prawdziwe islandzkie życie

Artystka Auður Ómarsdóttir opowiada nam o swoich nietypowych pracach, w których miesza prywatne zdjęcia z dziwacznymi znaleziskami.

tekst i-D Staff
|
29 Marzec 2017, 1:30pm

Trudno jest nie zauważyć Auðury Ómarsdóttiry. Jest wysoką i szczupłą kobietą o delikatnych rysach twarzy, z ustami często pomalowanymi jasnoczerwoną szminką. Jej nonszalancki, ale zarazem dziewczęcy styl wydaje się cechą wrodzoną mieszkańców Islandii. 28-letnia absolwentka Iceland Academy of the Arts jest znana ze swoich nietypowych, humorystycznych i czasami makabrycznych fotografii, filmów, instalacji oraz jej licznych współprac z artystami takimi jak Snorri Ásmundsson (ich wspólny projekt to „Death Dance" na La Calaca Festival 2013 w Meksyku podczas Dnia Zmarłych). W dniu naszego wywiadu wpadła do lobby mojego hotelu przy porcie w Reykjaviku, z którego miała mnie zgarnąć. „Tutaj w policzek całujemy się tylko raz, jesteśmy zimnymi ludźmi", żartuje. Wsiedliśmy do jej starodawnego beżowego jeepa i pojechaliśmy wzdłuż góry Esja, która dominuje nad panoramą stolicy Islandii, w kierunku East Side, gdzie dzieli ona studio z kilkoma innymi artystami. Na ulicy przed wejściem stało kilka starych karawanów. „W tym budynku jest też dom pogrzebowy", tłumaczy nonszalancko. Przy mocnej czarnej kawie, podanej na wielkiej skrzyni z narzędziami, autorka i ja oglądaliśmy zdjęcia z jej z jej życia i najnowszej solowej wystawy „SITUATIONS".

Jesteś bardziej artystką czy fotografką?
Z trudnością przychodzi mi szufladkowanie samej siebie. Dla mnie sztuka i fotografia są po prostu narzędziami do pisania tej samej opowieści, ale wyrażanej trochę inaczej. Zawsze korzystałam z wielu środków wyrazu, ale zdjęcia robię od dzieciństwa.

Jakie tematy najbardziej cię interesują?
Interesują mnie sytuacje z otoczenia, momenty z życia. Dlatego lubię mieszać swoją własną fotografię ze znalezioną, tworząc dialog. To właśnie wtedy dzieje się magia. Zawsze fascynowało mnie też wyszukiwanie rzeczy. Kiedyś chodziłam z dziadkiem do sklepów z używanymi rzeczami, żeby polować na skarby.

W twoich pracach często można znaleźć elementy komizmu. Jak używasz humoru?
Poleganie na uczuciu może dać tyle radości! Kiedy tworzysz coś, co sprawia, że czujesz że żyjesz, może okazać się to humorystyczne. Lubię jednak mieć kontrast. Budować dialog między makabrycznym i zabawnym.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Możesz powiedzieć mi coś o swojej wystawie „SITUATIONS", która otwiera się w Muzeum Fotografii w Reykjaviku? Wydaje mi się, że wiele z tych zdjęć powstało w Berlinie.
Współpracowałam z Egillem Sæbjörnssonem (który reprezentował Islandię na Biennale w Wenecji w 2017 roku) zeszłego lata. Byłam tam przez dwa miesiące i nawiązałam romans z niemieckim artystą, którego tam poznałam. Zdecydowałam więc, że zostanę dłużej.

Brzmi jak niezła przygoda!
To zmieniło moje życie. Niemcy mają tak inny sposób myślenia, bardzo praktyczny i zdeterminowany. Zaszczepiło się to we mnie, dało mi więcej skupienia. Jestem bardzo chaotyczna. Myślałam nad przeprowadzką tam, ale zerwaliśmy i musiałam wracać do swojego dziecka.

W takim razie, czy jest to wystawa zainspirowana zerwaniem?
Nie jest ona o mnie. Jest o tobie, o mnie i o nich i o tych sytuacjach… Nie chcę opowiadać swojej historii. Ona jest częścią innych. Co dziwne, pierwszy raz zostałam ocenzurowana podczas wystawy. Znalazłam zdjęcie, którego muzeum nie chciało wystawić. Przedstawia ono pogrzeb gdzieś w latach 90. na jakiejś wsi. Na trumnie można dostrzec niewyraźne nazwisko. Islandia jest bardzo małą społecznością, więc z łatwością można dotrzeć kim była ta osoba. Muzeum to nie odpowiadało.

