Jane Goldman

kluby i hedonizm lat 80.

Londyńscy celebryci, diwy, queerowe gwiazdki i modowi trendsetterzy spotykali się tutaj, aby oddać się hedonistycznemu tańcowi na parkiecie.

tekst Ian McQuaid
|
09 Czerwiec 2016, 3:33pm

Jane Goldman

The Wag Club zdefiniował erę londyńskiego clubbingu, wprowadzając na parkiety hip-hop i house, a także tworząc hedonistyczny, alternatywny dom dla całej generacji celebrytów, diw, queerowych gwiazdek i modowych trendsetterów.

Przez większość lat 70. życie nocne w Wielkiej Brytanii wyglądało dość ponuro. To był raj dla gburowatych bramkarzy, pełen klubów wyłożonych paskudnymi dywanami, słabych drinków i didżejów opowiadających suchary o teściowych i puszczających „The Birdy Song" (czyli słynne „Kaczuszki", którymi męczono nas na przedszkolnych potańcówkach… i weselach). Kiedy punk przebił się do głównego nurtu ze swoją obrazoburczością, gniewem i nihilizmem, zaatakował straszną kulturę klubową w ten sam sposób, w jaki mieszał z błotem nadęty progresywny rock. We wszystkich tych dzieciakach, które nie załapały się do zespołu przed 1977 rokiem, zasiane zostało ziarno buntu, które dało owoce na parkietach klubów w latach 80.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Chris Sullivan był jednym z tych, którzy weszli w lata 80. gotowi, by przejąć pałeczkę. Ten niepoprawnie ekstrawagancki Walijczyk, który dorastał, słuchając ska, gatunku sprowadzonego do Cardiff przez marynarzy pływających po Karaibach, przeprowadził się do Londynu, żeby studiować w St Martins sztukę i modę. W tamtym czasie został również jednym ze stałych bywalców w klubie swojego kumpla z Walii - Steve'a Strange'a — o nazwie „The Blitz". To miejsce przeszło do legendy i dało początek londyńskiej scenie klubowej, w której taniec, narkotyki, najświeższa muzyka i moda zlały się w pociągający, nowy świat. Ludzie tańczyli i pozowali w takt pełnej seksu muzyki New Romantic. W tamtym czasie The Blitz stało się centrum świata. Jednak nim minął 1982 rok, prawdziwa awangarda, która bawiła się w tym miejscu, znudziła się i zaczęła szukać czegoś nowego — wśród nich był również Sullivan. Znużył go emocjonalnie jałowy synthpop, potrzebował czegoś, co przypominałoby mu ciepło i duszę starych nagrań ska, które tak kochał. W ten sposób trafił na importowane płyty disco - nie były to jednak zapychacze list przebojów od Motown czy Atlantic, a undergroundowy soul, muzyka latynoska i jazz. Po tym, jak wyrobił sobie reputację dzięki kilku niewielkim imprezom, trafiła mu się okazja otworzenia nowego klubu na Wardour Street w Soho - miejscu, które w latach 60. było kolebką RnB, a w 70. mieścił się tu słynny klub new romantic Whiskey A-Go-Go. Z taką historią musiało się udać i tak w październiku 1982 roku otworzył lokal na nowo, nazywając go The Wag. W ten sposób stworzył miejsce, które nadawało ton kulturze klubowej Wielkiej Brytanii przez kolejnych 19 lat.

Dziewczyny z the Wag: Louis, Sue i Princess Julia

The Wag jest znany z wielu powodów. Gazety tropiące nowe trendy miały na jego punkcie obsesję, bo od momentu otwarcia zyskał status miejsca, gdzie trzeba bywać. Celebryci, diwy, queerowe gwiazdki i modowi trendsetterzy spotykali się tutaj, aby oddać się hedonistycznemu tańcowi na parkiecie. Przez lokal przewijali się wszyscy: od Davida Bowiego po Naomi Campbell. Legenda The Wag została zbudowana przez niezwykle innowacyjne podejście do wyboru muzyki, którą można tam było usłyszeć. Napędzany miłością Sullivana do soulu klub stał się jednym z pierwszych miejsc w Anglii, które przyjęły falę nowojorskiego hip hopu, a potem house'u, wraz z ich modą, slangiem, narkotykami i muzyką, która wiązała się z każdą z tych kultur. Bywalcy The Wag mieli obsesję na punkcie „bycia na czasie". Sullivan wspomina, że wywoływało to nagłe zmiany stylu, które potem rozprzestrzeniały się na cały kraj.

