nigdy nie słyszałam o stylistach". I tak Linda została stylistką, która pracowała m.in. z Madonną i Halle Berry.

Dzięki temu mogła zwiedzać świat. O latach wypełnionych sesjami, mówi: „Były bardzo przyjemne, bo odbywały się w miejscach, których wcześniej nie widziałam, albo na plażach, gdzie mogłam zbierać muszle. Te lokacje zapadły mi w pamięć bardziej niż ludzie". Olio Lusso, jej kultowy olejek do twarzy, powstał z tego zamiłowania do podróży i czystego przypadku. Szperając na pchlich targach na całym świecie, Rodin wybrała nagietek z RPA oraz olejek arganowy z Maroka i zaczęła je na sobie testować. Potem swoje własnoręcznie robione mikstury zabierała na sesje. To, co na początku było domową mieszanką jaśminu, olejku neroli, wiesiołka i innych wyciągów, przekształciło się w linię kosmetyków, w której znajdziemy m.in. pomadki, kremy i odżywkę do włosów (stworzoną we współpracy z legendarnym stylistą fryzur, Bobem Recinem).

Nigdy nie spotkacie bardziej minimalistycznej królowej kosmetyków - Linda używa swoich olejków, szminki i niczego więcej. Kilka lat temu eksperymentowała z wypełniaczami zmarszczek, ale teraz jest w stu procentach naturalna. „Ciężko jest być sobą", przyznaje. Chociaż jej marka sprzedaje olejki do twarzy za 670 zł, Rodin nie owija w bawełnę: „Starzenie się z godnością wcale nie jest pełne wdzięku! Z zewnątrz można wyglądać elegancko, ale w środku czasem pojawia się myśl: 'Boże, kiedy to się stało?'". Przyznaje otwarcie, że nie istnieją cudowne kremy i nic nie zatrzyma upływu czasu. Chodzi jej nie tylko o piękny wygląd, jak mówi: „Żyję i jestem zdrowa. Starzenie się to błogosławieństwo".

Chociaż już nie miesza olejków w swojej malutkiej kuchni w stylu retro (z białymi szafkami z lat 50., setkami muszli i plakatem jej ulubieńca, Boba Dylana), wciąż nadzoruje produkcję w fabryce w New Jersey. „To ciężka praca, ale myślę, że miałam dobrego nosa".

Jakie będzie kolejne życie Lindy i Wiky'ego? „Chcę się przeprowadzić na włoską wieś, w której nie ma supermarketów - tylko targ rybny, sklep z serami, winem i pomidory. Będę mogła wsiąść do pociągu i w 2 godziny dojechać do Rzymu. To moje marzenie".

oliolusso.com

Przeczytaj też:
Kilka słów o starości od Sue Kreitzman
Jak być sexy po stu latach?
Zaawansowane piękności Ariego Setha Cohena

Kredyty


Tekst: Rory Satran
Zdjęcie: Jeff Henrikson
Stylizacja: Stella Greenspan
Włosy: Melisande Page
Makijaż: Emi Kaneko using Kevyn Aucoin
Asystentka stylisty: Arizona Williams
Modelka: Linda Rodin
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Μόδα
uroda
kosmetyki
moda wywiady
linda rodin
olio lusso