odrodzenie ibizy

Z dala od korporacyjnych superklubów ma miejsce balearski renesans – i brzmi on świetnie.

|
04 sierpnia 2017, 6:33am

Photography Dave Swindells

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Trzydzieści lat temu Ibiza była niczym ksiądz na ośle. To powiedzenie, które nieraz usłyszysz podczas pobytu na wyspie, ale pamiętajmy, że ten mały kamienny twór na Morzu Śródziemnym został zbudowany na mitach: od Kartagińczyków, którzy nazwali wyspę na cześć swojego boga tańca: Beza; po czterech ziomków, którzy pojechali tam na wakacje w 1987 roku, wzięli po pigule i na zawsze zmienili brytyjską scenę klubową.

Kiedy Johnny Walker, Nicky Holloway, Paul Oakenfold i Danny Rampling wrócili do Londynu po tym pamiętnym sierpniu, przywieźli ze sobą swobodne brzmienie, które usłyszeli dzięki DJ-owi o nazwie Alfredo, który grał w tamtejszym klubie nocnym Amnesia. Sety nazwane „balearski beatami" (trwające często po 8-9 godzin) czerpały inspirację z post-punku, disco, chicago house'u i tango. Elkin & Nelson obok Thrashing Doves i Donny Summer. To było odprężające i pełne miłości. Nic na ziemi się z tym nie równało.

Po 30 latach od tamtych zdarzeń Ibiza jest całkowicie innym miejscem. Wystarczy, że wyjdziesz z samolotu i pierwszą rzeczą, jaką zauważysz, będzie masa billboardów reklamujących kosztowne wejściówki do luksusowych, wielkich superklubów. Ostatniego roku Białą Wyspę odwiedziło ponad 7,1 miliona ludzi (co jest wzrostem o 14,6% w porównaniu z poprzednim rokiem). Na wyspę przywieźli erę kulturalnej hegemonii, która jest sporym odstępstwem od hipisowsko-bohemowych początków tego miejsca. Mimo to niedaleko plaży z całonocnymi knajpami w angielskim stylu (Keith & Val w San Antonio), para DJ-ów niestrudzenie stoi na czele balearskiego renesansu - i tworzą swój własny, mały mit.

Jeszcze parę sezonów temu Hostal La Torre był jak wszystkie inne hotele z białymi ścianami, ustawione w rzędach na błękitnym wybrzeżu zachodniego wybrzeża Ibizy. Zwyczajny (choć słynący z prawdopodobnie najlepszych widoków zachodu słońca na wyspie) hotel posiadał reputację czegoś w stylu lokalnego „Hotelu Zacisze". A przynajmniej do momentu, w którym Grupo Mambo (rodzinny biznes stojący również za chilloutową mekką Café Mambo) kupiła tę posiadłość i z pomocą brytyjskich DJ-ów — Marka Barrotta i Pete'a Goodinga — zmieniła to miejsce w serce przybierającego na sile balearskiego renesansu.

W każdy wieczór w La Torre możesz usłyszeć ścieżkę dźwiękową z filmu Johna Barry'ego obok Pink Floyd albo Ennio Morricone razem z Pavarottim. To hołd dla swobodnych i wolnych ideałów balearskich pionierów, takich jak Alfredo w Amnesii czy José Padilla z Café Del Mar; czasów, w których kombinacja całonocnych setów i ograniczonego dostępu do nagrań pod faszystowskim reżimem Generała Franco stworzyła żyzny grunt dla tworzenia własnego eklektyzmu.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Nie było tak, jak teraz", potwierdza Mark, który wracał na wyspę 5 lat z rzędu i wreszcie przeniósł się tam na stałe. „Nie było Beatport, iTunes, czy Spotify. Nie było innego wyjścia, niż granie różnorodnej muzyki".

Mark określa tamto brzmienie jako „niesamowitą wolność ducha" (Pete mówi po prostu „wszystko, oprócz popularnych kawałków i mainstreamowej muzyki dance") i widzi początki stylu, granego głównie o zachodzie słońca, jako dużo mniej istotny czynnik, niż magia, którą później stworzył. „Może A równa się B i B równa się A, a to, co się zdarzyło, miało związek z tym, że po raz pierwszy w historii na rynek weszło czyste ecstasy, wszystko działo się na otwartej przestrzeni, nie było kultury VIP-ów i arystokraci tańczyli obok budowlańców, a ci obok gryzipiórków — może to zbudowało mit. I może przez to, że przyjeżdżało coraz więcej ludzi, mit rósł w siłę. Stał się on folklorem, potem historią, a później rzeczywistością".

Zdjęcie: Dave Swindells

A to stwierdzenie wcale nie jest przesadą. „Z pewnością czuję, jak balearskie rytmy zyskują na popularności", potwierdza Pete i wymienia Todda Terje, Tornado Wallace'a i Wolfa Müllera jako parę znanych nazwisk artystów, którzy eksportują usłyszane dźwięki do większej i bardziej zróżnicowanej publiczności. „Wystarczy spojrzeć dookoła: mamy imprezę od Nightmares on Wax [czyli George'a Evelyna], zwaną Wax Da Jam, Marka Broadbenta w niedziele w Pikes, DJ-a Harveya w Pikes w poniedziałki, albo Kamaras, czyli to, co robi La Torre. Wygląda na to, że nagle powstało spore skupisko takich imprez".

Obaj DJ-e widzą ten renesans, jako nieuniknioną reakcję na dotychczasowe panowanie na wysokie korporacyjnych superklubów-molochów. Mark podejrzewa, że Ibiza w 2017 roku ma tylko dwa wyjścia: jak rozciągnięta do granic możliwości gumka recepturka albo wróci do oryginalnej formy, albo pęknie na zawsze. „Widzę oczywiste przykłady tego przerostu formy nad treścią", mówi. „Kultura VIP-ów, bilbordy, fakt, że DJ-e dostają setki tysięcy złotych, tylko po to, żeby zagrać muzykę innych ludzi. Tech house? To nie jest muzyka. Muzyka ma przynosić radość, a nie akompaniować twoim jazdom na narkotykach".

„Nazywam to doświadczeniem w głowie", kontynuuje. „To, co robimy tutaj, co dzieje się w Pikes, co dzieje się w innych znanych mi miejsca nazywam muzyką serca. Przegrała ona kilka bitew, ale myślę, że wygramy tę wojnę".

Gdy nad La Torre zapada zmrok, a „Dignity" od Deacon Blue pobrzmiewa nad garstką 30 osób zebranych, żeby oglądać zachód słońca, samoistnie zastanawiasz się nad mitem tej osobliwej wyspy. „Czy wstąpiliśmy w sferę metafizyczną?", zastanawia się na głos Mark. „Czy chodzi o położenie geograficzne? Czy to Es Vedrà [mała, skalista, niezamieszkana wysepka obok Ibizy] będąca trzecim najbardziej magnetycznym punktem na ziemi? Czy to po prostu historyjka, głupi mit? I czy ma to znaczenie? Nie sądzę".

„Liczy się to, że możesz tu przyjechać i doznać niezapomnianych przygód, które potrafią odmienić życie", mówi. „Widziałem, jak przytrafiało się to wielu osobom. Jest za dużo anegdotek dowodzących, że na Ibizie dzieją się magiczne rzeczy. Coś w tym musi być". Wiecie, co mówią: nigdy nie pozwól prawdzie zepsuć dobrej historii.

Hostal La Torre jest otwarty cały rok z cenami pokoi zaczynającymi się od 82 euro. Składanka muzyki z La Torre „Volumen Dos" jest już dostępna w sprzedaży.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Matthew Whitehouse