dlaczego kochamy celebryckie rodzeństwa

Posiadanie rodzeństwa trudno uznać za trend zważywszy że a) zjawisko to istnieje od początku życia na Ziemi b) nie za bardzo ma się na nie jakikolwiek wpływ. Jednak wśród celebrytów chyba nigdy nie było tylu braci i sióstr co dziś.

tekst Georgie Wright
|
03 Listopad 2015, 1:15pm

@kimkardashian

Gdy byłam gubiącą mleczaki dziesięciolatką, moimi idolkami były bliźniaczki Olsen. Oprócz lalek Mary-Kate i Ashley miałam charakterystyczną sukienkę wiązaną na szyi (niestety jeszcze sprzed czasów The Row), grę Playstation o przygodach słynnych sióstr i ułożone kolorami na półce książki z serii „Jak dwie krople wody". Jestem też pewna, że na moją późniejszą decyzję o przeprowadzce do Londynu miało wpływ obejrzenie jakieś 367 razy filmu „Londyn jest cool". Moja obsesja nie wynikała jednak jedynie z uwielbienia dla hardych ripost i dopasowanych kolorystycznie dżinsowych spódniczek. Jej prawdziwe źródło stanowił fakt, że Mary-Kate i Ashley były bliźniaczkami — zjawisko niepojęte i mistyczne niczym jednorożec. Mogłam kupować sobie kolejne pary za dużych okularów przeciwsłonecznych i chodzić na kawę do Starbucksa, ale nie mogłam urzeczywistnić marzenia o posiadaniu siostry bliźniaczki. Oczywiście kochałam mojego starszego brata całym sercem, ale nie nadawał się on do roli najlepszej przyjaciółki, z którą mogłabym porozumiewać się telepatycznie i uzgadniać stroje.
Dziś najsłynniejszym rodzeństwem świata są Kardashianki. Jedni je kochają, inni nienawidzą, ale nie ulega wątpliwości, że to ich nazwisko najczęściej okupuje czołówki gazet i serwisów plotkarskich. Oto one, w monochromatycznych strojach i maskach na otwarciu kolejnego sklepu Dash w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy miasta; siedzące w pierwszym rzędzie z Anną Wintour i Lorde na pokazie kolekcji Kanye Westa; na okładce Cosmo jako „pierwsza rodzina Ameryki".

Siostry Kardashian to jednak nie jedyny przykład na to, że posiadanie rodzeństwa może być przepustką do sławy. Obecnie na topie są zaprzyjaźnione z Kendall Jenner siostry Hadid, z kolei Grace Dunham, czyli siostra Leny Dunham, zadebiutowała niedawno na wybiegu prezentując kolekcję Ekhaus Latta na wiosnę/lato 2016. Do tego dochodzą znane z okładek i-D Willow Smith i Elle Fanning, które również mogą poszczycić się sławnym rodzeństwem.

Oczywiście powyższe przypadki można z łatwością uznać za nepotyzm w czystej postaci. W przemyśle rozrywkowym sukces zależy w równym stopniu od talentu, jak i od liczby fanów, a znane nazwisko na pewno pomaga wyróżnić się spośród tysięcy ludzi próbujących zaistnieć w cybersferze.

Braciom i siostrom sławnych osób łatwiej się przebić, ale jeśli chcą oni (i one) na stałe zaistnieć w ludzkiej świadomości i zrobić karierę, nie mogą spocząć na laurach. Muszą mieć to coś — czy to konkretny talent, czy dużą, fascynującą i (w miarę) zwariowaną rodzinę. To, że Elle Fanning łatwiej przyszło zostać aktorką nie przekreśla jej talentu i ciężkiej pracy, jaką wykonałaby osiągnąć sukces. I choć według niektórych Kim Kardashian pozbawiona jest jakiegokolwiek talentu, nie zrobiła kariery wyłącznie dzięki słynnej seks-taśmie i posiadaniu wyjątkowo jędrnego tyłka. Jak podkreśla w artykule w Cosmo Ryan Seacrest, czyli producent „Z kamerą u Kardashianów" i samozwańczy starszy brat sławnych sióstr, „największą siłę oddziaływania ma rodzina. Kardashianki mogą być olśniewające i zwariowane, a ich życie może bardzo różnić się od naszego, ale więzy rodzinne są uniwersalne." Innymi słowy, urządzanie wesela w Wersalu i zajeżdżanie na nie karocą raczej nie mieści nam się w głowie, ale już kłótnia o to, kto uprzątnie psią kupę jak najbardziej tak.

Choć Seacrest mieni się starszym bratem Kardashianek, uwagę zwraca nieobecność na wspomnianej okładce Cosmo ich prawdziwego brata. Również w innych cieszących się obecnie sławą rodzeństwach rządzą dziewczyny — oprócz sióstr Fanning, Hadid i Dunham mamy przecież jeszcze siostry Knowles, Haim i Delevingne. Nie powinno to szczególnie dziwić biorąc pod uwagę, że dzisiejszego zainteresowania kobiecymi postaciami i relacjami między nimi nie zaspokaja już ograny motyw „wrednych dziewczyn". Liczy się zwłaszcza poczucie kobiecej solidarności, na której bazuje m.in. instagramowa kampania Taylor Swift pod hasłem #squadgoals.

Jest jednak pewna różnica. Bardzo fajnie, że Taylor Swift lansuje pozytywny model przyjaźni między kobietami, tylko że to wszystko wydaje się nieco nierealistyczne. Świat, w którym wszyscy kumplują się ze wszystkimi, bo liczą się wspólne cele, nie przekonuje. Każda relacja między ludźmi — platoniczna, miłosna, rodzinna czy jeszcze inna — ma swoje wzloty i upadki. Bracia i siostry potrafią stanąć za sobą murem, tak jak chciałaby tego Taylor Swift, ale zdarza im się też ranić się nawzajem, awanturować i robić sobie na złość, i to publicznie. Jednocześnie, nawet gdy oglądamy bójkę w windzie między Solange i Jayem Z to wierzymy, że Beyonce i jej młodsza siostra jakoś rozwiążą ten problem. Kardashiankom zarzuca się czasem sztuczność (także niektórych części ciała), ale chaos wynikający z dynamiki ich wewnątrzrodzinnych relacji jest prawdziwy. Miłość oparta na więzach krwi jest bezwarunkowa, szczera i nieprzemijająca, a z osiągnięciem takiego właśnie efektu programy z gatunku reality show zawsze miały (i wciąż mają) problem.

Chciałabym myśleć, że przywołane wcześniej słowa Seacresta są prawdziwsze niż jego opalenizna — że nasza fascynacja celebrytami i celebrytkami, których łączą więzy krwi, to echo więzi i uczuć łączących nas z naszymi własnymi braćmi i siostrami.

Przeczytaj też:
Siostry Jenner, Smalls i Hadid są gwiazdami nowej kampanii Balmain
Sonia Rykiel zabiera siostry Jagger do lasu
Grace, siostra Leny Dunham, na wybiegu

Kredyty


Tekst: Georgie Wright
Zdjęcie: @kimkardashian

Tagged:
jenner
trendy
Μόδα
celebryci
Rodzeństwo
hadid
bracia
siostry
siostry olsen
smalls