Reklama

życie stażysty w branży mody

Czy staż to tylko kolejna pozycja w CV, za którą trzeba słono zapłacić?

tekst Blair Cannon
|
21 Październik 2016, 3:30pm

photography mitchell sams

W 2014 roku napisałam swój pierwszy artykuł na zajęcia z dziennikarstwa na NYU. Chodziłam wtedy na praktyki do niezależnych magazynów i wielkich wydawnictw, więc opisałam staże w nowojorskiej branży mody. To były dziwne czasy dla stażystów, kiedy nie było mowy o wynagrodzeniu, a na dodatek dopiero co przeprowadziłam się do tego miasta i byłam zupełnie zielona.

Niektórzy ze starszych, odważniejszych stażystów ciągle wysyłali skargi do działu kadr (a inni składali pozwy) i mówili nam, że nasza darmowa praca i oddanie były skandalicznie niedoceniane. Reszta branży z kolei twierdziła, że dostaniemy pracę tylko pod jednym warunkiem: jeśli najpierw się wykażemy. W listopadzie tamtego roku Condé Nast poszło na ugowę w sprawie, którą wytoczyła im stażystka magazynu W, Lauren Ballinger oraz stażysta New Yorkera, Matthew Lieb. Wydawnictwo zgodziło się zapłacić 5,85 mln dolarów (23 mln zł) odszkodowania stażystom, którzy pracowali wcześniej za darmo. Każdy z nich dostał 700 dolarów (2700 zł). Jednocześnie Condé Nast zakończyło funkcjonowanie programu. Dom mediowy Hearst oraz marki Elizabeth and James i The Row również niedawno znalazły się w ogniu krytyki za domniemane wyzyskiwanie stażystów, a pozwom nie ma końca.

W 2014 roku rosnąca lista naiwnych jak Andrea Sachs praktykantek (ta z „Diabeł ubiera się u Prady"), które zmieniły się w walczące w związkach zawodowych kobiety, stawia przed nami niewygodne pytania. Czy powinniśmy kwestionować niesamowite szanse, jakie dostajemy? A może jednak powinniśmy skorzystać z rady, którą dostałam od pewnej redaktorki i spuścić głowy, zamknąć się i być grzecznymi stażystami? Jestem teraz na ostatnim roku studiów i wydaje się, że świat praktyk w branży mody się zmienił. Ale może to tylko pozory?

Najważniejszym powodem, dla którego stażyści postanowili walczyć, jest brak wynagrodzenia. Bez wątpienia jest to problematyczna kwestia, ponieważ odbywają je głównie ludzie, których stać na brak zarobków. Chociaż zaliczenie szkolnych praktyk czy pokrycie kosztów posiłków nie było najgorszym rozwiązaniem, nie dorównywało przelewowi z upragnioną zapłatą. Po stażowaniu w dziale modowym (w którym 30 stażystów „dzieliło się" jedną kartą miejską, żeby przewozić ubrania na sesje) i jednoczesnej pracy w sklepie (dzięki której mogłam faktycznie pokryć koszty wszystkich wypraw z torbami pełnymi ciuchów) wiem, że staż może wydawać się po prostu wpisem do CV, za który trzeba słono zapłacić. W dużej mierze wciąż wierzę, że było warto (chociaż z pewnością wpływa na to pewien fakt: od tamtej pory nie byłam już na darmowych praktykach). Zastanawiam się, czy Ballinger, Lieb i Diana Wong (która pozwała Harper's Bazaar i teraz podobno sprzedaje granolę) naprawdę pomogli mi w trakcie mojego stażu, nawet jeśli ryzykowali tym samym utratę własnej szansy na karierę.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Madison, była stażystka Hearsta i studentka ostatniego roku, poinformowała mnie, że teraz wydawnictwa płacą praktykantom 9 dolarów (35 zł) na godzinę. Mimo że nie dostała wypłaty w trakcie swoich modowych staży, twierdzi: „Szczerze mówiąc, byłabym zachwycona, gdybym wtedy dostawała 9 dolarów za godzinę. W porównaniu do Condé Nast, które całkowicie zakończyło nabór stażystów, wypadają świetnie, bo nadal przyjmują młodych ludzi i jeszcze im płacą". Brzmi to jednak jak dwuznaczna uwaga. Madison pisała za darmo dla Cosmopolitan.com i Redbookmag.com, ale dorabiała na boku jako wolny strzelec, pisząc artykuły dla innych tytułów spod szyldu Hearsta. Zarabiała 50 dolarów (200 zł) za tekst. „Odbywałam darmowy staż dla tej firmy, ale jednocześnie pracowałam dla nich jako freelancerka. To było dziwne, bo na boku pisałam dosłownie te same rzeczy, co na stażu, ale za pieniądze", mówi. „Oczywiście mogli sobie pozwolić, by płacić tyle samo za teksty na strony".

Teraz dwa duże wydawnictwa (i kilka mniejszych, niezależnych) z reguły płacą stażystom, ale czy przelew jest jedyną różnicą? Condé Nast nie szuka już praktykantów, ale w niektórych magazynach „freelancerzy" przejęli podobne role. Praca, którą wykonywali stażyści, wciąż jest podstawą istnienia jakiegokolwiek większego magazynu, portalu czy showroomu. Ktoś musi pakować ubrania i je sprawdzać. Czy zmiana jest czysto kosmetyczna? Madison mówi, że dzięki wynagrodzeniu stanowiska stają się bardziej prestiżowe i pożądane. Można założyć, że stażyści (lub wolni strzelcy czy jacykolwiek pracownicy na najniższym szczeblu) są teraz lepiej traktowani, bo dostają pieniądze. Dosłownie są teraz więcej warci i stanowią część zespołu.

