Zdjęcie via YouTube 

„nie musimy poświęcać naszej kobiecości, by odnosić sukcesy"

Nastoletnia Amika George walczy o darmowe produkty menstruacyjne dla dziewczyn. Postanowiliśmy porozmawiać z nią o kobiecości i feminizmie.

tekst Tish Weinstock; tłumaczenie Karolina Jarco
|
sty 26 2018, 2:08pm

Zdjęcie via YouTube 

Czy tak właśnie wygląda życie kobiety? Czy postępuję właściwie? Czy inne kobiety też przez to przechodzą? Czy to ma znaczenie? Wszystkie czasem przeżywamy mały kryzys. W naszym cyklu „Lekcje Kobiecości” badamy fakty i mity.

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny, ale 50% z nich używa podpasek za każdym razem, w trakcie okresu. Wyobraź sobie przerażenie pewnej bohaterki, która odkryła, że w Anglii, choć sprawa pewnie wygląda podobnie też w Polsce, wiele młodych kobiet nie stać na takie środki higieniczne. Tą bohaterką jest Amika George — za dnia uczennica, nocą aktywistka. Amika pojawiła się na pierwszych stronach gazet w kwietniu, po tym jak rozpoczęła kampanię #FreePeriods. Jej misja? Zapewnić darmowe produkty menstruacyjne i znieść piętno związane z tematem miesiączki.

Gromadząc zwolenników ruchu przez 12 miesięcy, Amika zakończyła rok 2017 pokojowym protestem na Downing Street, nalegając, by Theresa May dostarczyła darmowe artykuły higieniczne wszystkim dziewczynom, które korzystają w szkołach z darmowych posiłków. Teraz nadchodzą nowe czasy i Amika nie spocznie, dopóki nie wypełni swojego przeznaczenia. Ale zanim zajmie się ratowaniem świata, podrzuca nam kilka swoich przemyśleń o życiu kobiety.

Najlepszą rzeczą w byciu kobietą jest to, że wspieramy się nawzajem. Mężczyźni bywają wstydliwi i niepewni wobec siebie, ale kobiety nie boją się okazać solidarności i w ułamku sekundy ruszają, by bronić inne kobiety. Bardzo mi się to podoba. Od kiedy założyłam ruch #FreePeriods, obserwuję to codziennie. Nie mogę już zliczyć, ile niesamowitych kobiet skontaktowało się ze mną, żeby poinformować, że chcą pomóc w walce cierpiącym dziewczynom, których nie stać na podpaski i tampony. I nawet jeśli jestem krytykowana za to, co robię, zaraz dostaję kolejną wiadomość: „Nie przestawaj działać! Jesteśmy z tobą".

Najtrudniejszą rzeczą w byciu kobietą jest radzenie sobie z pewną rozbieżnością między twoimi oczekiwaniami względem siebie, a oczekiwaniami innych ludzi. Jako kobiety mamy wyraźnie wyznaczone granice i społeczeństwo ciągle nam powtarza, co możemy robić, a co jest zakazane. To sprawia, że jest nam bardzo trudno odrzucić oczekiwania społeczeństwa i znaleźć energię, by realizować własne cele.

Najlepsza rada, jaką kiedykolwiek usłyszałam na temat ludzkiego ciała, mówi, że bycie fizycznie zdrowym jest przedłużeniem zdrowia psychicznego. Nigdy nie będziesz całkowicie zdrowy, dopóki twój umysł nie będzie w dobrej kondycji. I odwrotnie, żeby być zdrowym, nie możesz sobie narzucać zbyt wielu zasad i ograniczeń, naucz cieszyć się tym, co lubisz i kochasz.

