powrót wystających stringów

Sposób, w jaki odbiera je opinia publiczna, mówi wiele o naszych oczekiwaniach wobec kobiet.

|
lis 7 2017, 11:54am

Zacznijmy od najważniejszej kwestii: kocham stringi! Uważam, że paski odznaczające się pod sukienką albo wystające nad spodniami nie powinny być tematem tabu. Zgadza się, ten tekst napisała wielbicielka stringów. Jak się okazało, jestem w mniejszości. Thibaut, młoda marka modowa, którą tworzy Meiko Ban, wywołała kontrowersje podczas ostatniego tygodnia mody w Tokio, gdy na wybiegu pojawiły się „stringowe jeansy" — wycięte tak, że odsłaniały praktycznie wszystko.

Jeanso-stringi stały się jednym z tych strojów, który z fashion weeka wkroczył prosto do wiralowych newsów. Łatwo wytykać je palcami i mówić: „Kto to założy?" i „Moda jest niedorzeczna!", można je wyśmiewać i cieszyć się ze swojego świetnego gustu. To także jedna z nielicznych okazji, podczas których dziennikarz i twoja babcia się zgodzą, kręcąc z niedowierzaniem głowami.

Nawet Vogue podsumował ten element garderoby, pisząc: „Być może modowa obsesja na punkcie dekonstrukcji zaszła tak daleko, że projektanci postanowili tworzyć celowo niefunkcjonalne ubrania, które praktycznie nic nie zasłaniają".

Gillian Anderson na oscarowej imprezie organizowanej przez Vanity Fair, 2001 rok. Zdjęcie: Photography Jody Cortes/Sygma via Getty Images.

Nagłówki dotyczące jeansów Thibaut brzmiały złowieszczo, od „Te jeansy istnieją, bo wszystko jest beznadziejne" (Teen Vogue, "Thong Jeans Exist Because Everything Is Awful") po „Te jeansy istnieją, więc już chyba pora na apokalipsę" (Harper's Bazaar, "Thong Jeans Exist So Let's Get the Apocalypse Rolling").
Reakcje były o wiele bardziej emocjonalne niż chociażby w przypadku czarnych stringów wystających z jeansów Linder w tym samym sezonie czy bardzo mocno wyciętych kostiumów kąpielowych Toma Forda połączonych z biodrówkami. Kolejny artykuł z Vogue stwierdził, że „proste, czarne stringi, jak na pokazie Gucci na wiosnę 1998 za czasów Toma Forda" są modne i w porządku, ale „różowe wersje, zdobiące plecy Paris Hilton i jej świty miłośniczek stringów z roku 2004" już nie.

W obu przykładach nie ma żadnej różnicy pomiędzy powierzchnią odsłoniętego ciała. Jeśli chodzi o stringi, wygląda na to, że opinii publicznej przeszkadzają wyłącznie mocne kolory i pocięte jeansy. Czy założyłabym jeansy Thibaut? Na imprezę — oczywiście, w dzień — niekoniecznie. Nie założyłabym ich za dnia, tylko dlatego, że na ulicach Nowego Jorku spotkałabym się z tyloma komentarzami, że zrujnowałoby mi to dzień. Mimo to będę ich bronić. Może nie są to jeansy takie, jak Bóg przykazał, ale co powiecie na Rihannę noszącą jeansowe stringi w teledysku do „Pour It Up"? Jeśli uważacie, że to błąd, to w takim razie od dziś chcę popełniać tylko takie gafy.

W stringach tkwi tematu tabu, zupełnie jakby przełamywały barierę między pożądaniem i naszymi codziennymi strojami. Stringi pokazują czystą seksualność, ale także wywołują niesmak. Uwielbiam to połączenie. Według książki „Starr Report" z 1998 roku Monica Lewinsky kiedyś uniosła rąbek marynarki i pokazała ówczesnemu prezydentowi Clintonowi paseczki od swoich stringów. Jak wspomina portal Racked, magazyn Slate próbował wtedy zrozumieć zawiłą konstrukcję stringów. „[Slate] zadzwonił do miejscowego butiku z bielizną w Seattle, który zapewnił, że paski od bikini ze stringami — w przeciwieństwie do zwykłego bikini — często sięgają wyżej, ponad stan kobiecych spodni". W ten sposób publikacja potwierdziła, że Lewinsky wcale nie musiała się rozbierać, żeby pochwalić się Clintonowi.

Jeśli ktoś w ogóle może sprawić, że noszenie jeansowych stringów będzie w porządku, to jest to Bella Hadid. W końcu latem zaprezentowała się w wielu kostiumach kąpielowych obnażających pośladki. To właśnie na takich kobietach jak Bella Hadid i Kylie Jenner, a lata wcześniej Rose McGowan i Gillian Anderson, ciąży zadanie sprawienia, żeby ryzykowne stylizacje spowszechniały, tak aby zwykli śmiertelnicy też mogli się nimi cieszyć na co dzień.
Wiecie, co mam na ten temat do powiedzenia? Nie musimy czekać na niczyje pozwolenie. Mamy dziwny, hipokrytyczny stosunek do tego, co uważamy za odpowiedni strój dla kobiety. Niejednoznaczne i często przypadkowe zasady wyznaczają, w jaki sposób możemy pokazać swój seksapil lub zamiłowanie do lekkiej tandety. Często myślę o tym paradoksie w erze, w której potrafimy docenić odważny styl Pameli Anderson i gwiazdek Instagrama, a sami żyjemy w świecie stłumionych kolorów i bezpiecznego streetwearu.
Dlaczego boimy się zaszaleć?

Rose McGowan i Marilyn Manson na MTV VMA 1998. Zdjęcie: Ron Galella/Getty Images.

Nie mówię, że powinniśmy nosić jeanso-stringi czy coś w tym stylu — ale nie mówię też, że nie powinniśmy.

Meiko Ban, projektantka spodni Thibaut, nie ma zamiaru przeprowadzać dogłębnej analizy tego, co zrobiła. Gdy zapytaliśmy, jak wpadła na ten pomysł, odpowiedziała po prostu: „Gdy zaczęłam ciąć jeansy, nie mogłam przestać".

Jeansy ze stringami są pięknym symbolem kobiecej seksualności — gdy widzimy jej za dużo, czujemy się niekomfortowo, proporcje muszą być wyważone. Stawianie na przesadę i zamiana klasycznych jeansów w bezkompromisowe, ażurowe spodnie jest genialną, kąśliwą parodią mody.

Pokazujcie za dużo, noście stringi ze sklepów z tanią bielizną wysoko nad biodrówkami i kupcie ten różowy, kowbojski kapelusz, o którym marzycie? Nie bójcie się tandety!

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.