egzotyczny świat bernharda willhelma

Poznaj mądrości ulubionego buntownika świata mody.

tekst Briony Wright
|
20 Listopad 2015, 4:42pm

Foto: Nick Haymes

Sądząc po ubraniach, jakie projektuje Bernhard Willhelm, spodziewaliśmy się kogoś dużo bardziej ekscentrycznego, a tymczasem projektant okazał się niesamowicie miłą i ułożoną osobą. Prosto ze swojego domu w LA, Bernhard podzielił się z nami mądrościami, które wyniósł podczas 15 lat pracy w świecie mody. Ukończył Królewską Akademię Sztuk Pięknych w Antwerpii, a następnie zajął się wcielaniem „odzieżowej magii" w życie. Mieszkał w Niemczech, Belgii, Japonii, Włoszech i Ameryce i może pochwalić się niepowtarzalnym wachlarzem doświadczeń.

W bezwzględnym świecie mody, gdzie projektanci uzależnieni są od nieustających cyklów produkcyjnych, Bernhard to prawdziwa anomalia. On tworzy w swoim czasie i na swoich własnych zasadach, a efekty są powalające. Jego konto na Instagramie to próbka życia spędzonego na szukaniach inspiracji w promieniach słońca, na siłowni, wśród natury i w otoczeniu „egzotycznych" znajomych, często ubranych w jego własne kreacje.

Bernhard Willhelm to prawdziwy projektant naszych czasów: klasycznie wyszkolony krawiec, który nie boi się wykorzystywać swojego rzemiosła w awangardowy sposób. Poznaj jego dziwny, wspaniały świat!

Jeden z 69 looków z ostatniej kolekcji Bernharda Willhelma pt. „2 Cute 2 B Str8: Caramelised Banana with Toffee Sauce"

i-D: Twoje prace nigdy nie przestają zaskakiwać, a ty zdajesz się dużo bardziej wyzwolony kreatywnie od wielu projektantów, którzy skupiają się przede wszystkim na tym, aby ich kolekcje się sprzedały.
Bernhard Willhelm: Być może to szczęście, że nie stałem się od razu super popularny. Pracuję już [w branży modowej] od 15 lat i w momencie, kiedy uzyskuje się gwarancję przetrwania, to nie trzeba już kwestionować, po co to się w ogóle robi. Na początku oczywiście zadajesz sobie pytania: „czy ja to w ogóle potrafię? Po co to robię?" Teraz jestem już na innym etapie. Ponieważ znam swoich klientów, nie muszę koniecznie organizować pokazów, a zamiast tego mogę zaoferować inny rodzaj prezentacji. Mam większy luz. To, co przeważa teraz w modzie, a także takie uniseksowe podejście - ja zajmuję się tym już od 15 lat. Na chwilę obecną, chcę po prostu to kontynuować.

Jak podoba ci się życie w LA przez te ostatnie 2 lata?
Zdecydowałem, że chcę mieszkać w Kalifornii, ale firma nadal mieści się w Paryżu, a kolekcja powstaje w Japonii i w Belgii. To globalny biznes, ale na razie mogę pracować z domu. Mam własną markę, która nie zależy od wielu ludzi, więc pozwala mi to na większą swobodę. Moda to bardzo powtarzalny i bardzo restrykcyjny biznes, co pół roku trzeba coś wypuścić, choćby nie wiem co, ale ja w ciągu tych 6 miesięcy chcę być wolny.

Z lookbooka mody męskiej na jesień/zimę 2014. Zdjęcie: Erez Sabag.

Na czym polegają największe zmiany, jakie zaobserwowałeś w branży w ciągu tych wszystkich lat?
W Paryżu spędziłem lata na szyciu. W latach 90. i po roku 2000 młodzi projektanci tłumnie jechali do Paryża. Potem nie było to już do końca możliwe, bo wtedy każdego interesowały już tylko luksusowe marki. Teraz to się znowu zmienia wraz z klimatem - nowym, młodszym klimatem. Wszyscy jesteśmy już zmęczeni ogromnymi grupami, które zarządzają wszystkim. Gdy spojrzysz na ciuchy w domach towarowych, to od razu widać, że są produkowane w tej samej fabryce. Uważam, że teraz jest popyt na bardziej kreatywne rzeczy, bardziej uniseksowe. Przeżywamy coś na miarę odrodzenia lat 80. i 90., czy to nie szaleństwo?

Co sądzisz o latach 90.?
Trudno powiedzieć, ale na myśl przychodzą mi rave'y, Björk, grunge... Myślę o podstawach.

Wspominałeś o tym, że świat mody jest powtarzalny. Czy projektanci kopiujący albo nawiązujący do pomysłów innych są dla ciebie problemem?
To, co się dzieje na pokazach w Paryżu, jest dość zabawne. Martin Margiela zapoczątkował wierne reprodukcje strojów, które stanowiły hołd dla oryginalnej twórczości. Niestety coś takiego nie ma już w ogóle miejsca, jeżeli pomyśleć o trendach. Myślę, że istnieje bardzo cienka granica między oddawaniem czci a kopiowaniem i to zależy też od wykonania i koncepcji. Powinno się przynajmniej wyrazić uznanie dla oryginalnego projektanta. Moda to zamknięty cykl pełen rzeczy z przeszłości.

