Reklama

te reżyserki zmieniają sposób, w jaki postrzegamy seks

Zoe Lister-Jones, Anna Biller i Elizabeth Wood opowiadają o scenach erotycznych, które zapadły im w pamięć oraz o własnym podejściu do seksu na ekranie.

tekst Zio Baritaux
|
28 Czerwiec 2017, 3:40pm

Still from 'The Love Witch'

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

W 2016 roku kobiety wyreżyserowały zaledwie 7% z 250 najlepiej zarabiających filmów. Oznacza to, że mężczyźni wyreżyserowali 232 najczęściej oglądane na świecie filmy. Znaczy to także, że nagość i seks, które pojawiają się w większości filmów nieanimowanych z tej listy, są pokazywane głównie z perspektywy mężczyzn. Co dzieje się, gdy w fotelu reżysera zasiada kobieta? Czy jej podejście jest inne? „Moim zdaniem większość nagości w filmach jest pozbawiona wyobraźni", mówi reżyserka Anna Biller. „Dla mężczyzn chyba liczy się różnorodność kobiecych ciał. Dla mnie to nudne i przede wszystkim - to nie jest kino. W kinie na tyle sposobów można przedstawić pożądanie, a większość z nich nie ma nic wspólnego z nagością".

W filmie „The Love Witch" Biller wykorzystała tęczowe soczewki na obiektywach, kręciła przez przezroczyste materiały i płyny, a do tego skupiała się na twarzach. „Zamiast pokazywać po prostu ciała na ekranie, lubię pokazywać uwznioślone doświadczenie seksu". Elizabeth Wood, reżyserka „White Girl" woli z kolei, żeby seks w jej filmach wyglądał jak najbardziej realistycznie. Na planie czasem odgrywa sceny dla aktorów i stawia na wyjątkowo długie ujęcia. „Producenci i operator szeptali: 'Cięcie? Chyba już to mamy', a ja odpowiadałam: 'Ciiicho, stary. Tak, ja też czuje się już zakłopotana, a to znaczy, że scena wypada przekonująco'".

Dla Zoe Zoe Lister-Jones odgrywanie i reżyserowanie własnych scen łóżkowych było wyzwalającym doświadczeniem. Jej debiut reżyserski „Band Aid" jest teraz wyświetlany w kinach. „Filmowanie scen erotycznych z kobiecą ekipą było bardzo wyzwalające", mówi. „Kobiety na planie, nawet jeśli nie są nagie i nie symulują seksu, ciągle mierzą się z uprzedmiotowieniem. Przedstawienie seksualnej bliskości, która była wolna od wszelkiego poczucia strachu, było niesamowitym uczuciem".

Poniżej Lister-Jones, Biller i Wood dzielą się z nami swoimi przemyśleniami na temat zróżnicowanego podejścia do nagości i seksu w kinie, pokazanego z kobiecej perspektywy.

ZOE LISTER-JONES (Band Aid")

Kadr z filmu „Band Aid"

Czy pamiętasz pierwszy film, w którym zobaczyłaś nagość lub scenę łóżkową?
Rodzice zabrali mnie do kina na „Rób, co należy", gdy miałam siedem lat (nie dzwońcie do opieki społecznej - już za późno). Bardzo żywo pamiętam tę scenę z Rosie Perez i kostkami lodu. Pamiętam, że wydała mi się bardzo intensywna, surowa i prawdziwa. Nie wiem, czy miała wpływ na moje reżyserskie decyzje, ale z pewnością w „Band Aid" też chciałam pokazać zbliżenia w sposób, który wydawał mi się realistyczny i surowy.

Jak podchodzisz do filmowania nagości i scen łóżkowych w swoich filmach? Czemu to podejście jest dla ciebie ważne?
Myślę, że jako kobieta, byłam ostrożna i unikałam nagości na ekranie, dopóki nie miałam pełnej kontroli nad tym, jak zostanę przedstawiona. W „Band Aid" po raz pierwszy zagrałam topless i bardzo zależało mi, żeby ta scena miała wpływ na fabułę. Sądzę, że kobiety tak często są uprzedmiotowiane w filmach, że rozebranie się wymagało ode mnie długiego namysłu. W chwili, gdy jestem naga, moja postać jest najbardziej bezbronna, a jej nagość nie jest fetyszyzowana ani upiększana.

