dziewczyńska siła islandzkiego hip-hopu

Dziewczyny z Reykjavíku stawiają czoła męskiej dominacji: „Nie obchodzi nas, czy to, co rapujemy, cię obraża!”.

tekst Francesca Dunn
|
26 Wrzesień 2016, 3:25pm

Licząca 15 członkiń (20, jeśli policzyć ich DJ-ki i zagraniczne współpracownice) grupa Reykjavikurdaetur to hip-hopowy kobiecy kolektyw prosto z Islandii. Rapują o wszystkim: od polityki do seksu analnego. Napisały nawet hymn na Islandzki Marsz Szmat i nadal zamierzają królować na islandzkiej scenie hip-hopowej, zakłócając tym samym nieustanną dominację mężczyzn w tym świecie. Zanim obejrzeliśmy ich obiecujący występ podczas Iceland Airwaves (słyszeliśmy od znajomych, którzy widzieli ich show na żywo, że można spodziewać się doczepianych penisów i wegańskich przekąsek), spotkaliśmy się z aktywistkami-muzyczkami, których prace inspirują ludzie i waginy. Poznajcie bombowe córy Reykyaviku i posłuchajcie ich nowego kawałka, „HÆPIÐ".

Jakie są plusy i minusy posiadania tylu członkiń w grupie?

Sądzę, że jest zaskakująco mało minusów bycia w dużej grupie. Może to dlatego, że bardzo się lubimy, obdarzamy siebie miłością i wszystkie chcemy, aby dalej nam się dobrze układało. Dzięki temu, że jest nas tyle, możemy tworzyć i występować w bardzo unikalny sposób. Ułatwieniem jest to, że komponujemy piosenki zazwyczaj w mniejszych grupkach (solo, w duecie albo trio), a potem nagrywamy go razem i powstaje niezły hit! Jedyna rzecz, która jest minusem tak dużej grupy, to fakt, że robienie list kawałków na koncert jest wyzwaniem. Trzeba upewnić się, że każdy będzie miał okazję chociaż przez chwilę wystąpić.

Co myślicie o obecnym stanie islandzkiej sceny muzycznej?

Islandzka scena muzyczna jest pełna życia i cały czas kwitnie. Islandzki hip-hop przedostał się do mainstreamu, co bardzo nam się podoba! Niestety, kobiety nadal nie dostają tyle wsparcia ile powinny, zwłaszcza jeśli chodzi o ten konkretny rodzaj muzyki, ale mamy nadzieję, że to się zmieni na lepsze.

Jacy są wasi ulubieni islandzcy hip-hopowi artyści?

Teraz jest ich sporo! Chociażby: Úlfur Úlfur, Alvia Islandia, Cell 7, GKR and Geimfarar.

Sądzicie, że wasza muzyka stanowi formę aktywizmu?

Niewątpliwie jest to pewien rodzaj aktywizmu. Samo to, że 15 kobiet występuje razem na jednej scenie, jest już pewnym aktywizmem. To jest właśnie nasz cel: chcemy mówić same za siebie w dobie społeczeństwa zdominowanego przez mężczyzn, dlaczego więc nie miałybyśmy wykorzystać rapu? Zwłaszcza, że właśnie ta sfera jest zupełnie zdominowana przez facetów, a kobiety od zawsze są spychane na margines. To w zasadzie jest punk. Kiedyś nawet nie umiałyśmy rapować, ale i tak to robiłyśmy, więc jak najbardziej można nas określić jako aktywistki.

O czym zazwyczaj rapujecie?

O wszystkim: od polityki do seksu analnego. Napisałyśmy wiele bardzo zróżnicowanych piosenek. Możemy tu wymienić na przykład piosenkę o seksualnej przemocy „D.R.U.S.L.A" (Z.D.Z.I.R.A.), która została hymnem Islandziego Marszu Szmat, utwór „Blamm Blamm Blamm" o korupcji na Islandii, a także „Búinaðbangann", co oznacza „już go zaliczyłam" — tytuł mówi sam za siebie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Martwicie się o to, że fani z zagranicy mogą nie zrozumieć waszego przekazu?

Myślę, że to w jaki sposób się prezentujemy, jest zrozumiałe nawet dla tych, którzy nie znają islandzkiego. Nie musisz rozumieć naszego języka, aby zrozumieć to, co chcemy przekazać. Wystarczy, że wsłuchasz się w muzykę i poczujesz klimat.

Co chcecie osiągnąć? Jak zamierzacie to zrobić?

Zapanować nad światem. Zamierzamy dalej siać zamęt.

Kiedy czujecie się najsilniejsze?

Po tym, jak damy naprawdę niezły koncert i skandujemy sobie za kulisami, nie przestajemy się śmiać i czujemy, że jesteśmy częścią czegoś bardzo ważnego dla świata i nic nas nie powstrzyma.

Jak wyglądają idealne dzień i noc w Reykjaviku?

Śpij do późna, wyjdź na miasto, kup długopisy (najlepsze długopisy i najgorszą kawę znajdziesz w księgarni Mál og Menning), poszukaj przyjaciół, idź popływać w jednym z naszych cudownych, geotermalnych basenów. A kiedy już przejdziesz przez tę rutynę, nadszedł czas na GMT, czyli odstawienie się — coś podobnego do GTL „Ekipy z New Jersey". Nie ma znaczenia, jaki to dzień tygodnia, tutaj zawsze się coś dzieje — koncerty, pokazy artystyczne, karaoke — po prostu idź do miasta i upij się (albo nie), i co najważniejsze, nie bądź chamem.

Czego ludzie mogą się spodziewać po koncercie Reykjavikurdaetur?

Wielu feromonów w powietrzu. Nie będzie nas obchodzić, czy to co rapujemy cię obraża, a ciebie niech nie obchodzi, że obrażasz nas. Może znajdziesz też jakieś wegańskie przekąski. Uwaga, bo nie mamy wprawy w rzucaniu się w tłum ze sceny. Musisz to zobaczyć!

Zobacz: poznajcie-islandzki-hip-hop

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Francesca Dunn

Tagged:
islandia
muzyka wywiady