Reklama

dokument o nowojorskiej subkulturze tancerzy z metra, których niedawno uznano za przestępców

Litefeet, debiut filmowy Scotta Carthy’ego, przybliża nam sztukę tańca w metrze. Ostatnio władze Nowego Jorku uznały ją za aktywność kryminalną. W materiale zobaczymy załogę W.A.F.F.L.E, jedną z najbardziej twórczych grup tanecznych tego miasta....

tekst Lily Bonesso
|
09 Styczeń 2015, 8:57am

Załoga W.A.F.F.L.E stała się ofiarą czystki, która zaczęła się już w latach 90. Bill Bratton, komisarz nowojorskiej policji, zastosował wtedy „Teorię Wybitych Szyb". Miała ona być metodą na ograniczenie przestępczości. Teoria ta sugeruje, że zaniedbanie rejony miasta z tendencją do „wspierania przestępstw związanych z jakością życia" - takich jak otwarta sprzedaż narkotyków, graffiti czy prostytucja - tworzą atmosferę bezprawia. Stając się miejscami, które wychowują osoby popełniające cięższe przestępstwa. NYPD ma nadzieję, że usunięcie dostrzegalnych oznak niepraworządności zapobiegnie zbrodniom takim, jak morderstwa czy gwałty. Taką widoczną działalnością przeciw prawu jest według nich także taniec w metrze.

Jednak nowe prawo nie uwzględnia znaczenia, jakie ma ta subkultura dla kulturowego dziedzictwa Nowego Jorku. Lifefeet to jedna z gałęzi występów ulicznych, jakie narodziły się w Harlemie i Bronxie. Te ikoniczne dzielnice były kiedyś siedliskiem przemocy. Ale potem przeszła przez nie fala kreatywności, z jaką nie mogła się równać żadna inna część miasta. Te twórcze zapędy przekazano później młodszym pokoleniom. Narodziny hip-hopu, breakdance'u i wielu innych dyscyplin tanecznych są właśnie owocem zmagań tych artystów. Sam lifefeet zawdzięcza wiele takim stylom, jak Harlem Shake, Chicken Noodle Soup, Aunt Jackie czy Tone Wop, które powstały w tych dzielnicach.

Carthy wprowadził mnie w ten fascynujący kontekst kulturowy. A następnie odpowiedział na parę pytań dotyczących jego produkcji:

Powiedz mi coś więcej o Lifefeet...

Chodzi w tym o wyrażanie siebie. Tak kreatywnie, jak tylko się da. Lifefeeterzy zwykle używają różnych przedmiotów do wspomagania się podczas tańca. Na przykład kapeluszy czy butów. Poręcze w wagonach metra stanowiły więc niejako naturalny progres. Widziałem filmiki z wyczynami tych gości. Biegli w stronę tłumu i po prostu przeskakiwali nad nim. Najlepsi tancerze z metra nie kopiują też technik od siebie nawzajem. Jak mówią, dla nich ważny jest wzajemny szacunek i rozwój ich dyscypliny. Najbardziej imponuje mi to, że ten ruch stworzyli w całości ludzie w niego zaangażowani. Od technik tanecznych do produkcji odpowiedniej muzyki i wyboru platform do występów. Mieli do dyspozycji tylko te słupki w wagonach metra. I stali się mistrzami ich wykorzystywania.

Jak często odbywały się ich występy?

W sieci ogląda się popisy tylko jednego czy dwóch z tych tancerzy. Ludzie nie wiedzą więc, jak częstym zjawiskiem stały się takie występy. Doszło to do etapu prawdziwego szału. Na głównych stacjach czekało po pięć załóg, które chciały dostać się na swoją „scenę". I owszem, słyszało się o napięciach pomiędzy tancerzami a resztą mieszkańców miasta. A nie wszystkie grupy taneczne prezentują wysoki poziom umiejętności. Nie zaskakuje więc, że wielu nowojorczyków miało już dość tej subkultury.

Opisz proszę atmosferę towarzyszącą występom, które filmowałeś...

