od disco do zrób-to-sam

Oto historia irańskiej undergroundowej muzyki elektronicznej.

tekst Jack Needham
|
05 Styczeń 2017, 5:05pm

Rewolucja rozpoczęła się 7 stycznia 1979 roku. Do końca roku Iran stał się republiką islamską, obalając tym samym dynastię Pahlawi, która władała krajem od pięciu dekad. Zanim się to stało, władcy Iranu inwestowali środki w sztukę przez całe lata 70., z zamiarem westernizacji kraju. Od lat 60. wzwyż, europejskie disco i pop przeniknęły do krajów Bliskiego Wschodu, gdzie wywarły spory wpływ na lokalne gatunki muzyczne. „W latach 70. Iran pompował ogromne ilości środków w branżę muzyczną. W kwestii finansów kraj radził sobie świetnie", tłumaczy Kasra V. Kasra, który przyjechał do Wielkiej Brytanii parę lat temu, teraz pracuje jako gospodarz programu w NTS Radio. Jego nowa EPka „The Window" jest zainspirowana muzyką jego ojczyzny, w szczególności południowoirańskim stylem, Bandari. 

Przed rewolucją, Iran był wyjątkowo różnorodny kulturowo ze swoją mieszanką wschodu i zachodu. W latach 70. artyści pokroju Farrokhzada Fereydouna - wyoutowanego geja, politologa i prezentera telewizyjnego - czy Kourosha Yaghmaei'a - którego antologię, wyprodukowaną przez Eglo, wydano 5 lat temu spod Now Again Records - cieszyli się sławą w Iranie. Artyści tacy jak Shohreh czy Ebi tworzyli „wielkie płyty z wielkimi orkiestrami", tłumaczy Kasra, napędzając tym samym barwną kulturę muzyczną łączącą w sobie psychodeliczny pop, folk i bliskowschodniego rocka. Niektórzy z największych artystów tej epoki, Googoosh, Dariush czy Farhad Mehrad tworzyli piosenki mocno nacechowane emocjonalnie. „Niektóre z nich były aż przesadzone", śmieje się Kasra. „Ich piosenki w całości składają się z climaxów". Niektóre z nich były upolitycznione, tak jak ścieżka Farhada „Jomeh", jednak większość z nich stanowiła lustrze odbicie muzyki zachodu i opowiadały o miłości, stracie oraz, zwyczajnie, dobrej zabawie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W następstwie rewolucji, muzyka współczesna, ale też sztuka i performens zostały znacznie ograniczone. Wprowadzono prawa mające na celu większą islamizację kraju - tak żeby pasował do religii nowego reżimu. Na wszystko nakładano cenzurę i wszystko, co było z zachodu, stało się niepożądane. Wielu artystów uciekło wtedy z Iranu w celu rozwijania kariery, a część z nich pozostała w kraju i dostosowała się do nowego porządku. Googoosh, jedna z największych gwiazd irańskiego popu, nie zagrała w swojej ojczyźnie po rewolucji już ani razu. Z jednym wyjątkiem wokalistki Shivy Soroush (która zagrała w Teheranie w 2013 i 2015 roku), kobietom zabrania się występować publicznie. Odstępstwem od reguły jest chórek dla śpiewającego mężczyzny.

Niektóre restrykcyjne regulacje w sztuce i muzyce wciąż obowiązują Iranki. Jednak nie można powiedzieć, że współczesna muzyka irańska jest uboga. Istnieje wiele grup młodych, elektronicznych muzyków i producentów, którzy tworzą świetną muzykę. Pomimo że kultura klubowa w Iranie praktycznie nie istnieje - alkohol jest nielegalny, a pozwolenie na występ na żywo praktycznie nigdy nie jest wydawane - nocne życie jest tam w rozkwicie - po prostu nie tak łatwo je odkryć. „Nie jest to legalne, ale zawsze mamy co robić", Kasra mówi o swoich klubowych doświadczeniach w Teheranie. „Tak jak wszędzie na świecie. Ludzie muszą sobie potańczyć i się zabawić, spuścić parę".