Ta fotografia mimo wszystko wydaje się być dość spokojna.
Nie ma w niej nic złego, jest piękna. Jest bardzo normalna, wszyscy kiedyś byli w takiej sytuacji, jednak jest ona intymna. Dla mnie ta fotografia zawiera całą koncepcję tej wystawy i dziwnie jest myśleć, że się na niej nie znalazła.

Jak myślisz, co to mówi o islandzkim społeczeństwie?
Łatwo zajść nam za skórę, jesteśmy bardzo staroświeccy i wrażliwi.

Co dzieje się na tym zdjęciu?
To mój syn. Obudził się z zakrwawionym nosem i nie mogłam przestać robić zdjęć! Jest teraz ze swoim tatą, podczas kiedy ja pracuję nad wystawą. On profesjonalnie trenuje sztuki walki, a ja jestem artystką i samotną mamą. Nasze wspólne życie jest dość dziwne.

Współpracowałaś ze Snorrim Ásmundssonem. Jak było?
Jest bardzo interesującą osobą. Kilka lat temu szukał martwego ciała, żeby nagrać wideo. Chciał z tym ciałem tańczyć. Wstawił ogłoszenie do gazety, żeby znaleźć dawcę.

Udało mu się to?
Jeszcze nie! Nie doszło to do skutku. Pewnego razu umieścił mnie w swoim wideo, byłam wtedy w ciąży i kazał mi tańczyć w burce do izraelskiej piosenki.

Jacy inni artyści mieli na ciebie największy wpływ?
Agnes Martin to jedna z moich ulubionych artystek. To zabawne, ponieważ uważa ona, że muzyka jest najwyższą formą sztuki, a muzyka miała na mnie pewnie większy wpływ niż sztuka.

Co z Björk? Jaki ma ona wpływ na tutejszą społeczność twórców?
Ona jest potomkiem islandzkiej energii i natury, jest po prostu Islandią, jest taka jak ona. Jednak to jej ostatni album zrobił na mnie największe wrażenie. Przechodziłam przez zerwanie i słuchałam go w kółko. W zasadzie to jej były partner Matthew Barney miał na mnie największy wpływ, zaraz po Michaelu Jacksonie. Ściągałam jego wszystkie teledyski na Napsterze, kiedy byłam nastolatką.

Masz już w planach kolejne projekty?
Chciałabym stworzyć krótki film. Bycie artystką w studiu mi nie wystarcza. Islandzki przemysł filmowy potrzebuje więcej różnorodności i więcej kobiet. Pracuję przy filmach jako freelancerka, tworząc rekwizyty itp. To dla mnie idealna praca - szukanie skarbów! Jest ona jednak zdominowana przez mężczyzn, którzy zawsze mi mówią, że jestem „taka twarda". Więc zaczynasz czuć, jakbyś musiała udowadniać swoją wartość, ale to dobre wyzwanie. Jest tutaj coraz więcej kobiet robiących świetne filmy i świetną sztukę. Uwielbiam Elin Hansdottir.

Kolektyw Kling & Bang właśnie otworzył nową przestrzeń przy porcie. To pewnie duże wydarzenie dla społeczności artystycznej?
Tak. Bardzo potrzebujemy przestrzeni prowadzonych przez artystów. To nowe miejsce jest jak przełom w tutejszej historii sztuki. Sytuacja związana z czynszami w Reykjaviku jest okropna. Biznes turystyczny tylko to pogarsza i na rynku jest bardzo mało mieszkań, na które mogliby sobie pozwolić młodzi ludzie, wyprowadzający się od rodziców. To bardzo trudne jeśli jest się samotną matką, albo chce się kontynuować naukę.

Wystawa „SITUATIONS" będzie czynna do 30 maja 2017 roku w Muzeum Fotografii w Reykjaviku,borgarsogusafn.is.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Benoit Loiseau

Tagged:
Fotografia
Reykjavik
islandia
sztuka
auður Ómarsdóttir