geniusz niezwykłości, czyli targi paris photo los angeles

Najlepsze galerie fotograficzne z całego świata, zbierają się w jednym miejscu – w Paramount Studios w Los Angeles, aby pokazać światu najwybitniejsze talenty dzisiejszej fotografii.

tekst i-D Staff
|
04 Maj 2015, 4:35pm

Tegoroczne targi fotograficzne — Paris Photo Los Angeles, które odbyły się w długi majowy weekend na ogromnym terenie Paramount Studios, to bardzo, bardzo niezwykły event artystyczny. Hollywoodzka fabryka filmów udostępniła swą siedzibę, aby ugościć czołowe wydarzenie w świecie fotografii, umożliwiając gościom przechadzanie się wśród kultowego planu filmowego pod błękitnym, hollywoodzkim niebem. Nad głowami leniwie szybują jastrzębie — coś, co raczej nie zdarza się podczas innych targów. Widziałem również walkę dwóch kolibrów, której zwycięzcą został - tak jak w przypadku wszystkich walk kolibrów — ten z dłuższym dziobem.

Atelier Paramount Studio to tak naprawdę udawany Nowy Jork- tu nakręcono między innymi Artystę. Krótkie alejki i wysokie elewacje tworzą bardzo realistyczną fatamorganę wśród pustynnego piasku, a jeśli Los Angeles zamierza przywłaszczyć sobie szczytową pozycję Nowego Jorku w świecie sztuki, to czemu by nie spróbować w otoczeniu pustego w środku, prowizorycznego Manhattanu… W dniu otwarcia targów, co uderza jako pierwsze, to to, jak bardzo wszyscy są wysocy i jak bardzo chudzi, a wszelkie indywidua, odziane w gotycko-cyganerskie kreacje, sprawiają, że czujesz się jak na Coachelli. Na udawanych uliczkach stoją ciężarówki z jedzeniem, sprzedające mini burgery z najdroższą na świecie wołowiną Kobe, czy też lody o smaku legendarnego homara z Maine. Są też starsze panie o napompowanych ustach, wciśnięte w super obcisłe miniówy i super wysokie szpilki. Wszystko to bardziej przypomina targi artystyczne rodem z Gossip Girl…

Paris Photo Los Angeles trąci zatem groteską. Wysłużone wózki golfowe obwożą po ekspozycji ważne osobistości, bądź też dostarczają gościom wiaderka wypełnione lodem i szampanem. Do strefy VIP prowadzi oczywiście długi, czerwony dywan. Niektóre meble są totalnie nie z tej ziemi, na przykład galeria Ammann z Kolonii ze swymi stołami w kształcie wielopoziomowego tortu ślubnego, a także stołków w postaci bloków wykonanych z żywicy, na których nikt nigdy nie siada. Tak czy inaczej, groteskowe czy też nie — targi są niesamowitą frajdą, a najlepsze prace rzeczywiście zasługują na aplauz:

Cristina De Middel, My Life In The Bush of Ghosts [moje życie w puszczy upiorów], 2012, zdjęcie dzięki uprzejmości Dillon Gallery

Cristina De Middel w Dillon Gallery w Nowym Jorku
Hiszpańska artystka, Cristina De Middel, prezentuje instalację zatytułowaną This is What Hatred Did [to, co zgotowała nam nienawiść], zainspirowaną potworną powieścią Amosa Tutoli z 1964 roku — Moje życie w Puszczy Upiorów. Książka opowiada o młodym chłopcu ukrywającym się przed żołnierzami wśród nawiedzonej nigeryjskiej przyrody, w upiornym świecie duchów plemienia Yoruba, gdzie nie mają wstępu zwykli śmiertelnicy.

Jedno ze zdjęć przedstawia dziecko w różowym prześcieradle, przebrane za ducha; na innym widać ogromne afrykańskie ślimaki w karnawałowych maskach, wyglądające niczym oślizłe, tępe twarze. Jest również zdjęcie węża morskiego, noszonego w spodniach jako dość niebezpieczny pasek. Kwestia ubioru jest, jak się okazuje, bardzo ważnym aspektem w realistycznej twórczości De Middel.

Z ciekawostek: powieść Moje życie w Puszczy Upiorów była też inspiracją dla doskonałego albumu Briana Eno i Davida Byrne'a.

Mona Kuhn, Channon, 2013, zdjęcie dzięki uprzejmości galerii Diane Rosenstein Fine Art

Mona Kuhn w galerii Diane Rosenstein Fine Art w Los Angeles
W środku jednego z ogromnych pomieszczeń studyjnych Paramount widnieje mglisty i przesączony światłem akt autorstwa Mony Kuhn - brazylijskiej artystki mieszkającej w L.A. Akt ilustruje kalifornijski sen na jawie za pomocą jednej klatki; ciało o pięknym kształcie, symetryczna architektura i falista przyroda wszystkie zdają się stapiać w jedno pod palącym słońcem.

Motoyuki Daifu, zdjęcie dzięki uprzejmości Little Big Gallery

Motoyuki Daifu, zdjęcie dzięki uprzejmości Little Big Gallery

Motoyuki Daifu w Little Big Gallery w Los Angeles
Wystawa stanowi osobliwą przeplatankę prac dwóch japońskich fotografów: uznanego Nobuyoshi Araki oraz mniej znanego Motoyuki Daifu. Z jednej strony dziewczyna na smyczy, z drugiej - trio najaranych nastolatków na łóżku, jedzących słodycze.

Niektóre ze zdjęć Daifu pochodzą z serii opatrzonej jednym z najlepszych tytułów w historii sztuki: The family is a pubis. So I cover it with pretty panties. [rodzina to łono, więc zakrywam ją ładnymi majtkami]. Seria portretuje życie codzienne w małym apartamencie, który dzieli z rodzicami i pomimo cynicznego tytułu, jest to bardzo słodki, intymny obraz kraju, gdzie mnóstwo młodych ludzi żyje z rodzicami po 30-tce i prawie nikt nie zawiera już związków małżeńskich.

David Magnusson, Purity Ball [bal dziewic], zdjęcie dzięki uprzejmości Pictura Gallery

David Magnusson, Purity Ball [bal dziewic], zdjęcie dzięki uprzejmości Pictura Gallery

David Magnusson w Pictura Gallery w Bloomington
Seria zdjęć szwedzkiego fotografa, Davida Magnussona, o tytule Purity Ball[bal dziewic] to raczej niecodzienne portrety życia rodzinnego - w tym przypadku przedstawiające ojców przytulających córki na tle południowoamerykańskiego krajobrazu, wśród otwartych przestrzeni w pobliżu ich domów. Bal dziewic to chrześcijański obrzęd, w czasie którego młode dziewczęta przysięgają dotrwania w czystości aż do zamążpójścia, ojcowie zaś obiecują chronić cnoty swych córek. Czasami wymieniają się też pierścionkami. Jest w tym coś zarówno strasznie odrażającego, ale i szlachetnego, a David nabrał szacunku dla tej dziwnej ceremonii, tłumacząc to w następujący sposób: „z biegiem czasu po prostu zauważyłem, że ci ojcowie, jak wszyscy rodzice, najzwyczajniej w świecie chcą chronić swoje ukochane córki, jak najlepiej potrafią. Często też to same dziewczynki wychodziły z inicjatywą wzięcia udziału w uroczystościach, a decyzje podejmowały zgodnie ze swoją wiarą i przeświadczeniem. W wielu przypadkach ojcowe nie wiedzieli, co to jest bal dziewic, zanim nie zostali nań zaproszeni przez córki właśnie."

Być może zjawiska, takie jak bal dziewic istnieją po części dzięki artystom jak Araki, bo nikt nie chce zobaczyć na zdjęciu własnej córki, nagiej i związanej w domu jakiegoś starego, japońskiego zboczeńca.

Roger Steffen, Silverlake, sierpień 1977, 2015, zdjęcie dzięki uprzejmościFamily Acid, S_U_N_ i Printed Matter

Roger Steffens w Printed Matter, Inc. w Nowym Jorku
Artystyczne wydawnictwo Printed Matter, Inc. na miejsce swojego sklepu wybrała fikcyjną pralnię chemiczną, urządzoną w jednym z pomieszczeń studyjnych, na drzwiach którego powieszono łapacz snów wraz ze skorpionem zatopionym w żywicy, kołysanym przez wiatr. Na zewnątrz stoi Roger Steffens we własnej osobie, w kwiecistej koszuli z przypinką Boba Marleya, kartkujący swój własny album The Family Acid, opowiadający historie o paleniu trawki z wykonawcami reggae, o poznaniu „wysokiego, niewidomego wikinga/muzyka", czy też o dzieleniu mieszkania z najbardziej rannym fotoreporterem z Wietnamu - człowieka, który przeżył cztery wybuchy i którym inspirował się Coppola, pisząc rolę Dennisa Hoppera do Czasie Apokalipsy.

Targi w dużej mierze skupiają się na przeszłości Ameryki i pokazywaniu, w jaki sposób już utracona Ameryka została zakonserwowana na zdjęciach. W tym wypadku, zdjęcia Steffena oferują psychodeliczną podróż, zaczynającą się od wojny w Wietnamie, a kończącą dziś. Jaskrawe i podwójnie naświetlone zdjęcia ujrzały światło dzienne tylko dzięki dzieciom Steffena, które odkryły jego stare klisze Kodaka i zaczęły wrzucać je na Instagram 
@thefamilyacid. Jest to projekt rodzinny, generujący nadzwyczajne obrazy.

Ken Gonzales-Day, Hands Up [ręce w górę], 2015, zdjęcie dzięki uprzejmości galerii Luis De Jesus w Los Angeles

Ken Gonzales-Day w Luis de Jesus w Los Angeles
Na koniec: projekt filmowy amerykańskiego artysty i profesora, Kena Gonzales-Daya, zatytułowany Run Up, stanowiący historyczną rekonstrukcję linczu na latynoskim mężczyźnie w Santa Rosa w stanie Kalifornia, mającym miejsce w 1920 roku. Projekt, który wywleka brudną historię, potępia karę śmierci i nawiązuje do dzisiejszego okrucieństwa policji, jest, jak na przedsięwzięcie artystyczne w podobnym kontekście, niezwykle nacechowany politycznie, a przez to bardzo poruszający.

W tym roku, Gonzales-Day uwiecznił na zdjęciach również marsz protestacyjny w Los Angeles, który odbył się na cześć śmierci nieuzbrojonego, czarnoskórego nastolatka, Michaela Browna, w Ferguson w stanie Missouri. Fotografie pokazują też pokłosie zamieszek w Ferguson, odzwierciedlają to, co naprawdę dzieje się na ulicach.Teraz, gdy płonie Baltimore, jest to projekt bardzo ważny i na czasie, niestety przedstawia zjawiska, których świat nie przyzwyczaił się jeszcze widywać na wystawach sztuki nowoczesnej. Fotografia jednak jest na tyle plastyczna, że obraz można wykreować z niczego i to dosyć szybko. Niesamowicie fascynujące jest zatem to, ile pokrywają te targi, przez rozpiętość czasową po geograficzną, obrazując zarówno triumfalne wzloty, jak i katastroficzne upadki ludzkości.

parisphoto.com/losangeles

Kredyty


Tekst: Dean Kissick
Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
Los Angeles
Kultura
Paris Photo