poznajcie sama colleta, ulubieńca ricka owensa

Sam zachorował w dzieciństwie i stracił wszystkie włosy, gdy miał 13 lat, ale to go nie złamało. Zamiast się poddać, zrobił karierę w świecie mody i zdobył czarny pas karate.

|
cze 1 2017, 7:00am

Ulubionym powiedzeniem Sama Coletta jest łacińskie „Sic Parvis Magna", które oznacza „ze skromnych początków bierze się wielkość". To niezłe podsumowanie życia Sama. Dorastał na przedmieściach Surrey (hrabstwa graniczącego z rejonem Wielkiego Londynu) i spędził dzieciństwo patrząc na londyńskie wieżowce ze szczytu wielkiego wzgórza.

Sam zawsze wyróżniał się z tłumu. W wieku czterech lat ze stresu nabawił się łysienia plackowatego, a do trzynastego roku życia całkowicie stracił owłosienie. Z porcelanową skórą, mocnymi rysami i szaro-niebieskimi oczami wygląda wyjątkowo. Jednak jeśli chodzi o wspomnianą w łacińskiej sentencji wielkość, wygląd nie ma z nią nic wspólnego. Tkwi ona w postawie Sama: w jego pewności siebie, wrodzonym uroku i ciekawości świata. To właśnie ich połączenie sprawia, że jest taki wyjątkowy.

Tam, gdzie inni odpadają w przedbiegach, Sam jest pierwszy do rzucenia się na głęboką wodę. Zamiast nieustannie ukrywać głowę pod czapkami, zaakceptował swoją chorobę i łysienie. Od tamtej pory osiągnął same niesamowite rzeczy, od zdobycia czarnego pasa w karate po stanie się cenioną muzą Ricka Owensa.

Spotkaliśmy się z Samem, by porozmawiać o pięknie.

Jakie to przeżycie, zachorować na łysienie plackowate tak młodo?
Cóż, miałem 13-14 lat i zaczęły mi wypadać wszystkie włosy. Krępowałem się i wstydziłem tego, jak ludzie będą mnie postrzegać, co będą zakładać o moim stanie.

Jak udało ci się to przezwyciężyć?
Pewnego dnia postanowiłem, że nie będę już się męczyć z czapkami i ukrywaniem tego, co się dzieje. Ludzie nie zareagowali tak, jak się spodziewałem. Ku mojemu zaskoczeniu wszyscy wykazali się zrozumieniem i martwili się, czy wszystko w porządku. Wielu mówiło, że nie udałoby im się z tym poradzić w ten sam sposób, co mi, ponieważ po prostu wziąłem to na klatę i powiedziałem: „Oto kim teraz jestem, jedziemy z tym".

Kim chciałeś zostać, gdy byłeś młodszy?
Zawsze chciałem być strażakiem, zachwycała mnie możliwość pomocy innym. Kilka lat później zmieniłem zdanie, ale nie straciłem tego pragnienia niesienia pomocy.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak zaczęła się twoja kariera modela?
Anna Shillinglaw z MiLK Management zauważyła mnie w supermarkecie Waitrose, byłem tam z mamą. Anna podjechała do nas z wózkiem i zapytała czy próbowałem kiedyś sił w modelingu. Oczywiście odpowiedziałem, że nie. Wręczyła nam swoją wizytówkę i powiedziała, żebym rzucił okiem na jej stronę i jeśli mi się spodoba — żebym napisał maila. Tak zrobiliśmy. Z jednej rzeczy wynikły kolejne i oto jestem, prawie dwa lata później.

Czym dla ciebie jest modeling?
Zanim zacząłem nie znaczył dla mnie wiele. Nigdy nie sądziłem, że mogę być modelem. To był zupełnie nieznany mi świat, zupełnie jakbym wszedł po raz pierwszy do Narnii. W końcu stało się to dla mnie naturalne. Uwielbiam to i wszystkie przygody, które się z tym wiążą.

Jak modeling zmienił sposób, w jaki postrzegasz siebie?
Kiedyś bardzo wstydziłem się tego, jak wyglądam od szyi w dół, bo jestem chudy. Gdy zacząłem pracować jako model to się zupełnie zmieniło. Nie widzę siebie już jako tego chudego dzieciaka, który ciągle musi się zasłaniać. Zamiast tego czuję się dumny z tego, kim jestem. Już nie martwię się tym, co inni ludzie myślą o moich chudych nogach i bladej skórze. To dzięki nim jestem sobą.

Jaką radę dałbyś młodym ludziom, którzy chcą pójść w twoje ślady?
Powiedziałbym: nie bójcie się tego, skąd pochodzicie ani jak wyglądacie, dajcie sobie szansę. Nie próbujcie iść w czyjeś ślady, zamiast tego idźcie własną ścieżką i róbcie to, co chcecie.

Ostatnio większa różnorodność na castingach stała się tematem szerszej debaty. Jak myślisz, dlaczego?
Dlatego, że społeczeństwo nieustannie ewoluuje i się rozwija. Jasne, niektórzy utknęli w przeszłości, ale nie powinno tak być. Każdy powinien mieć prawo pojawić się na castingu albo zostać modelem. Nie można kogoś wykluczać tylko ze względu na określony kolor skóry czy seksualność. To nie powinno mieć znaczenia.

Czym jest dla ciebie piękno?
Zawsze czułem, że żeby być pięknym, nie trzeba wyglądać niesamowicie. Zamiast tego trzeba być zadowolonym ze swojego wyglądu.

W zeszłym roku poleciałem do Ameryki z tatą i starszym bratem. Pojechaliśmy z San Francisco do jeziora Tahoe. Droga leżała na krawędzi klifu. Było widać ciągnące się kilometrami góry, lasy i jezioro. Dla mnie to prawdziwe piękno.

Kiedy czujesz się najpiękniejszy?
Gdy mam na sobie flanelową koszulę — kocham je i uważam, że są niesamowicie wygodne. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Zdjęcia: Finn Constantine
Sam Collet z agencji MiLK Management