Jeden z projektów Bernharda z tegoroczonego pokazu MOCA: When Fashion Shows the Danger, Then Fashion is the Danger. Zdjęcie: Brian Forrest.

To właśnie jest wspaniałe - sprawianie, że coś starego zyskuje nowe życie. Lubię myśleć, że ludzie są w miarę rozumni i rozpoznają, gdzie co ma swój początek.
Jeżeli myślisz pragmatycznie jak Niemcy, musiałabyś zmienić prawo dot. prawa autorskich. Mam okulary od Ricka Owensa, mam też oryginalny projekt Porsche tych okularów i obie pary są identyczne. Kwestie prawne są naprawdę absurdalne.

Myślisz, że projektantom jest coraz trudniej się wyróżniać, ze względu na coraz większą liczbę ludzi pracujących w branży?
Nie mogę wypowiadać się za wszystkich projektantów, ale trzeba znaleźć równowagę między tym, co tak naprawdę chcesz tworzyć i tym, czego oczekują od ciebie klienci. Każdy projektant ma swój własny schemat, który zresztą co jakiś czas trzeba zmienić, bo moda wychodzi z mody i nieustannie się zmienia.

To musi być jednak cholernie frustrujące: widzieć, jak ktoś kopiuje to, co już kiedyś stworzyłeś?
To też zależy, o kim mowa. Jeżeli to jest inny projektant albo student - nie ma o czym mówić. Ale jeśli jest to H&M albo Zara, to mi to przeszkadza, bo oni naprawdę mają kupę kasy i stać ich na projektanta. Uważam, że to nie do końca w porządku pod względem etycznym. Wiem, że nad tym pracują, ale imitowanie czegoś, to jak przyznanie się do słabości. Cóż mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że mają udane życie seksualne i osiągają orgazm.

Ha! Dobrze powiedziane, chodzi przecież o priorytety. A skoro mowa o priorytetach, twoje kampanie i lookbooki są zawsze niepowtarzalne. Czuć w nich kulturę LA.
Bardzo mi się podoba, że w Ameryce istnieje taka mieszanka ludzi, wszyscy są dużo bardziej egzotyczni. Ja pochodzę z małej niemieckiej miejscowości Ulm, które nie jest zbyt egzotyczne, a wręcz przeciwnie. Paryż jest bardzo instytucjonalnym miastem: jest klasa wyższa, klasa niższa, burżuazja i klasa pracująca. Bardzo stary system, w którym nikt się świetnie nie odnajduje. W LA wygrzewamy się na słońcu, a to podnosi wszystkim nastrój. 

Jeden z 69 looków z ostatniej kolekcji Bernharda Willhelma pt. „2 Cute 2 B Str8: Caramelised Banana with Toffee Sauce"

Co cię obecnie inspiruje, jeśli mowa o twoich projektach?
Obecnie nie lubię o niczym myśleć. Lubię wziąć do ręki kawałek materiału i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi.

Przez jakiś czas byłeś dyrektorem kreatywnym włoskiego domu mody Capucci, prawda?
Tak, taki krótki, 3-letni epizod. Potem firma zbankrutowała, to było krawiectwo bardzo starej daty. On próbował to zmodernizować, ale nie wyszło, couture już prawie nie istnieje. Sam nie wiem, czy żeby coś stworzyć, musi być na to zapotrzebowanie? Kiedy projektuje się dla domu mody, nasuwają się wszystkie te pytania. Może i couture po prostu umarło.

Jeden z 69 looków Bernharda Willhelma z ostatniej kolekcji: „2 Cute 2 B Str8: Caramelised Banana with Toffee Sauce".

Czy rozważyłbyś propozycję zostania dyrektorem kreatywnym innego domu, jeśli padłaby taka propozycja?
To zależy. Praca dla dużego domu mody oznacza ogrom obowiązków. Nie mówię, że jesteś niewolnikiem, ale jesteś odpowiedzialny za naprawdę dużą ekipę ludzi. Jeżeli to cię uszczęśliwia - rób to, ale nie powinno się tego robić dla pieniędzy ani renomy.

Czy nadal szukasz inspiracji w klubach nocnych?
Nie tak bardzo, jak kiedyś. Teraz o poranku lubię iść na spacer i wypić swojego shake'a. W LA ludzie nie szaleją tak bardzo za klubami. A ja już się wyszalałem w życiu. Teraz przyszedł czas na życie i na muzykę. 

bernhardwillhelm.com

Czytaj też:

A-Z... Anna Wintour.

Dostrzec modę

Anthony „sexy" Vaccarello

Kredyty


Tekst: Briony Wright
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcie: Nick Haymes

Tagged:
Kultura
bernhard willhelm