Reklama

rose mcgowan wypowiada wojnę szowinizmowi

Rose McGowan o wolności, feminizmie i walce o przekonania.

tekst Tish Weinstock
|
23 Listopad 2016, 5:30pm

Zdjęcia z i-D numer 277, „Out of the Blue", 2007 rok

Dorastała wśród poligamicznych sekciarzy Dzieci Boga, od których uciekła, aby zamieszkać z drag queens. Następnie stała się ikoną nastoletniego kina w jednym z najpopularniejszych seriali lat 90. Wydaje się, że Rose McGowan przeżyła już wszystko. Status gwiazdy zyskała w latach 90. dzięki roli zapatrzonej w siebie, nastoletniej delikwentki Amy Blue w kultowym filmie Gregga Arakiego „The Doom Generation — Stracone pokolenie". Praktycznie zawsze gra czarne charaktery, a status ulubionej femme fatale Hollywood umocniła pojawiając się na gali nagród MTV VMA jedynie w łańcuszkowej kreacji i stringach, u boku swojego ówczesnego chłopaka, Marilyna Mansona. Jak widać wszystko ma gdzieś.

Zwrotem w jej karierze były lata 00., kiedy obsadzono ją w roli jednej z sióstr Halliwell w serialu „Czarodziejki". Nie myślano już o niej jako księżniczce z kultowych, niezależnych filmów takich jak „Cukiereczek" czy „Grindhouse: Death Proof" i „Planet Terror". Od czasu jej występu w roli dobrotliwej czarownicy i mainstreamowego sukcesu minęły lata, a dziś Rose wraca do bycia twardzielką. Jedyna różnica jest taka, że darowała sobie aktorstwo, zastępując je reżyserią i aktywizmem społecznym: od wystąpienia na politycznym benefisie, w trakcie którym mówiła wprost o seksizmie Hollywood i mizogynistycznych mediach, Donaldzie Trumpie i wyższości mężczyzn stanowiącej fundament społeczeństw zachodu, aż po twitterowy aktywizm, dzięki któremu Rose stała się jednym z ważniejszych głosów „skazanego pokolenia". Jest totalną punkówą i zawsze nią była. Obecnie pracuje nad autobiografią „Brave" oraz pierwszym autorskim filmem „Synaesthesia". Spotkaliśmy się z Rose McGowan — aktywistką, ikoną i wojowniczką na rzecz zmarginalizowanych, żeby porozmawiać o wolności, feminizmie i walce o swoje przekonania.

Zdjęcie via Instagram

Twój życiorys jest dosyć osobliwy - dorastałaś w sekcie, od której uciekłaś, aby żyć z grupą drag queen. Jak twoja przeszłość wpłynęła na to, kim jesteś?
Moje życie jest jak długi czeski film z dużą ilością nagłych zwrotów akcji. Poznałam ludzi, którzy patrzyli na mnie z góry z powodu mojego wychowania, było mnie im żal i tak dalej. Stereotyp płotu z białych sztachet na przedmieściach powoduje u mnie palpitacje - w najgorszy możliwy sposób. Klaustrofobiczne, sztywne normy społeczne dają mi poczucie wdzięczności za to, z czym się zmagałam, co przeżyłam i kim jestem. Dorastanie i życie poza wszelkimi wyobrażalnymi normami ma swoje jasne strony. 

Przede wszystkim byłaś znana jako aktorka. W którym momencie odkryłaś w sobie głos jako kobieta, dzięki któremu miałaś siłę przemówić w imię tego, w co wierzyłaś?
Kiedy reżyserowałam swój debiutancki film, „Down". Chodziło w nim o coś więcej, niż rozrywkę - to doświadczenie dało mi siłę, dodało mi skrzydeł. Dzięki Twitterowi mój głos nie jest zagłuszany. Kiedy ustawa o równych płacach dla kobiet nie przeszła w Stanach, nie mogłam wytrzymać. To oznaczało wojnę.

Wiele kobiet boi się mówić otwarcie o zjawiskach takich jak seksizm. Boją się, że społeczeństwo nada im łatkę agresywnych lub zgorzkniałych. Jaką radę dałabyś wszystkim kobietom na świecie?
Co z tego, że faceci nazwą nas zgorzkniałymi? Zawsze przyczepiają nam łatki, równie dobrze możemy dać im powód. Nie mam pojęcia, co równouprawnienie ma wspólnego ze zgorzknieniem. Myślę, że prawica nadała słowu „feminizm" pejoratywny wydźwięk. Chciałabym to odwrócić. Jako kobiety musimy spojrzeć na nasze miejsce w społeczeństwie. Zobaczycie wtedy, że uprzejmość nie popłaca. To działa za wolno, nie ma co liczyć na litość innych. Walić to. Weźcie się do roboty.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Co byś napisała w liście do młodszej siebie? Co chciałabyś zrobić inaczej?
Porzuciłabym aktorstwo o wiele wcześniej. Problem polegał na tym, że byłam zbyt zaabsorbowana byciem innym człowiekiem. Nie miałam kiedy zastanowić się, jakie sama chciałam mieć życie. Mam do siebie o to wielki żal. Żałuję, że nie poświęciłam więcej czasu na bycie sobą.