Czy sądzisz, że podchodzisz do nagości i seksu inaczej, niż mężczyźni za kamerą? Dzieje się to naturalnie czy obierasz taką ścieżkę świadomie?
Myślę, że to bardzo budujące, szczególnie dla aktorki, gdy ma autonomię i może odmówić niektórych rzeczy we własnych scenach łóżkowych. Często się jej nie ma. Jako reżyserka i aktorka zarazem mogłam stworzyć to środowisko, co było niesamowite. Myślę, że kobiety rozumieją, jak obnażający potrafi być seks i jak niezręczne może być odgrywanie intymności w pomieszczeniu przeważnie pełnym mężczyzn.

Jaki rodzaj nagości i seksu powinniśmy częściej widywać na ekranie?
Prawdziwy seks, który umacnia kobiety, zamiast je uprzedmiotowiać.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

ANNA BILLER (The Love Witch", „Viva")

Kadr z filmu „The Love Witch"

Czy pamiętasz pierwszy film, w którym zobaczyłaś nagość lub scenę łóżkową?
Nienawidziłam nagości w filmach, bo wydawało się, że wciskanie jej do każdego filmu było jedynie sposobem na zrobienie z głównego bohatera seksualnego zdobywcy i utwierdzenie nas, że docelowi odbiorcy to mężczyźni. Pamiętam, że byłam przerażona, gdy kolega z liceum powiedział, że według niego nagość w kinie była „fajna". Zrozumiałam wtedy, że według mężczyzn spoglądanie na młode, nagie kobiece ciała jest „fajne". Dla mnie to było zupełnym przeciwieństwem - poniżeniem aktorek. Czułam, że nagość redukowała kobiety i dziewczyny w filmach do zera. Ich role już uginały się pod ciężarem złego, seksistowskiego scenariusza. Były sprowadzane do roli marudnych żon albo dziewczyn z fantazji, a nagość tylko to pogarszała.

Czy to wpłynęło na sposób, w jaki teraz reżyserujesz?
Dopiero kiedy zaczęłam oglądać bardziej wyrafinowane i undergroundowe filmy zrozumiałam, że lubiłam nagość, gdy była pokazana bez całego tego seksistowskiego bagażu. Jack Smith, Kenneth Anger, Fassbinder, Joe Sarno i Radley Metzger pokazali równouprawnienie oraz poliamoryczność w nagości i erotyce. Przypomniała mi się wtedy nagość, która zawsze podobała mi się w filmach z czasów przed wprowadzeniem Kodeksu Haysa, z Hollywood lat 20. i 30. Chodziło w niej w równej mierze o męską, co o kobiecą i heteroseksualną przyjemność. Erotyka nie sprowadzała się tylko do nagich ciał, ale dotyczyła całej inscenizacji. Dotarło do mnie także, że podoba mi się, gdy w filmach nagość nie jest pruderyjnie zepchnięta na peryferia historii, ale gdy jest na pierwszym planie. Gdy cały film dotyczy seksu, nagle przestaje on być żenujący czy bezpodstawny.

Jak podchodzisz do filmowania nagości i scen łóżkowych w swoich filmach?
Zainteresowało mnie nakręcenie filmu w całości poświęconego seksowi. W moim pierwszym filmie fabularnym „Viva" dużo nagości odgrywało rolę imitacji (i komentarza) reklam oraz kreskówek z Playboya. Postrzegałam nagość w tym filmie, jako część całego widowiska. Nauczyłam się, że nagie ciała w filmach zawsze wyglądają interesująco i że jest w nich pewna jednolitość, która jest zadowalająca z estetycznego punktu widzenia. Na przykład w scenie z plaży nudystów w „Vivie" ciała były w harmonii, pasowały do siebie, wszystkie miały odcień kremowy, beżowy lub brązowy. Musiałam tylko otoczyć je dopasowanymi rattanowymi i drewnianymi meblami oraz sandałami w neutralnych kolorach. Kolorowe akcenty zapewniały także drinki z parasolkami, peruki i tupeciki łonowe oraz zmywalne tatuaże.

Emocje związane z seksowną nagością traktuję bardzo poważnie. Lubię ją pokazywać w niemal religijny sposób, bo tak seksu doświadczają ludzie, którzy wciąż są niewinni. To coś nowego, stąd bierze się erotyka. Nagi mężczyzna lub kobieta na ekranie powinni wam zapierać dech w piersiach, tak jakby stali przed wami na żywo, albo jakbyście wy stali nago przed nimi.