Gdybym mogła cofnąć się w czasie, powiedziałabym 16-letniej sobie, by przestała rozmyślać i stresować się błahostkami, a zamiast tego doceniała indywidualizm. Jako 16-latka miałam obsesję na punkcie „bycia fajną”, ale zrozumiałam, że ganianie za jakimś niedoścignionym, subiektywnym ideałem nie ma sensu. Sądziłam, że istniała konkretna definicja „fajności", teraz wiem, że chodzi o własną drogę. Nie ma nic fajniejszego od bycia entuzjastycznym, zaangażowanym i gotowym do walki o to, w co się wierzy.

„Jane Eyre" nauczyła mnie wiele o kobiecości. Znajduje się w niej piękny cytat, który wisi we wszystkich salach do angielskiego w mojej szkole: „Nie jestem ptakiem, żadna sieć mnie nie więzi; jestem niezależną istotą ludzką o wolnej woli". Ta powieść nauczyła mnie, by nigdy nie poświęcać swojej tożsamość, by sprostać oczekiwaniom, których sama sobie nie wyznaczyłam.

Najbardziej zaskakujące w byciu kobietą jest to, że wcale nie musimy poświęcać naszej kobiecości, by odnosić sukcesy i być traktowanymi poważnie. Możemy kochać biżuterię, buty, piękne ubrania, intensywne szminki a jednocześnie czuć respekt w pomieszczeniu pełnym mężczyzn.

Moją ulubioną piosenką o byciu kobietą jest „Feeling Good" Niny Simone.

Najsilniejszą kobietą, jaką znam, jest moja prababcia. Sama przebyła drogę z malutkiej wioski na południu Indii do Ohio i w okresie, gdy kobiety nie kształciły się i nie oczekiwano od nich, by robiły coś poza wychowaniem dzieci, skończyła dziennikarstwo, a następnie pisała o prawach kobiet w ogólnokrajowej amerykańskiej gazecie, jeszcze zanim została profesorem literatury angielskiej. Jej odwaga, wytrwałość i prawdziwa wiara w to, że może osiągnąć, co tylko zechce, niezależnie od oczekiwań, zostawiła we mnie ślad.

Najlepsze w dorastaniu jest podejmowanie własnych decyzji i odwaga do odmawiania. Z wiekiem nauczyłam się, że nie ma niczego złego w mówieniu „nie". Wydaje mi się, że gdy najmniej rozmyślamy, zyskujemy pewność w dokonywaniu wyborów i przestajemy obsesyjnie myśleć o tym, co mogłoby pójść nie tak.

Największym kłamstwem dotyczącym dorastania jest to, że każdy wie, co robi i ma plan.

Tak naprawdę nie czuję się jeszcze dorosła. Na pewno wystarczająco dorosła, by złożyć podanie na uniwersytet i myśl o tym, że mam rozpocząć studia we wrześniu tak samo mnie ekscytuje, co przeraża.

Najszczęśliwsza czuję się w święta. Wiem, jaki to frazes, ale szczerze mówiąc myślę, że nie ma nic lepszego od spędzania czasu z rodziną i bólu brzucha od nadmiaru zjedzonych babeczek bakaliowych. W tym roku urządziłam quiz „Jak dobrze znasz swoją rodzinę" i skończyło się łzami. Nie żałuję.

Miłość pachnie jak shakshuka i maślane tosty w sobotni poranek, gdy najbardziej ich potrzebuję, a moja mama wie, że to moje ulubione śniadanie.

Dolly Alderton pyta: Jeśli mogłabyś spędzić wieczór na mieście z dowolną kobietą, kto by to był i dokąd byście poszły? Michelle Obama. Bez żadnych wątpliwości. Poszłybyśmy zobaczyć Hamiltona (wiem, że uwielbia ten spektakl tak samo jak ja!), później zjadłybyśmy pyszne tajskie barbecue w Smoking Goat w Soho, a na koniec wybrałybyśmy się na silent disco, bo nie ma niczego lepszego.

Moje pytanie dla kobiety, która pojawi się w kolejnym artykule: Jak kobiety i dziewczyny mają nie bać się o przyszłość feminizmu w erze Trumpa i mogą pozostać pełne optymizmu?

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Przeczytaj też: