nowojorscy plażowicze

Caitlin Teal Price zebrała swoje prace z ostatnich siedmiu lat, kiedy to fotografowała ludzi opalających się na najpopularniejszych plażach Brooklynu.

tekst Emily Manning
|
29 Grudzień 2016, 2:20pm

Pod wieloma względami nowojorskie plaże są mikrokosmosem tego wielkiego miasta. Są duże, bardzo zatłoczone, pełne różnorodnych ludzi z rozmaitych środowisk. Tak jak ulice Nowego Jorku, plaże wraz z szeroką gamą populacji kuszą fotografów od lat. Dwudziestoparoletnia Diane Arbus zrobiła swoje pierwsze zdjęcia spacerując właśnie po wybrzeżu Coney Island. Harvey Stein poświęcił cały album czarno-białym portretom, które zrobił tam w ciągu czterdziestu lat. Caitlin Teal Price widziała te zdjęcia, ale nie były one inspiracją do „Stranger Lives" — albumu pełnego zdjęć plażowiczów z Coney Island i Brighton Beach. Price tłumaczy, że bardziej zainspirowali ją ludzie.

„Stranger Lives" to kolekcja 70 portretów, zrobionych między 2008 a 2015 rokiem przy użyciu aparatu średnioformatowego 6x7 i filmu Kodak Portra — jest istną taksonomią plażowiczów. Price przechadzała się po plaży, zaczepiała ludzi, którzy ją zaciekawili, robiła kilka zdjęć i szła dalej. Tworząc ten antropologiczny dokument, Price uchwyciła także chaos, koloryt oraz humor, który sprawia, że ludzie Nowego Jorku są tak fascynujący. Tam większość ludzi nie pakuje samochodu akcesoriami plażowymi, po prostu biorą cokolwiek, co znajda pod ręką i wsiadają do metra. Są to prześcieradła zamiast ręczników, torebki zamiast toreb plażowych, staniki i bokserki zamiast kostiumów, czipsy zamiast kanapek. Jeden facet, którego uwieczniła Price jest w jeansach; inny opala się na płachcie plastikowej folii.

Wraz z nadejściem zimy (która również posiada swoją własną dozę ekscentryczności), rozmawiamy z Price o udokumentowaniu siedmiu lat plażowania.

Co z początku zainteresowało cię w plażowiczach?

Tak naprawdę to było zainteresowanie ludźmi. Poszłam na plażę i miałam ochotę gapić się na każdego. Byłam ciekawa historii, jakie wyczytam z ludzi. Byłam ich bardzo ciekawa.

Co przyciąga twoją uwagę podczas fotografowania?

To działa na zasadzie intuicji, na Coney Island i Brighton Beach jest mnóstwo ludzi. To, co mnie do nich przyciągało to najczęściej kolor, albo coś błyszczącego. Po prostu kluczyłam między ludźmi, taksując ich wzrokiem, gdy się zbliżałam. Potem następowała szybka decyzja, czy do nich zagadam w sprawie zdjęcia czy nie. Potrzebowałam ludzi interesujących, nie chciałam fotografować przeciętniaków ani mojej mamy po raz setny. Musiało być w nich coś dziwacznego, przyciągali mnie ludzie, których nie znałam. Czasem musiałam odejść na chwilę, żeby zebrać się na odwagę i zagadać. To było bardzo ciężkie, zaczepianie nieznajomych jest naprawdę onieśmielające.

Czy ludzie zazwyczaj się godzili na zrobienie im zdjęcia? Ten temat może być trochę newralgiczny, choć plaże Nowego Jorku to zazwyczaj miejsca, w których nie ma skrępowania.

Dokładnie i to czyni je tak świetnym miejscem. Tam nie ma zasad, ludzie mają wszystko w dupie. To świetne. Po prostu wsiadają w pociąg i jadą na plażę. Połowa z nich się zgadzała na zdjęcie. Na początku wolno mi szło, bo moje podejście było kiepskie, ale z czasem stałam się lepsza w zaczepianiu do zdjęć. A, no i oczywiście, najfajniejsi ludzie zawsze mówili „nie".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jakie miałaś podejście do ludzi? Długo o tym myślałam, ale nie wiem czy dałabym radę kogoś namówić na zrobienie mu zdjęcia.

Mam pewien specjalny strój. Taką zwyczajną, czerwoną sukienkę plażową. Nie jest zbyt piękna, ale wyróżnia się. To powód, dla którego wybieram czerwień — aby ludzie mnie zauważyli, gdy do nich podchodzę, widzieli jak się oddalam i dostrzegali mnie każdego dnia. Nie wiem czy to sprawiało, że ludzie czuli się mniej zagrożeni ale ja czułam się lepiej. A to, co mówiłam było bardzo proste, dużo się uśmiechałam i pytałam: „Przepraszam, czy mogę ci zrobić kilka zdjęć? Robię projekt, w którym przedstawiam ludzi na plaży. Możesz leżeć i nie zwracać na mnie uwagi, zaraz mnie nie będzie". To bardzo proste. Nigdy nie podchodziłam do ludzi, którzy nie byli w pozycji leżącej więc nie musiałam ich potem ustawiać. To było akurat na plus, ponieważ na plaży jest tyle ludzi, że robi się to przytłaczające. Jak wybierać z takiej ilości? To zawęziło liczbę kandydatów o połowę.

Zabawnie jest oglądać nowojorczyków na plaży, bo jest w nich jakiś nieporządek. Choć jestem pewna, że te zdjęcia zostały zrobione naprędce to wszystkie elementy ukazują osobowość tych ludzi.

Bardzo zabawnie obserwuje się plażowiczów. Wybierając ich, kierowałam się także skórą. Niektórzy ludzie mają niesamowite blizny albo tatuaże. Jest jedna blizna, której trochę się boję, ale jest świetna. Jeden mężczyzna ma krzyżyk zawieszony na szyi i leży na kwiatowym prześcieradle, które wygląda jakby należało do jego babci. Ma blizny na rękach i nogach, niektóre wyglądają na świeże samookaleczenia, a inne jak przeszczep skóry. Podobało mi się też, jak ludzie dopasowywali ręczniki. Ale interakcje z nimi były bardzo krótkie, to co widzisz jest tym samym, co widziałam albo zapamiętałam. Co prawda wciąż znajduję szczegóły, których wcześniej nie widziałam.

Planujesz powrócić na plaże w przyszłym roku?

Myślę, że tak. Jest szansa, że będę to robić tak długo, aż mi się nie znudzi. Będzie ciekawe zobaczyć, co zmieniło się przez lata. Telefony i rzeczy, bez których ludzie nie mogą przeżyć, na pewno się zmienią.


„Stranger Lives"można zamówić przez portal Capricious. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Caitlin Teal Price