Gucci wiosna/lato 16. 

asystent na wagę złota

Glen Luchford od lat 90. fotografuje przed sesjami swojego asystenta, Jacka Webba. Po 20 latach postanowił zebrać tak stworzone fotografie w całość i opublikować je w formie książki, zestawiającej testy z ostatecznymi zdjęciami z kampanii i edytoriali.

tekst Hannah Ongley; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
18 Wrzesień 2017, 12:32pm

Gucci wiosna/lato 16. 

Glen Luchford w swojej karierze zrobił m.in. zapierające dech w piersiach zdjęcia Kate Moss i nieziemskie kampanie Gucci. Jednak jego najważniejszy i najbardziej oddany model nie jest międzynarodową gwiazdą — to jego asystent, Jack Webb. Wyobraźcie sobie jakąkolwiek fotografię, jaką Glen stworzył na przestrzeni ostatnich dwóch dekad — gwarantujemy wam, że istnieje inna wersja tego zdjęcia, przedstawia Jacka, który pozował próbnie, by sprawdzić światło, zanim przed obiektywem stanęły najsłynniejsze supermodelki.

Gucci wiosna/lato 16.

Glen tak bardzo polubił te testy, że zaczął je zapisywać. W archiwum znajdziemy Jacka spacerującego z pawiem z kampanii Gucci na wiosnę/lato 16 i opierającego się o stary samochód, na którym później siedziała Małgosia Bela. Na innych 20-letni Jack zastępuje Kate Moss podczas sesji z małym ulicznym sparingiem dla Harper's Bazaar. Nic dziwnego, że Glen uwielbia fotografować Webba: jego kości policzkowe są równie zachwycające jak twarz brytyjskiej supermodelki.

Vogue Japan, czerwiec 2010.

Nowa fotoksiążka pt. „The Agony and the Ecstasy", zaprojektowana przez Christophera Simmondsa, pokazuje wyjątkową relację Glena i Jacka w 164 fotografiach: na połowie pozuje Jack, a na reszcie modelki. Znajduje się w niej także zapis rozmowy telefonicznej pomiędzy Glenem, Jackiem i dziennikarką Lou Stoppard — możecie przeczytać ją poniżej. Zobaczcie także wyjątkowe zdjęcia z kolekcji Glena. Jak podsumował to sam fotograf: „To książka o miłości".

Vogue Japan, czerwiec 2010.

GLEN: Mogę podsumować to słowami: „Jack pozował z taką pasją, z jaką podchodzi do wszystkiego: dawał z siebie wszystko". Jack, chcesz coś dodać?

JACK: Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Mam 43 lata i dopiero kupuję pierwszy samochód. Przez te zdjęcia używam teraz serum do twarzy od Octa... Octé? Jakiejś żółtej, francusko wyglądającej marki. Można je znaleźć na lotniskach. Zamyka w komórkach wilgoć, wygładza i ujędrnia skórę.

GLEN: Pięknie powiedziane.

JACK: Zaczęliśmy robić te zdjęcia razem głównie dlatego, że nie było nikogo innego pod ręką. Na początku na planie nie było nikogo. Teraz to się zmieniło, przychodzi mnóstwo ludzi. Pozowanie na próbę stało się rutyną. Patrzyłem, jak światło wygląda na mnie i mogłem wyobrazić sobie, jak będzie wyglądać na modelce. Potem stało się to dla mnie i Glena okazją do wygłupów, śmiech jest podstawą tego projektu.
Poznaliśmy się, gdy miałem 19 lat. Rozwoziłem pizzę w dzielnicy Golders Green — chciałem mieć prawo jazdy na motor, a oni pomagali to załatwić. Przeprowadziłem się do Londynu jakieś 6-8 miesięcy przed naszym spotkaniem. Glen zapytał, czy umiem pracować z aparatem 10x8 i powiedziałem mu, że nie. Potem zapytał, czy umiem pracować z Hasselbladem i powiedziałem, że nigdy o nim nie słyszałem. Zapytał jeszcze czy umiem pracować z Pentaxem 6x7 i odpowiedziałem, że też nie. Zapytał: „To co ty potrafisz?", a ja powiedziałem: „Obsługiwać Nikona". „Cóż, przynajmniej jesteś szczery", odparł.

Zdjęcie: Glen Luchford.

GLEN: Na początku była nas w studiu czwórka, teraz jest tam 70-100 osób. Nie zastanawialiśmy się nad tym wiele, po prostu mówiłem: „Wskakuj przed obiektyw, zobaczmy, jak to wygląda". Twarz Jacka jest po prostu idealna to testów oświetlenia. Ma świetne kości policzkowe i małą szczękę — moim zdaniem bardzo ładne. Gdy zobaczysz, jak światło wygląda na nim, możesz sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać modelka. Dlatego zawsze wybieram Jacka, nikogo innego.