Czy sądzisz, że podchodzisz do nagości i seksu inaczej, niż mężczyźni za kamerą?
Lubię w równej mierze pokazywać męską i kobiecą nagość. Myślę, że to ciekawsze. Nie oddzielam jednak tego od reszty historii, którą opowiadam. W nagości znajduje się potężna erotyka, którą wykorzystuję, by naładować emocjami sceny łóżkowe. Lubię, gdy jest to bardziej psychologiczne. Na przykład w scenie seksu w „Vivie" punkt widzenia w połowie zmienia się z Vivy uprawiającej seks na animowaną sekwencję, pokazującą, jak ona doświadczała go w swojej głowie. Scena seksu w „The Love Witch" jest pokazana z subiektywnej perspektywy Wayne'a, który zażył halucynogenne narkotyki. Do tych scen wykorzystałam różne techniki: różnokolorowe soczewki i obiektywy z rozmaitymi efektami, zmianę ostrości w trakcie ujęcia, kręcenie przez przezroczyste materiały i naczynia napełnione płynami, dużo zbliżeń itd. Lubię, gdy między nagością a widownią są obecne te wszystkie warstwy. Moim zdaniem to sprawia, że sceny seksu są bardziej subiektywne i erotyczne.

ELIZABETH WOOD (White Girl")

Kadr z filmu „White Girl"

Czy pamiętasz pierwszy film, w którym zobaczyłaś nagość lub scenę łóżkową?
Gdy miałam pięć lat, niańka zabrała mnie do wypożyczalni Blockbuster - poszłyśmy tam po „Kwiaty na poddaszu" na kasecie VHS. Film jest subtelny, ale opowiada o kazirodztwie - załapałam to. Pamiętam, że myślałam sobie „Wow, filmy mogą być równie pokręcone, jak moje uczucia" (- nie żeby kręciło mnie kazirodztwo).

Gdy miałam dziewięć lat, rodzice zabrali mnie do kina na „Grę pozorów". Jest tam taka naga scena, w której okazuje się, że kobieta grana przez Jaye Davidson jest transpłciowa i ma penisa. Nigdy wcześniej nie widziałam penisa zbyt wyraźnie, tym bardziej na wielkim ekranie. Coś niesamowitego. Rodzice dali mi 20 dolarów, żebym poszła na zakupy w centrum handlowym i poczekała, aż film się skończy.

Przez te dwa filmy zrozumiałam, że istnieje coś poza tzw. Pasem Biblijnym [konserwatywnym, protestanckim i religijnym regionem USA], gdzie można było opowiadać szczere i dzikie historie. Uświadomiło mi to także, że może głębokie, mroczne fantazje, które miewałam już w dzieciństwie, były w porządku. Może nawet nie musiałam iść do piekła (nadal trzymam za to kciuki.).Może nawet mogłam kręcić filmy!

Jak podchodzisz do filmowania nagości i scen łóżkowych w swoich filmach?
W moim pierwszym filmie, „White Girl", znajduje się wiele różnych scen łóżkowych, od super seksownych po obrzydliwe i odbywające się bez obopólnej zgody. Wszystkie są dość obrazowe i realistyczne. Taki właśnie jest prawdziwy seks: od gorącego po dziwny i obleśny. Dla mnie ważne było obsadzenie ról aktorami, którzy byli na to gotowi. Na początku pytałam, jak czują się z nagością. Jeśli nie potrafili na to odpowiedzieć z jakimś poczuciem humoru, nie mogliśmy zajść zbyt daleko.

Jako reżyserka podchodzę do seksu - i innych trudnych tematów - z poczuciem humoru. Życie jest zbyt zwariowane, żeby się spinać. Takie szaleństwo pozwala ludziom się wyluzować i grać bardzo otwarcie. Na planie mówię wulgarnie i jestem gotowa odegrać scenę seksu, jeśli to może pomóc aktorom pójść na całość. Lubię także kręcić bardzo długie ujęcia.

Jaki rodzaj nagości i seksu powinniśmy częściej widywać na ekranie?
Filmy, które najbardziej na mnie wpłynęły przedstawiają seksualność, która wydaje się prawdziwa i nie jest ocenzurowana ani przesadnie upiększona. Może nie powinnam się łudzić, że dzieciaki, które wpadną na „White Girl" uwolnią się od strachu przed seksualnością, który im wpojono. Ale wiem, że gdy ja byłam mała i odkryłam kilka filmów szczerze pokazujących seksualność, zyskałam nadzieję, że ja też będę mogła kiedyś z dumą podzielić się najmroczniejszymi zakątkami mojego umysłu. I oto jestem!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Zio Baritaux