fot. Marek Makowski

10 pytań, które zawsze chciałeś zadać... blogerowi modowemu

Tobiasz Kujawa z Freestyle Voguing w swoim mistrzowskim ciętym stylu odpowiada na nasze lekko prowokacyjne pytania.

tekst Basia Czyżewska
|
20 Wrzesień 2017, 9:47am

fot. Marek Makowski

1. Czy gdybyś był miły i pisał bez kąśliwości, ludzie czytaliby twojego bloga?
Ale ja jestem miły, oczywiście w granicach rozsądku, i równie dużo głaszczę, co kąsam. Gdybym jednak był wyłącznie miły, to nadal miałbym czytelników, ale byłoby ich zdecydowanie mniej, a ja nie miałbym żadnego wpływu na rzeczywistość.

Mieszanie tematów z różnych półek, ambitnej mody z płytką popkulturą, komplementów i nagan, satyry i powagi to mój rodzaj kompromisu, dzięki któremu docieram do bardzo różnych ludzi. Nie oszukujmy się — moda, szczególnie w kontekście kulturowym, historycznym i artystycznym to bardzo niszowe zagadnienie. Formuła mojego bloga wynika z mojego charakteru i osobowości. Nie napisałem jeszcze takiej rzeczy, której nie byłbym w stanie powiedzieć komuś prosto w oczy. Kilka razy byłem blisko, ale zachowałem jeszcze granice samokontroli.

2. Czy pamiętasz pierwszą rzecz, którą napisałeś w sieci, co teraz o tym myślisz?
Nie, nie pamiętam. Ale mimo wszystko wiem co o niej myślę, bo to samo myślę o każdym tekście, który napisałem, nawet jeśli ma zaledwie jeden dzień — moja praca nad warsztatem nigdy nie będzie miała końca.

3. Czy czytasz inne blogi?
Chciałbym powiedzieć, że nie, ale… Na pewno jest kilka polskich blogów, które oglądam dla czystej estetycznej przyjemności — Olivia Kijo, Kinga ze StyleOn, Jestem Kasia, Gosia Boy, Confassion, Coeursdefoxes i parę innych. Do tego sporo osobowości z Instagrama — dzięki tej platformie praktycznie każdy może być teraz blogerem. Jeśli już mam coś czytać, a robię to w polskim internecie niechętnie, to u Ewy aka Harel (dobra wróżka polskiej niszowej mody), Michała Zaczyńskiego (uwielbiamy się ze sobą nie zgadzać) i Magdaleny Stępień-Tattwy (blog społeczno-kulturowy, pełen dowcipu i szacunku dla słowa). Na tym moja lista się właściwie kończy.

4. Czym byś się zajmował, gdybyś nie został blogerem?
Nie wiem. I całe szczęście nie muszę się nad tym zastanawiać, bo nigdy nie ograniczałem się wyłącznie do blogowania. Aha, w przedszkolu chciałem być kustoszem — wydawało mi się, że to cudowna sprawa spędzać całe dnie w otoczeniu pięknych przedmiotów. Los chciał inaczej. Na szczęście.

5. Jak myślisz, do kogo należy rok 2017?
Nie wiem, nie zawracam już sobie głowy takimi bzdurami. Ale jak znam życie, to najpewniej do jakiegoś totalnego bezguścia. Dla takich nastały złote czasy.

6. Jak radzisz sobie z hejtem w sieci?
Nie znoszę tego słowa. Na mojej facebookowej stronie jest zablokowane. To jest jakaś językowa wydmuszka dla idiotów. Kiedyś może i miało faktyczną moc, znaczenie, ale one zblakły. Ludzie je zamęczyli, wyeksploatowali do cna i co za tym idzie zdewaluowali (zupełnie jak „styl" i określenie „ikona mody") - teraz wystarczy napisać: „kolor czerwony nie komplementuje karnacji pani celebrytki X" i już zbiegają się psychofani X, krzycząc „hejt, hejt!, zazdraszczasz zazdrosny zazdrośniku". Ależ się wszyscy wrażliwi zrobili! Delikatniutcy. Każda negatywna opinia jest teraz równoznaczna z nienawiścią. To jest paranoja! A jak ja sobie radzę z tym zjawiskiem, kiedy dotyka mnie bezpośrednio? To się zdarza ekstremalnie rzadko. Ponadczasowa prawda brzmi tak — to my sami decydujemy, kto jest nas w stanie obrazić i za pomocą jakich słów.

7. Czy jesteś prawdziwą ofiarą mody, czy blog sprawia, że musisz się
ekstrawagancko ubierać?

Nie uznaję chwilowych trendów, nie daję przyzwolenia na imperatyw wymiany garderoby co sezon, bo stała się niemodna, nie zgadzam się na utożsamianie mody z marnotrawstwem. Nie jestem ofiarą mody. Co nie oznacza, że nie lubię sobie poeksperymentować. Mam kilka zasad i natręctw, których się trzymam żelazną ręką — na przykład nie noszę widocznych logotypów i nadruków, unikam deseni i pewnych kolorów, lubię za to zabawę formą i kontekstem, przeskalowane rzeczy, kontrasty, kocham biżuterię, kapelusze i makijaż, odrobinę dramy, niepowiedzenia. Moje wybory określam jako gender bender, naginanie granic płci, a nawet ubieranie się poza płcią. Nie ma to jednak żadnego związku z blogiem, mój ubiór to ja. Co ważne — to nie są stylizacje. Nie ubieram się pod zdjęcia. To żadna sztuka.
A co do awangardowego wyglądu — to wyłącznie kwestia punktu, z którego się patrzy. W Polsce wywołuję wiele reakcji i komentarzy, za granicą — ewentualnie dyskretne i zaciekawione spojrzenia, od czasu do czasu jakiś komplement. Ktokolwiek twierdzi, że Polacy ubierają się dobrze, powinien iść do okulisty. Jesteśmy narodem abnegatów i umówmy się — w takich warunkach za awangardowe można uznać już czyste buty i ubiór wykonany z czegoś innego niż poliester.

8. Jak zachowujesz obiektywizm, skoro firmy wciąż obsypują Cię prezentami i
zaproszeniami na miłe wydarzenia?

Ktoś mnie czymś obsypuje? Chyba za słabo, bo aż tak tego nie odczuwam. Powiem tak: w miarę możliwości informuję marki, że jeśli mają mi już coś prezentować, to niech mi wyślą, albo pozwolą wybrać, swój własny produkt, a nie jakieś bzdety zwalające mieszkanie i inne trefne niespodzianki, czy nie daj Boże, jedzenie… Taki schemat to najlepszy schemat — mam wtedy okazję zapoznać się z daną marką i jej produktem, przetestować jego wykonanie i trwałość, ewentualnie polecić odbiorczyniom, czy po prostu założyć, i to też jest recenzja połączona z rekomendacją — tak współpracowałem choćby z marką Rage Age, bardzo miłe doświadczenie. Jedno jest pewne — nie ma takich pieniędzy, które by mnie zachęciły do kłamstwa. A przynajmniej nikt mi jeszcze takich nie zaproponował. Jeśli coś polecam — ręczę za to. Do tej pory nie miałem sytuacji, żeby któryś z odbiorców się zawiódł. To kwestia selekcji. I tego, że nie jestem pazerny. A mógłbym być.

Co do zaproszeń, pierwszych 50 wydarzeń może i jest miłych, ale każde kolejne, to po prostu wyjście do pracy, lepsze, gorsze, ale nadal — praca. Imprezy to często mordęga, głośno, duszno, tłoczno, zanim się człowiek przebije przez uperfumowany tłum i ucałuje każdego „znajomego", nadchodzi pora, żeby się zebrać do domu. A w międzyczasie trzeba tu pogadać, tam nawinąć makaron na uszy, ugrać jakiś interes, powymieniać plotki, i jeszcze do tego wszystkiego pamiętać o kim i kiedy napisałem coś złośliwego, jakby nam przyszło się spotkać twarzą w twarz.

9. Czy robienie bloga to praca marzeń? Ile godzin w tygodniu pracujesz?
W moim przypadku tworzenie bloga to kompletny przypadek. Nie planowałem tego, nie myślałem, że się w tym odnajdę. Godzin nie uśrednię, bo to nierealne. Są dni, które poświęcam wyłącznie na życie poza siecią i ekscytujące zajęcia w postaci pieczenia chleba, kiszenia kapusty i tarzanie się z czterema kotami i moim partnerem życiowym, ale zdarzają się też takie okresy, kiedy przez tydzień wiszę po kilkanaście godzin przed ekranem, bo mam jakiś głośny temat i gorąca dyskusję, którą muszę moderować, albo mnóstwo treści, którymi chcę się podzielić.

10. Czy zdarza Ci się edytować stare wpisy?
Tak, od czasu do czasu wracam do starych tekstów i je poprawiam. Nie zmieniam ich treści, a już na pewno nie przekaz, opinię czy wnioski, ale cyzeluję warstwę literacką. Bywam wtedy trochę zażenowany (to jak czytanie własnego pamiętnika po latach), ale obserwowanie własnego rozwoju daje sporą satysfakcję i motywację. Jednak do lekkości pisania, którą mam w głowie, jest jeszcze daleka droga.

@FreestyleVoguing

Tagged:
Μόδα
moda polska
bloger
tobiasz kujawa
Freestyle Voguing