Reklama

„tworzę wyimaginowane światy, w których żyją moje prace”

Philippa Price jest niezwykłą artystką wizualną, która ma na koncie współpracę m.in. z Rihanną, Banks i Stellą McCartney.

tekst Lynette Nylander
|
01 Luty 2017, 2:05pm

O Philippie Price usłyszeliśmy po raz pierwszy, gdy zainteresowaliśmy się ludźmi stojącymi za elektryzującym występem Rihanny na rozdaniu nagród BRIT. RiRi i Drake wykonali na nim piosenkę „Work", którą spokojnie można uznać za hit zeszłego roku. Philippa odeszła od wizji karaibskiej imprezy z teledysku autorstwa Directora X, a zamiast tego umieściła piosenkarkę w ciemnej przestrzeni, w której świetliste pasy i kratki wyświetlały się na Rihannie, SZA i tancerkach. Gdy w branży kreatywnej wszyscy skręcają w prawo, Philippa dodaje gazu i ostro skręca w drugą stronę. Mieszkająca w Los Angeles 27-letnia artystka i reżyserka pokazuje w swoich pracach zamiłowanie do nauk ścisłych, mitologii i technologii. Weźmy na przykład wideo Banks „Fuck With Myself", do którego stworzyła przerażającą rzeźbę głowy piosenkarki.

Philippa zwróciła na siebie uwagę Stelli McCartney, która niedawno zatrudniła ją do stworzenia filmu do projektu #StellaBy. Tak doszło do psychodelicznej wyprawy na pustynię w Nevadzie, z postojem w upiornym Clown Motel — w miejscu, w którym w 1940 roku przeprowadzano próby bomb atomowych. Spotkaliśmy się z Philippą i weszliśmy w jej wyjątkowy świat.

Gdzie dorastałaś i jaka byłaś w dzieciństwie?
Dorastałam w Anglii, a w wieku 10 lat przeniosłam się do Los Angeles. Byłam dość dziwna... Byłam chłopczycą i jeździłam na koniach tak często, jak było to możliwe. Ciągle tworzyłam złożone projekty artystyczne i wynalazki.

Czego się uczyłaś?
W szkole średniej uwielbiałam matematykę i przedmioty ścisłe. Zdobyłam nagrodę na konkursie w trakcie kalifornijskich targów naukowych, gdy miałam 13 lat. Dopiero w ostatniej klasie postanowiłam, że pójdę do szkoły artystycznej. Wybrałam Parsons w Nowym Jorku. Studiowałam projektowanie zintegrowane, które było moją samodzielną specjalizacją. Mogliśmy wybrać sobie ze wszystkich przedmiotów nauczanych w Parsons, to było super.

Czy masz rodzeństwo? Jak wyglądają relacje w twojej rodzinie?
Mam dwie niesamowite, młodsze siostry — są moimi najlepszymi przyjaciółkami. Moja rodzina jest świetna, rodzice bardzo nas wspierają. Czasem zastanawiam się nawet, skąd w moich pracach bierze się ten straszny mrok.

Masz bardzo charakterystyczną estetykę. Gdzie szukasz inspiracji?
Zawsze i wszędzie. Dużo czytam... o historii, naukach ścisłych, psychologii, mitologii, technologii. Moje sny bardzo mnie inspirują, są szalone. Bardzo interesuje mnie teraz Ameryka. Staram się unikać Instagrama i Tumblra i nie czerpać z nich inspiracji, bo uważam, że przez to wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Poza tym znajduję inspiracje wszędzie.

Twoje prace nawiązują do tematów sci-fi, dystopii i zniekształceń. Skąd wzięło się to zainteresowanie?
Sama próbowałam to rozgryźć. Zawsze pasjonowała mnie nauka, ale chyba po prostu w przeszłych życiach musiałam przejść coś strasznego. W dzieciństwie przyciągałam same nieszczęścia, doświadczyłam paru naprawdę traumatycznych wypadków i spędziłam dużo czasu w szpitalach. Myślę, że stąd biorą się moje nawiązania do sci-fi i zniekształceń. Łącząc wszystkie inspiracje, tworzę wyimaginowane światy, w których żyją moje prace... zawsze okazują się dystopijne.

Czy możesz opisać swój proces twórczy?
To trudne pytanie. Wszystko zależy od tego, nad czym pracuję. Jestem bezpośrednio w to zaangażowana, nauczyłam się jak zrobić większość różnych części, które wchodzą w skład moich prac w różnych technikach.

Nie poznałam jeszcze nikogo, kto robi to w ten sam sposób, co ja. Zrozumiałam, że bawiąc się programem do animacji albo montażu, oświetleniem czy projektorami, mogę odkryć nowe sposoby na tworzenie mojej sztuki. To bezpośrednie zaangażowanie jest dla mnie bardzo ważne.

Jak doszło do tego, że zajęłaś się sztuką multimedialną i scenografią?
Nigdy nie przywiązałam się do jednego medium. W Parsons uczyłam się mody, filmu, grafiki i ilustracji. Po szkole pracowałam w firmie architektonicznej, potem założyłam własną markę modową [GG$] Guns Germs $teal. Prowadzenie marki pozwoliło mi połączyć wszystkie zainteresowania: branding, projektowanie ubrań, reżyserowanie lookbookowych filmów... Tak doszłam do teledysków, co poprowadziło mnie do scenografii i wizualizacji. W międzyczasie nadal robiłam własne instalacje artystyczne. Chyba jestem uzależniona od robienia nowych rzeczy, na których się nie znam i szukania rozwiązań po drodze. Jak tylko opanuję jakąś technikę, jestem gotowa na spróbowanie kolejnej.

Jak doszło do współpracy z artystkami takimi jak Rihanna, Brooke Candy, Banks i Lion Babe?
Zaczęło się od mojej marki. Wielu muzyków nosiło te ubrania i stąd mnie znało. Gdy przestałam robić ciuchy, podpisałam kontrakt z agencją kreatywną Maavven i zaczęłam kręcić teledyski. Moja prace stawały się coraz bardziej znane i kontaktowało się coraz więcej artystów.

Z jakim innym środkiem wyrazu chciałabyś jeszcze pracować? A także z jakimi artystami chciałabyś nawiązać współpracę?
Szczerze mówiąc, większość moich prac z ostatnich lat było wynikiem współpracy, więc teraz skupiam się głównie na własnych dziełach. Prowadzę długofalową współpracę z moją niesamowicie utalentowaną przyjaciółką, Niną McNeely. Pracujemy nad szalonym filmem pełnometrażowym. To zdecydowanie medium, w którym — tak jak z moją marką modową — łączę wiele zainteresowań w jedno.

Z kim najbardziej chciałabyś współpracować?
Z już nieżyjących: z Teslą. Współcześnie: z NASA!

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Lynette Nylander