nigdy nie chciałybyśmy być tak sławne, jak beyoncé

Ibeyi przy okazji wizyty w Polsce opowiadają nam o byciu zwykłym człowiekiem z odjazdowym życiem.

tekst Mateusz Góra
|
23 Maj 2016, 4:15pm

@ibeyi2

Ibeyi znaczy w nigeryjsko-kongijskim języku joruba, w którym często śpiewają Naomi i Lisa, „bliźniaczki". Ten francusko-kubański siostrzany skład zdążył już wystąpić z Beyonce i zaśpiewać na kubańskim pokazie Chanel. Z taką nazwą nie mogą opowiadać o niczym innym, jak o siostrzanej relacji, którą zresztą świetnie widać na scenie. Po ich koncercie na Red Bull Music Academy Weekender w Warszawie, pogadaliśmy chwilę w oldskulowej garderobie w zakamarkach Pałacu Kultury, który zresztą przypadł dziewczynom do gustu, bo wrzuciły na swoje konto na Instagramie zdjęcie z dopiskiem „vintage'owe klimaty":

ibeyi2.PNG

@ibeyi2

Powiedziałyście mi przed chwilą, że dziennikarze zadają wam cały czas ten same pytania. Aż boję się zacząć…
Lisa-Kaindé: Daj spokój (śmiech), to normalne na początku, przedstawiamy się ludziom, to powoduje, że pytania się często powtarzają, tak już jest.

No właśnie, dopiero się przedstawiacie, a już pracowałyście z Beyoncé i śpiewałyście na pokazie Chanel. Marzyłyście o tym, żeby to zrobić?
Lisa-Kaindé: Hmm, myślę, że wprost odwrotnie. Moim marzeniem zawsze było mieć naprawdę spokoje, zabawne, ułożone życie. Może podświadomie marzyłam o byciu na scenie, ale na pewno nie był to jeden z moim celów. Teraz nie mamy spokojnego życia w ogóle, jak widzisz (śmiech)! Wydaje mi się, że jestem normalną osobą, która ma nienormalne życie.

Czyli nie chcecie być tak sławne, jak Beyoncé?
Naomi: Nigdy w życiu, to straszne. Oczywiście są dobre strony, ale ktoś cały czas ci mówi, że jesteś Beyonce. Nie możesz wyjść, masz ochronę, nie możesz zrobić tego czy tamtego, jeśli nie przyniesie zysku.

Lisa-Kaindé: Ważne, żeby mieć poczucie, że osiągnąłeś coś w wystarczającym stopniu. Wiemy, że musimy pracować, to biznes, ale wystarczy, żebyśmy mogły robić dobrą muzykę i dobrze żyć.

Beyoncé miała jednak ciekawy cel przy okazji „Lemonade" - pokazać światu siłę dziewczyn. Poczułyście ją?
Naomi: Tak, to był dziewczyński skład, chociaż w ekipie byli sami faceci (śmiech).

Lisa-Kaindé: Wcale nie - była dziewczyna od make upu! Dzięki Beyonce poznałyśmy dużo dziewczyn, młodych, które nie robią tego, czego chce od nich branża muzyczna, potrafią uderzyć pięścią w stół i iść swoją drogą. Myślę, że cały czas towarzyszy nam ta atmosfera, kobiety są coraz silniejsze, wolne, niezależne. W końcu ludzie zaczynają wierzyć, że możemy coś zrobić, a nie tylko dopasowywać się do oczekiwań innych.

A jakie to uczucie być na scenie?
Lisa-Kaindé: Świetne! Zapominasz na chwilę o wszystkich, to jak joga albo medytacja. Nie myślisz o niczym innym. O to chyba w ogóle chodzi w ruszaniu w trasę. Możesz zapytać większość artystów i wszyscy pewnie to potwierdzą - trasa jest wykańczająca, ale te wszystkie trudności równoważy właśnie ten moment na scenie. Czujesz wtedy, jakbyś był na haju, wszystko jest takie piękne.

Śpiewałyście też podczas pierwszego pokazu Chanel na Kubie. Co było wyjątkowego w tym występie?
Naomi: To było świetne doświadczenie, ale myślę, że cały czas miałyśmy z tyłu głowy myśl, co dalej stanie się z Kubą. Musiała się otworzyć, ludzie tego chcieli, 60 lat izolacji to za dużo. Z drugiej strony boję się, że to wcale nie będzie miało samych dobrych konsekwencji. Trudno powiedzieć, co się stanie.

Lisa-Kaindé: Boję się, żeby ludzie nie zapomnieli o kubańskiej kulturze pod wpływem wzorców ze Stanów, nie powinniśmy stawać się zupełnie tacy, jak oni.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W waszej muzyce też słychać przywiązanie do korzeni, przeszłości…
Lisa-Kaindé: Nasz ojciec zawsze powtarzał, że powinniśmy słuchać naszych przodków. Od zawsze miałyśmy wrażenie, że nasze relacje rodzinne i pochodzenie mają znaczenie. Poczułyśmy, że śpiewając w języku joruba (używanym w Nigerii, skąd na Kubę zostali przywiezieni przodkowie sióstr - przyp. red.) pozostajesz samym sobą.

Naomi: Znamy piosenki w języku joruba jeszcze z czasu, kiedy byłyśmy w brzuchu naszej matki. Od zawsze je kochałyśmy, a potem dostrzegłyśmy szansę, żeby połączyć je z czymś innym i to spodobało się ludziom.

Co jest na waszej liście „rzeczy-do-zrobienia"?
Lisa-Kaindé: Wiem, że to głupie, ale zawsze chciałam nurkować (Naomi: ja też!). A tak poważnie to chciałabym spojrzeć za siebie i poczuć, że wydoroślałam. To dla mnie najważniejsze, zawsze przekraczać granice, iść do przodku. No i zrobić świetny album, oczywiście.

Macie jakieś rady dla dziewczyn, które chcą zajmować się muzyką?
Lisa-Kaindé: Taylor Swift odpowiedziała kiedyś na podobne pytanie: „załatw sobie dobrego prawnika". Pomyślałam, że to beznadziejna odpowiedź, ale teraz rozumiem, o co jej chodziło. Muzyka to biznes. Z drugiej strony ja nie jestem businesswoman, więc radziłabym, żeby pozostała sobą, myślała o tym, co jest dla niej ważne, no i w końcu wzięła tego prawnika (śmiech). Ważne jest też pamiętać, co ma się do powiedzenia, jaką wiadomość chcesz przekazać światu.

Muszę w takim razie zapytać: jaką wiadomość wy chcecie przekazać światu?
Lisa-Kaindé: Miksuj, nie bój się! Jeśli coś ci się podoba to weź to i zacznij z tym eksperymentować. Bądź sobą i łam zasady, jeśli czujesz, że cię ograniczają. Słuchaj dużo różnej muzyki, koniecznie!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
Ibeyi
muzyka