Ostatnio media zwróciły na ciebie uwagę, bo zgoliłaś włosy. Jak się czujesz, kiedy słyszysz komentarze na temat swojego wyglądu?
Mój wygląd komentowano przez całe moje życie. Szczerze mówiąc, nudzi mnie to. Ogolenie głowy było polityczną deklaracją. Kiedy kobieta — szczególnie były symbol seksu — goli głowę to zawsze jest forma deklaracji politycznej. Przekaz jest jasny.

Co jest najtrudniejsze, a co najbardziej satysfakcjonujące w byciu kobietą?
Najcięższe jest to, że wiem, o ile prostsze byłoby życie, gdybym była facetem. Wszyscy mają problemy i ciężkie chwile, ale będąc mężczyzną istnieje pewien poziom wygody, której kobiety nie mają. W byciu kobietą najbardziej lubię, kiedy mężczyźni twierdzą, że seksizm nie istnieje. Myślę sobie wtedy: „Co ty pieprzysz?". Jakby biały powiedział czarnemu, że rasizm to bajka. Skąd niby mogą to wiedzieć? Gdy widzę, jak przeciętni faceci są gratyfikowani za nic, dobija mnie to. Mam dosyć.

Czy Hollywood to seksistowska instytucja?
Tak. Wszystkie decyzje podejmują biali faceci. Zatruwają świat swoim łopatologicznym myśleniem. Film i telewizja to największy produkt eksportowy Ameryki. Znam „magików" stojących za kulisami. Wierzcie mi, to nie oni powinni wpływać na poglądy ludzi.

Jak to zmienić?
Poza szturmem na zamek? Hmm… narzekanie nie działa. Wierzę, że powinien powstać nowy model produkcji i dystrybucji stworzony przez kobiety, dla kobiet. Nowe agencje zarządzane przez kobiety, dla kobiet. Kobiety w Hollywood muszą kontratakować. Statystycznie sytuacja kobiet w roli reżyserek jest taka sama od 1946 roku. Pomyślcie o tym — 1964. W 96% są to mężczyźni. Podkreślam, że potulność nie działa - kobiety obecnie pracujące w Hollywood mają obowiązek pomocy innym, nie facetom. Oni otrzymali wystarczającą pomoc z tytułu samego bycia facetami.

Co dla ciebie oznacza feminizm?
Wolność.

Feminizm jest teraz częścią międzynarodowego dyskursu bardziej niż kiedykolwiek. Dlaczego?
Podczas wyborów w USA było to widać jak na dłoni. Nienawiść do kobiet jest faktem. Ona istnieje. I zabija. Musi zostać zniszczona.

Co myślisz o podejściu do feminizmu jako trendu, czegoś „fajnego" o czym można pogadać, albo czegoś, pod czym podpisują się firmy w celu sprzedaży swoich produktów?
To obrzydliwe. Nienawidzę wszystkich reklam i artykułów o „body-positivity". Nie muszę czuć się lepiej w swoim ciele. Ale komentarze mężczyzn i niektórych kobiet na temat kobiecego ciała muszą się skończyć. Warto wspomnieć, że większość agencji reklamowych i kampanii prowadzą mężczyźni. Dzięki, chłopaki.

W imię czego walczysz?
W imię wolności ducha i umysłu. W imię protestu.

Kogo wspierałaś w wyborach w USA?
Hillary. Czuję się, jakby marzenie umarło.

Jak się czujesz z wygraną Trumpa?
Pod oblężeniem, chociaż tak naprawdę to jeszcze nie zaczął.

Pracujesz teraz nad autobiografią „Brave", czego możemy się po niej spodziewać?
„Brave" opowie o moich przygodach, życiu i przemyśleniach. Przez bardzo długi czas społeczeństwo mówiło mi, co myśli na mój temat. Teraz ja chcę się odwdzięczyć.

Co dalej?
Szukanie wyjścia z ciemności. Walka.

Jakie masz nadzieje na przyszłość?
Równość. Strasznie bym chciała już nigdy nie musieć mówić o feminizmie. Ale nie mam wątpliwości, że sufrażystki powiedziałyby to samo.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Tish Weinstock
Zdjęcia Matt Jones
Stylizacja George Kotsiopoulos