Miałem szczęście, że wyposażyłem się w kamerę dobrej jakości. Wyłapywała bardzo dużo detali. Ludziom naprawdę się to podobało! Ale najpierw musiałem zmienić ich nastawienie. Jak słyszeli, że mają zacząć pokaz, nie zawsze reagowali pozytywnie. Niektórzy siedzieli tylko i nie podnosili nawet głowy. Myślę, że jeżeli wkłada się w to środowisko jakiś obcy element, ludzie reagują wpierw instynktownie. Mówią: „Nie, ja nie chcę, żeby to było skierowane w moją twarz". Jednak w ostatnim wagonie nastąpiła prawdziwa eksplozja. Ludzie dopingowali nas entuzjastycznie przez cały występ.

Skoro te grupy nie mogą już tańczyć w metrze, to czym się teraz zajmują?

Wiele załóg, w tym W.A.F.F.L.E, pogodziło się z losem i nie tańczy już w wagonach. Ale istnieją też grupy, które nadal to robią. I są w tym coraz lepsze i lepsze. Niektórzy tancerze, z którymi współpracowałem, występują teraz w pociągach ekspresowych. Z powodu większego odstępu czasu pomiędzy stacjami. Wsiadają, sprawdzają wagony po obu stronach. Czekają, aż pociąg ruszy. Zaczynają show. A występ kończą na dwie minuty przed postojem na następnej stacji.

Zdradź mi jeszcze jedno - KIM jest ten mały chłopczyk?

To Nasir, ksywka „Kid Break"! Ma dopiero pięć lat! Kiedyś będzie jednym z największych tancerzy w całym mieście. Oczywiście dużo uwagi poświęca się mu, bo jest jeszcze taki mały. Ale jako tancerz rozwija się w naprawdę niesamowitym tempie. Tańczy z lifefeeterami w pociągach. Jednak robi też sporo z różnymi nowojorskimi breakdancerami. Trenuje też z kilkoma staroszkolnymi B-boyami. Będzie więc bardzo dobrze przygotowany. Tata Nasira często musi brać go na stronę. Przypomina mu „Musisz się uspokoić". Bo mały jest tak podekscytowany, że wykonuje dwuminutowy układ, kiedy inni tancerze mają tylko po 30 sekund. Chciałbym zacząć swoiste wideo archiwum z jego udziałem. Kręcić z nim coś za każdym razem, gdy jestem w mieście. Ująć jego rozwój. Jeśli nadal będzie pracował z tymi breakowcami, to wręcz trudno sobie wyobrazić, w jakim kierunku może to się rozwinąć. 

Czy korzystałeś z jakichś inspiracji i punktów odniesienia przy tworzeniu tego filmu?

Na pewno odnosiłem się do cyklu fotografii z metra Bruce'a Davidsona... Przyglądanie się tym zdjęciom naprawdę mnie zainspirowało. Można wręcz poczuć zapach metra z lat 80, posmakować go. Bruce spędzał godziny tam na dole, z aparatem w pogotowiu. Miał ze sobą nóż, na wypadek kłopotów. Dobrze wiedzieć, że ktoś wciąga się tak bardzo w swoją pracę. Tylko po to, żeby za 20 czy 30 lat mogły to zobaczyć nowe rzesze odbiorców. Chciałbym, żeby ludzie w przyszłości oglądali mój film z reakcjami w stylu: „Zobacz jakie szalone akcje wtedy odstawiali, a my nawet już nie możemy się temu przyjrzeć na żywo".

Który z utworów muzycznych wykorzystanych w filmie jest twoim ulubionym?

Sądzę, że będzie to Paper Trails autorstwa Darkside (Nicholasa Jaara i Dave'a Harringtona). Utwór, który słychać podczas ostatniej sceny w metrze. Chodzi o ten niesamowity kontrast. Widzisz ten agresywny taniec, ale ja chciałem stworzyć coś całkowicie kontrastującego ze stroną wizualną. Ponieważ jako twórca traktuję ten temat nieco inaczej. Co więcej, spore grono ludzi mierzi muzyka, którą tancerze puszczają na swoich soundsystemach. W rezultacie taniec nie podoba im się tak bardzo, jak powinien.

Scott Carthy zaczął już kręcić materiał o innej części nowojorskiej sceny tanecznej. Jego nowy film zostanie wydany w 2015 we współpracy z FACT Magazine.

scottcarthy.co.uk