JACK: Na tych zdjęciach wyglądam na coraz starszego i coraz bardziej zmęczonego podróżami. Porównywanie moich zdjęć do fotografii z powalającą modelką jest zabawne. Trochę, jak zdjęcie człowieka, który się przewraca.

Zdjęcie: Glen Luchford.

GLEN: To moja wersja cyklu „The Brown Sisters" Nicholasa Nixona — przez 40 lat każdego lata fotografował swoją żonę i jej trzy siostry. Niestety, straciłem mnóstwo polaroidów, głównie z lat 90. Wyrzuciłem je, gdy przeprowadzałem się z Londynu do Nowego Jorku, a w moim ogrodzie przez trzy dni płonęło ognisko. Dostałem nauczkę, teraz zachowuję wszystko. Mam może pięć, sześć zdjęć z tamtego okresu, ale reszta przepadła. Jestem zły, że brakuje tej dekady, bo zobaczylibyście ze 30 różnych fryzur Jacka.

Zazwyczaj na każdej sesji powstawało tylko jedno takie zdjęcie. Robiłem je i wszyscy przy ekranie z podglądem zaśmiewali się. Często myślałem, „Wow, to jest lepsze od prawdziwej sesji". Zacząłem je zapisywać w folderze na pulpicie i od czasu do czasu się z nich śmiałem — oczywiście nie z Jacka, ale razem z nim.

Jack w dzieciństwie uczył się aktorstwa i chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest pełen ekspresji. Również dlatego wybieram go do testów.

Na tych zdjęciach nie widać paniki na planie. Zegar tyka. Ktoś wbiega i mówi, że modelka będzie na planie za 10 minut, a my potrzebujemy jeszcze 40-50 minut na ustawienie oświetlenia, więc miotamy się jak w amoku. Niektóre z tych zdjęć powstały w sekundę. Jack po prostu wskakiwał przed obiektyw, ale pozował intuicyjnie, nawet o tym nie myślał. Jack ma w sobie coś z artysty rewiowego. Czuję się, jakbym oglądał dobre przedstawienie, ale on chyba nie jest tego świadomy.

JACK: Wzruszyłem się.

Gucci wiosna/lato 16.

GLEN: Często coś robisz i nie zdajesz sobie nawet sprawy, że to przekomiczne. Na sesji patrzę na zdjęcia tylko pod kątem oświetlenia, ale później dostrzegam, jakie są zabawne.

Powstały z przeświadczeniem, że nikt więcej ich nie zobaczy, bo przeważnie na końcu sesji się je kasuje. Z jakiegoś powodu tego nie zrobiłem. Gdy zacząłem je zbierać, zauważyłem, jak wiele w to wkładasz, Jack. Nigdy nie stoisz beznamiętnie. Widzę sporo nawiązań do Iana Curtisa [z Joy Division], ale także komika Tommy'ego Coopera i grupy komików Three Stooges. Pojawia się wiele postaci.

Gucci wiosna/lato 16.

JACK: Najbardziej lubię to, na którym maszeruję w płaszczu, bo wyglądam, jakbym faktycznie gdzieś szedł.

GLEN: Myślę, że oboje uważamy branżę mody za nieco trudną, więc staramy się śmiać. Gdy śmiejemy się we dwójkę, reszta do nas dołącza.

JACK: Jak dobrze funkcjonujące małżeństwo.

GLEN: Z zawodowego punktu widzenia to z pewnością symbioza, której nie mam w więzi z nikim innym. Patrzę przez obiektyw i myślę, „Matko, ten cień po lewej doprowadza mnie do szału", a wtedy nagle światła zaczynają się ruszać, bo Jack już się tym zajmuje. Po pewnym czasie spędzonym razem, można pracować bez słów. Zajmuje to jakieś dziesięć lat. Nie osiągnę tego z nikim innym, z pewnością nie w tym życiu.

JACK: Ubóstwiam go.

LOU: Czyli to książka o miłości?

GLEN: To książka o miłości. Na tym skończmy.

Premiera „The Agony and The Ecstasy" odbyła się 7 września.

Przeczytaj też:

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

Vogue Paris, marzec 2015.
Vogue Paris, marzec 2015.
Self Service wiosna/lato 12.
Self Service wiosna/lato 12.
Vogue Paris, maj 2012.
Vogue Paris, maj 2012.