wolę opowiadać bajki, niż liczyć lajki

Kamil Zając opowiada o swoim projekcie „Tkliwi nihiliści opanowujący pozycję dystansu”.

tekst Mateusz Góra
|
09 Sierpień 2016, 8:00am

Kamil Zając to twórca fanpejdża, który zmienił polskiego Facebooka. Powstał 6 lat temu, czyli właściwie w prehistorii, biorąc pod uwagę szybkość rozwoju mediów społecznościowych, i stał się wzorem dla setek podobnych stron, wpisujących się w nostalgiczny klimat retro. Tkliwi nihiliści kierują swój wzrok w przeszłość i w codziennej walce z rzeczywistością stosują zasady, które Kamil spisał w postaci Dekalogu. Nie chcą naśladować innych, nie mają zamiaru się śpieszyć i mają dość zalewu kiczowatych, kolorowych obrazów. Teraz fanpejdż Kamila, na którym głównie publikuje wyselekcjonowane przez siebie zdjęcia, lubi już ponad 175 tysięcy ludzi.

Wyjątkowo ważna jest dla niego zasada „nic na siłę". W naszą rozmowę wplata swobodnie różne wątki i wspomina mimochodem o swoich planach (czyli wydaniu tomiku wierszy „Szepty i Szyki"), ale zawsze zachowuje wobec siebie dystans, charakterystyczny dla prawdziwego tkliwego nihilisty.

Zdjęcie: Fritz Henle

Twój fanpejdż był jednym z pierwszych tego typu, istnieje już 6 lat, ludzie w artykułach o wpływie Facebooka na kulturę się na niego powołują. Czujesz, że zapoczątkowałeś jakieś większe zjawisko w polskim internecie?
Poważnie? Niewiele mi wiadomo na ten temat. Słyszałem, że jeden kolega dziewczynę w Warszawie poderwał na to, że zna 'tego od Tkliwych Nihilistów'. I co piszą w tych artykułach?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Piszą, że Tkliwi... zapoczątkowali modę w Polsce na fanpejdże, których celem jest oderwanie się od rzeczywistości, stworzenie specyficznej atmosfery. Inspirowałeś się innymi fanpejdżami, polskimi albo zagranicznymi, kiedy zakładałeś własny?
Trudno mi się odnieść do tych usystematyzowań, bo ich nie znam. Ale to oczywiście bardzo miłe. Inspiracją była zwykła ciekawość. Na zasadzie: zobaczmy bebeszki potwora. I jak ten Szewczyk utkałem nazwę, z którą będzie się można utożsamić, która będzie niejednoznacznie wymowna. Istotą fanpejdży jest wchodzenie w interakcje z użytkownikami, trzeba im coś oferować, podsyłać, promować, namawiać, indagować i angażować. A przecież na to wybitnie nie mam ochoty. Umieszczałem zdjęcia, które mniej lub bardziej nawiązują do nazwy. Taki antyfanpejdż bez nachalności, z oddechem, szacunkiem dla odbiorcy.

Zdjęcie: Jasmine Deporta

Zazwyczaj twórcy najlepszych stron na Facebooku mają swoje mity założycielskie. Czy ty też przypominasz sobie moment, w którym postanowiłaś założyć swój fanpejdż?
Na początku było słowo. A słowo fanpejdżem się stało.

Kiedy polubień zaczęło przybywać? Czy możesz wskazać przełomowy moment?
Wolę opowiadać bajki, niż liczyć lajki. Liczba fanów strony robi wrażenie. Ponad 175 tysięcy osób. Przy okazji pozdrawiam każdego z osobna bardzo serdecznie. Na początku była grupa. Po dwóch tygodniach fanpejdż.

A kiedy powstał Dekalog Tkliwego Nihilisty? Istnieje od początku, czy powstał z czasem, na bazie zdobytych doświadczeń?
Z czasem. Dojrzewał, rodził się i w końcu pojawił. Podoba ci się? Dekalog został napisany również po to, żeby jakiś przyszły kozak, na miarę Kieślowskiego, zekranizował każdy jego punkt.