Z drugiej strony wciąż nie brakuje okropnych opowieści o rzeczywistości w świecie mody. Czytaliśmy już sensacyjne wspomnienia stażystów Vogue, którzy płakali w poduszkę i inne zwierzenia (w tym miesiącu portal Glossy opublikował tekst „Sweat and Tears" — czyli „Pot i łzy"). Słyszeliśmy miejskie legendy o dziewczynie, która wpadła w furię i nakrzyczała na redaktorkę naczelną oraz o innej praktykantce, która spaliła garderobę w dziale mody. Czy to prawdziwy psychologiczny uraz, wywołany życiem przepracowanego posłańca czy zwykłe wabiki na kliki?

Sabrina, studentka pierwszego roku i seryjna stażystka w wydawnictwach modowych, ze zmęczeniem wspomina swoje wczesne doświadczenia. „To ty dokładnie sprawdziłaś te wszystkie ciuchy, ale kogo to obchodzi, gdy sesja już się ukaże? Nikogo", mówi. „Redaktorzy nie wiedzą nawet, jak się nazywasz". Mówi, że sama liczba stażystów w garderobach (a pracowała już w siedmiu) sprawiła, że zniechęciła się do nawiązywania więzi z resztą ekipy. Do tego nawet nie zarabiała. Teraz jest na płatnym stażu u stylisty w Refinery29. Mówi, że nie tylko jest traktowana inaczej — kompletnie zmieniło się jej podejście. „Chcę być bardziej pomocna, nie jestem tylko kolejnym praktykantem", wyjaśnia. „Jeśli dostanę wiadomość w weekend i muszę na nią odpowiedzieć — nie ma problemu. Doceniam mojego szefa i to, że się ze mną komunikuje. Czuję się bardziej związana ze swoją pracą". W końcu wypłata jest pierwszym krokiem do poczucia się jak prawdziwy pracownik i ważna część całego mechanizmu. A przecież właśnie tego pragną praktykanci.

Sabrina wspomina przyjazd do Nowego Jorku — myślała wtedy: „Ile staży uda mi się odbyć?". Ta mentalność bierze się z przekonania, że zebranie imponującej listy praktyk, jest jedynym sposobem na zdobycie upragnionej posady w branży mody. Nawet gdy zrozumiała, że już przestała się rozwijać, stwierdziła: „Sprawdzałam życiorysy redaktorów. Wielu z nich odbywało najpierw staże w dziale mody". Zastanawiając się nad swoimi siedmioma stażami, dochodzi do wniosku, że sytuacja się poprawia. „Mogę wskazać, które miały na mnie pozytywny wpływ, ponieważ szefowie dobrze mnie traktowali". Jednocześnie zastanawia się „czy branża naprawdę się zmieniła, bo sądząc po samych pozwach, taki stan rzeczy utrzymywał się od lat".

Madison mówi, że znalazła ukojenie w dziale urody, gdzie wszyscy interesują się „zdrowiem i dobrym samopoczuciem", w przeciwieństwie do nakręconych kofeiną, niewyspanych zespołów z działu mody. Zbieranie produktów i przygotowywanie sesji urodowych jest o wiele spokojniejszym procesem, bo próbki są małe i nie trzeba ich zwracać. Po swoich doświadczeniach postanowiła wycofać się z branży mody, ale jednego jest pewna: niczego nie żałuje. „Cieszę się, że zaczęłam wcześnie", wyjaśnia. Nawet jeśli na początku było ciężej, mówi: „Po pracy z tymi wszystkimi magazynami — nawet jeśli czasem rwałam sobie włosy z głowy — czuję się 100% bardziej profesjonalna. Dostrzegam różnicę między mną i rówieśnikami, którzy nigdy nie odbyli stażu w magazynie, gdzie trzeba świetnie się komunikować i wyglądać nienagannie. Nie w każdej pracy trzeba dobrze wyglądać, ale w magazynie modowym to podstawa. Bardzo dojrzałam i dużo się nauczyłam. Teraz gdy zmieniam branżę, jest to szczególnie wyraźnie widoczne".

Praca w branży mody z pewnością nie jest dla każdego, a decyzja o wejściu w nią z pewnością zależy od doświadczeń ze staży. Po pięciu latach praktyk (w tym trzech w modzie) mogę bez wahania powiedzieć, że otrzymanie wypłaty zmieniło wszystko. Doświadczyłam tej zmiany i wiem, jak to jest wykonywać tę samą pracę za darmo i za pieniądze. Teraz jeszcze bardziej doceniam moje doświadczenie. Dwa lata temu pewien dyrektor artystyczny zaśmiał się i powiedział, że mam łatwo nie to, co stażyści za jego czasów. Może w przyszłości będę mówić to samo moim stażystom?

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Blair Cannon
Tłumaczenie: P. Śmiechowska
Zdjęcie: @anjamarja

Tagged:
Μoda
praca
magazyn
wydawnictwo
Staż
doświadczenie
praktykanci
praktyki
stażyści