Tego typu undergroundowe podejście do elektronicznej muzyki w Iranie jest konieczne, jeśli zależy wam na rozpromowaniu waszej muzyki przy jednoczesnym respektowaniu zasad narzuconych przez rząd. Garstka istniejących w Iranie miejscówek nie chce podjąć ryzyka łączącego się z organizacją faktycznej imprezy, dlatego zastąpiły je domówki. „Każde wydarzenie to zamknięty krąg. Impreza jest zawsze u kogoś w domu", tłumaczy Kasra. „Niektóre z tych imprez są większe niż kluby. Bywałem na takich, na których było ponad 400 osób. Wszystko zorganizowano poprzez SMSy".

Pytam Kasrę o to, jakim cudem pozwolono na te imprezy. „Nie pozwolono", odpowiada. „To wielkie miasto, ale tak naprawdę to wszystko zależy od tego, gdzie jest impreza. W Londynie sąsiedzi natychmiast by oszaleli, wystarczy nieco pogłośnić telewizor. W Teheranie jest o wiele więcej przestrzeni. W większości przypadków - jeśli masz spoko sąsiadów - po prostu ci to uchodzi na sucho".

Wszystkie nagrania muzyczne i występy na żywo w Iranie muszą zostać potwierdzone przez Ministerstwo Kultury. Jednak w ostatnich latach, dzięki wsparciu obecnego, nieco bardziej liberalnego rządu, restrykcyjne prawo nieco się poluzowało. „Słyszałem że ostatnio ludzie próbują trochę eksperymentować z ambientem i techno, bo po prostu nie ma tam żadnego tekstu", tłumaczy Kasra. Chociaż muzyka elektroniczna oczywiście też podlega cenzurze, jej twórcom jest nieco łatwiej niż artystom tworzącym inne gatunki.

Głównie dlatego, że są to gatunki instrumentalne. Muzyka bez słów ma od razu większe szanse na aprobatę ze strony Ministerstwa, dlatego też gatunki elektroniczne przeniknęły do codziennego życia Irańczyków. „Prawie wszyscy mają satelitarną telewizję", mówi Kasra. „National Geographic w swoich programach ciągle używa utworów Kraftwerk i Vangelis. Motywem przewodnim najpopularniejszego programu o technologii w kraju było „Oxygen" Jeana Michela Jarre'a. Od lat słuchaliśmy tego od zupełnie nieświadomie".

W ostatnich latach irańscy artyści cieszą się większym zainteresowaniem i możliwością promocji zagranicą. Producenci tacy jak Sote czy Siavash Amini promują przez swoją muzykę bardziej niekonwencjonalne, eksperymentalne brzmienie. Niedawno wydany film dokumentalny „Raving Iran" opowiadał o innej twarzy kraju. To historia dwóch DJach z Teheranu, którzy wyjeżdżają do Szwajcarii, aby wziąć udział w festiwalu Lethargy i zrobić karierę w świecie muzyki elektronicznej. Chociaż film zwrócił uwagę zachodu na problemy, z którymi zmagają się irańscy muzycy, pokazał elektronikę jako gatunek właściwie nieistniejący w granicach kraju. Rzeczywistość jest inna. 

Choć w czasach pobytu Kasry w Iranie internet był tam niemiłosiernie wolny - „100 mb plik ściągał się jakieś osiem czy dziewięć godzin", mówi - w kraju działają portale takie jak Beatport czy Trip Advisor, natomiast pirackie podziemie działa w Iranie równie prężnie, co gdziekolwiek indziej na świecie.

W Iranie tworzy się wspaniałą muzykę. Na szczęście cieszy się ona coraz większą popularnością. To długi proces - jak w przypadku każdej rozwijającej się sceny - ale w miarę jak restrykcyjne prawa będą usuwane, liberalni artyści nadal będą eksperymentować. Wciąż w stylu zrób-to-sam, ale z pasją. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Jack Needham

Tagged:
dance
Iran
disco
elektronika
Wywiady
opinie
Googoosh
kasra