krótki przewodnik po sztuce maurycego gomulickiego

Choć pokazywał swoje prace w Zachęcie i CSW, możecie kojarzyć go jako autora lasu metalowych muchomorów w Krakowie, dryfujących piersi w Sopocie albo betonowego węża na warszawskich bulwarach. Sztuka Maurycego Gomulickiego jest tak samo kolorowa, jak...

tekst i-D Staff
|
20 Październik 2015, 3:55pm

Co Cię tak bardzo pociąga w różowym?
Słodycz. Powidoki szczęścia i rozkoszy, jakie ze sobą niesie. Jest idealnym kontrapunktem dla melancholii.

... a co we fluo?
Witalność, soczystość nie z tej ziemi, zmysłowość rodem z koralowej rafy.

Jak byś określił swój styl ubierania się?
Jako zdeterminowany z silnymi inklinacjami w kierunku koloru i generalnym brakiem poważniejszych zahamowań.

Skąd bierzesz te wszystkie wariackie ciuchy?
Z lumpeksów i sklepów sportowych. Mam też wspaniałego krawca. Nie uważam moich ciuchów za wariackie - co najwyżej niektóre z nich można uznać za ekstrawaganckie, szczególnie w kraju, w którym dla całej masy ludzi kolor sprowadza się do różnych odcieni szarości.

Która z Twoich prac ucieszyła Cię najbardziej?
Kategoria „naj" jest szalenie limitująca. Szereg projektów przyniósł mi satysfakcję: eksploracja różu i jego potencjałów w ramach „Pink Not Dead!" była dość efektywną próbą działania w skali totalnej, miałem niezłą frajdę z „Fertylity Pop" - niecodziennie ma się okazję wykleić galerię narodową monumentalnymi dziewuszkami wypinającymi tyłeczki. Jaram się też na maksa moim aktualnym projektem „Nightflight to Venus" - uprawianie fotografii przyrodniczej w skąpanym w ultrafiolecie łóżku jest nader wdzięcznym zadaniem.

Która najlepiej pokazuje to, o co chodzi Ci w sztuce?
Myślę, że jednak Światłotrysk popularnie nazywany Szklanką. Różowe neonowe banieczki musujące w żoliborskim niebie bardzo dobrze oddają mój kult życia, zachwytu i radości, a to jest podstawa polityki, jaką uprawiam w świecie sztuki.

Gdzie lepiej się czujesz jako artysta, w galerii Zachęta, czy w parku na warszawskim Żoliborzu?
Każda z tych z sytuacji ma swój unikalny potencjał. Przestrzeń zielona jest jednak moim naturalnym habitatem. Bycie artystą nie jest dla mnie podstawową tożsamością. Jestem również, a często bardziej, ojcem, kochankiem, bibliofilem, pływakiem czy generalnie entuzjastą.

Przy okazji jednej z instalacji, przedstawiającej wielkie piersi unoszące się na wodzie, mówisz: „Cycki są fajne". Lubisz budzić kontrowersje?
Cycki są fajne. Nie widzę w tym nic kontrowersyjnego. To był projekt odnoszący się do specyficznych dynamik kurortu - rzeczywistości, dla której imperatyw ognistego, wakacyjnego romansu jest fundamentalny. W czasie sezonu słońce czy deszcz, staniki pękają tam w szwach i uginają się pod ciężarem łaknących admiracji piersi.

Co ostatnio zrobiło na tobie wrażenie?
Moja dziewczyna w kobaltowej sukni, bardzo obcisłej w talii i rozchodzącej się kloszowo do kostek, z krótkimi rękawkami w bufki, zadrukowanej w tropikalne motywy morskie: ryby i rozgwiazdy. Wypatrzyłem ją na ciuch targu w Fortach Sokolnickiego, ale nie spodziewałem się, że aż tak zagra. Mirella wygląda w niej jak absolutna księżniczka. Na dowolnym archipelagu rybacy z pewnością składaliby jej u stóp wieńce z kwiatów i kosze owoców, gdyby tylko mogli ją w niej zobaczyć - taką całą alabastrową, z włosami jak płonąca platyna.

O jakim projekcie marzysz?
Chciałbym projektować fontanny i baseny, które są świątyniami. Wielopoziomowe parki, z galeryjkami obiegającymi korony drzew. Pociąga mnie też szalenie przestrzeń stanowiąca oprawę dla miłości zmysłowej - wierzę, że potrafię wyśnić meta-sypialnie.

Już w najbliższy weekend będziecie mogli oglądać nowy projekt Maurycego, który zostanie zaprezentowany w ramach wystawy „Made by you", zorganizowanej przez i-D i Converse.

Przeczytaj też: 10 pomysłów Rafała Dominika na pop w sztuce10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Gregorze Różańskim.