Dekalog Tkliwego Nihilisty

1. Ćwicz dystans. Bądź tkliwy.
2. Nie celebruj rozczarowań.
3. Nadto nie wymagaj, staraj się oczekiwać.
4. Nie bądź uzależniony od bezradności.
5. Nie daj się przytłoczyć własnym oczekiwaniom.
6. Nie tresuj swojego stresu.
7. Daj sobie prawo do niezrozumienia.
8. Staraj się znaleźć rzeczom swoje własne miejsce.
9. Nie schlebiaj gustom, staraj się je kształtować.
10. Spiesz się powoli. Pośpiech upokarza.

źródło: Facebook

Mam wrażenie, że to deklaracja romantyka, który żyje w coraz bardziej nieromantycznym świecie, ale nie chce się poddawać. Który punkt jest dla ciebie najważniejszy?
O, to ciekawa interpretacja. Najbardziej interesujący są oświeceni romantycy. Jeśli chodzi o punkt, to zawsze punkt dojścia, nigdy wyjścia.

Jaki jest klucz selekcji? Co interesuje cię w zdjęciach, które publikujesz? Wybierasz je sam czy korzystasz z tego, co dostajesz od odbiorców?
Tak jak mówiłem, determinantą jest nazwa. Dostaję wiele propozycji zdjęć. Dużo z nich jest ciekawych, choć często nijak mają się one do nazwy. Myślisz, że Tkliwi posiadają jakąś stylistykę, estetykę? Jak ty to widzisz? Człowiek wrzuca te zdjęcia. Ludzie te lajki klikają i w sumie nie wiadomo, co tam sobie myślą.

Zdjęcie: Charlie Engman

Tak, są bardzo spójne. Może łączy je nostalgia, oczekiwanie na coś zaskakującego, klimat retro?
Pewnie tak też jest.

A czujesz, że ilość obrazów, która codziennie przewija się przed naszymi oczami jest za duża i za mało wyselekcjonowana? Czy taka strona, jak twoja, pozwala nam oderwać się trochę od zalewającego nas kiczowatego morza obrazów?
Absolutnie. Nieustannie zmieniające się obrazy powodują bezruch uczuć. Mam nadzieję, że Tkliwi nihiliści niekiedy przełamują ten impas.

Jak wygląda proporcja chłopaków i dziewczyn, jeśli chodzi o odbiorców twojego fanpejdża? Więcej jest nihilistów czy nihilistek?
Specjalnie dla ciebie już sprawdzam, bo nie wiem. Statystycznie na dwie tkliwe nihilistki przypada jeden tkliwy nihilista.

Co robisz w życiu poza prowadzeniem Tkliwych...? Wiem, że zajmujesz się też poezją.
Zawodowo organizuję związki i staram się pomagać ludziom. Tak, piszę też wiersze. „Tkliwi nihiliści opanowujący pozycję dystansu" są potwierdzeniem tezy, że jeden obraz jest więcej wart niż tysiąc słów. A co mnie zajmuje najbardziej aktualnie? Nie mogę powiedzieć.

Prowadzisz swój fanpejdż już sześć lat. To kawał czasu. Dlaczego w ogóle to robisz?
Właściwszym pytaniem jest: Dla kogo to robię? Dla ludzi oczywiście. Robię to, no bo to lubię i wiem, że wiesz, o co mi chodzi.

Z jakimi sprawami ludzie do ciebie piszą? Jaka była najciekawsza rozmowa, którą odbyłeś dzięki Tkliwym?
To pewnie dystans w nazwie sprawia, że tak naprawdę odbyłem stosunkowo niewiele rozmów na temat Tkliwych nihilistów. Ludzie listy piszą zazwyczaj kierowani szaleństwem marketingu, prośbą o udostępnienie, wsparcie i zrozumienie.

Czyli tkliwi nihiliści całkiem nieźle opanowali już pozycję dystansu. Czy myślisz, że coraz trudniej nam mówić poważne rzeczy bez ironii?
Ironia jest grą na pustej scenie, a z powagą nie ma żartów. 

Zdjęcie: Emilio Jiménez

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Wszystkie zdjęcia pochodzą z fanpejdża Tkliwi nihiliści opanowujący pozycję dystansu.

Tagged:
Fotografia
sztuka
kamil zając