„Największa zmiana, jakiej byłem świadkiem, zaszła, gdy zaczęliśmy cykl Roxy Roadshow w 1982 roku - brało w nim udział 25 różnych artystów: Fab Five Freddy, Rammalzee, dziewczyny z the Dubble Dutch, a Futura 2000 w trakcie imprezy malowali graffiti. W tamtym czasie New Romantic powoli odchodziło do lamusa, wszyscy nosili wtedy przeskalowane garnitury 'zoot' z lat 50. Pewnego wieczoru zobaczyli tę ekipę z Roxy Roadshow kręcącą się na głowach i ubraną w dresy, i dosłownie w następnym tygodniu wszyscy porzucili ciuchy z lat 50. i przyszli ubrani w dresy Adidasa i czapki z daszkiem. Nigdy nie zapomnę nagłówka w 'The Evening Standard': 'Fala kradzieży znaczków Volkswagena i Mercedes-Benz w stolicy! Kto za tym stoi?' A to wszystko dlatego, że ludzie kradli je, żeby zawiesić sobie na szyi... (śmiech)".

Co nie jest zaskakujące, przed erą internetu nie zawsze dało się zdobyć to, co było w danym momencie najmodniejsze. Czasami dobry wygląd wymagał poświęceń.

„Pamiętam, jak Duffers z St. George pojechał do Ameryki i kupił całą masę butów Adidasa - modeli shelltoes i gazelle. Sprzedawał je potem na stoisku w Portobello, ale tak się złożyło, że udało mu się skołować jedynie buty na lewą nogę, więc wszyscy musieli kupować pary lewych butów…".

Neneh Cherry

Od tego moment The Wag był w awangardzie wprowadzania hip hopu w Wielkiej Brytanii. Przy tak niewielkiej liczbie klubów puszczających muzykę z Nowego Jorku, The Wag zdobył reputację miejsca, do którego należy przyjść posłuchać, a wielu przypadkach również zobaczyć, występów zmieniających oblicze muzyki. Nowi fani hip hopu nagle tańczyli ramię w ramię z modnymi, queerowymi dzieciakami i wszystko grało. „W tamtych czasach bycie ubranym w dres i tańczenie breakdance'a było równie nietypowe, co ubieranie się jak Boy George. Wszyscy byliśmy outsiderami…"

Klub wspierał właściwą atmosferę przez odpowiednią politykę selekcji przy wejściu - teraz pewnie nazwalibyśmy to tworzeniem bezpiecznej przestrzeni. Sullivan wspomina to, jako praktyczną konieczność wprowadzoną, żeby trzymać pijanych żołnierzy na przepustce i kolesi z wieczorów kawalerskich, którzy szukali zaczepki, kręcąc się po Soho poza klubem. Polityka selekcji klubu przysparzała mu również kłopotów - The Wag często był krytykowany za bycie elitarnym i przez długi czas krążyła historia o KRS-One, pionierze hip hopu z Nowego Jorku, którego nie wpuszczono do klubu w noc, w którą miał wystąpić. To historia, którą Sullivan woli przedstawiać w odpowiednim kontekście.

„KRS-One pojawił się z ekipą 7 kumpli i zwyzywał jednego z moich karaibskich ochroniarzy od 'wyspiarskich czarnuchów'. Próbował ominąć ogromną kolejkę przed klubem, a ochroniarze nie wiedzieli, kim jest, więc zatrzymali go. Wtedy powiedział: 'odpieprz się, ty wyspiarski czarnuchu'. Powiedzieli mu, że w związku z tym nie może wejść do środka, a ja ich poparłem, mimo że miał grać na imprezie. Nie obchodzi mnie, czy ktoś jest czarny czy biały, nikt nie będzie zwracał się do moich pracowników w ten sposób. Mogło mu się wydawać, że skoro nazywają się tak między sobą ze swoimi kolegami w Nowym Jorku, to jest to normalne, ale z pewnością nie powinien tak mówić do Jamajczyka w Londynie w latach 80. Nie przyjęli tego dobrze. Nigdy nie mówi się o tym aspekcie tej historii…".

Haysi Fantayzees Jeremy Healy z raperem Seymourem i jego kolegą, 1982 rok. (c) Graham Smith

To przykładanie uwagi do odpowiedniej atmosfery było wzmacniane przez nieustannie odświeżanie się klienteli klubu. Na przestrzeni lat The Wag zyskał sławę hedonistycznej kolebki, która z pewnością była wyolbrzymieniem - jednak Sullivan wspomina, że przynajmniej z jednego powodu to miejsce sprzyjało wyzbywaniu się hamulców.

„Nie zapominajmy, że ecstasy było legalne w Ameryce do 1985 roku, więc przez pierwsze 3 lata funkcjonowania The Wag w klubie było pełno tego narkotyku. Przychodziła do nas cała masa Amerykanów, którzy po prostu przynosili całe worki dragów. W ten sposób płacili za swoje podróże do Europy. Jezu Chryste, to był kosmos! Każdy latał, tańcząc do muzyki".

Nic więc dziwnego, że klub stał się idealnym miejscem do wprowadzenia acid house'u. Kawałki z Chicago trafiły na parkiety the Wag przed połową lat 80. - na dobrych kilka lat przed wprowadzeniem tej sceny do głównego obiegu przez 88 Second Summer of Love. A stało się to możliwe przez łut szczęścia, który spotkał jednego z klubowych didżejów".

„Hector, który grał u nas w soboty, pojechał do Chicago. Miał kontakty w wytwórni Trax Records, wpadł wtedy do ich magazynu, gdzie dostał całą masę kaset magnetofonowych. Musieliśmy zainstalować dla niego odtwarzacze magnetofonowe, żeby mógł je grać. A były to naprawdę wczesne kawałki Jamiego Principle, Marshalla Jeffersona - to był chyba 85. albo 86. rok. Później odpaliliśmy cykl imprez 'Love', house przez całą noc. W tamtym czasie grali u nas wszyscy wielcy tego gatunku z Ameryki: Tony Humphries, Larry Levan, Frankie Knuckles, Lil Louis, Todd Terry. Jednak nasze przychody z baru spadły z 2000 funtów na noc do około 500, za to sprzedaż wody wzrosła o 5000%. Sprzedawaliśmy wtedy głównie wodę…"

Klub ostatecznie został zamknięty w 2001 roku, po 19 latach nieprzespanych nocy. Sullivan złożył właśnie pierwszą z dwóch składanek kawałków, które robiły największą furorę w latach 1982-86. Ten miks disco, rzadkich kawałków i wczesnego hip-hopu brzmiał równie dobrze 30 lat temu, jak dziś. Sullivan, który od zawsze wspierał undergroundowe środowiska, twierdzi, że znajdzie się tam mnóstwo materiału, który będzie przemawiał do nowego pokolenia.

„Są tam utwory, które każdy będzie kojarzył, ale znajdzie się tam również dużo doskonałej muzyki, którą wielu ludzi usłyszy po raz pierwszy w życiu… Jak na przykład ty! Nie każdy jest taki stary, jak ja".

Ollie

Paul Simper 1983 rok (c) Graham Smith.

Stephen Linard

Basienka

Cztery płyty z The Wag, pełne zremiksowanych, rzadkich, klasycznych kawałków z gatunków funk, Latin, disco, hip hop i jazz, które rozbrzmiewały na parkietach klubu, można zamówić tutaj. Impreza The Wag Launch Party odbędzie się 18 czerwca w Westbank Gallery.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Ian McQauid