Reklama

​przewodnik po świecie włosów dla ludzi, którzy nie mają na nic czasu

Rozmawiamy z projektantką i jedną z najlepszych warszawskich fryzjerek Sandrą Kpodonou o tym, że do dbania o fryzurę wystarczy szampon i odżywka, białe włosy są bardzo niepraktyczne i nie warto podążać za trendami z Instagrama.

tekst Mateusz Góra
|
30 Maj 2017, 5:55am

Jeśli masz ochotę wybrać się do pracowni Sandry, uważanej za jedną z najlepszych specjalistek od koloryzacji w Polsce, musisz zrozumieć kilka zasad. To nie będą odwiedziny w zwykłym salonie. Porozmawiacie o jedzeniu, stylu życia, tatuażach i podejściu do mody. Zostaniecie znajomymi, bo zaufanie odgrywa kluczową rolę. Wszystko w świecie Sandry dzieje się naturalnie, bez pośpiechu, w zgodzie w naturalnym cyklem organizmu. Dzięki swojej determinacji i spokojowi w ciągu lat udało jej się połączyć dwie pasje - modę i włosy. Teraz ma swoją markę, Kpodonou, a ostatnio projektowała dla Misbhv. Nie mogliśmy przegapić okazji, żeby na chwilę usiąść przy kawie i porozmawiać, jak dbać o włosy, żeby czuć się naturalnie i wyrazić fryzurą siebie bez konieczności spędzania godzin przed lustrem.

Dbanie o włosy dla wszystkich, którzy na wyjście z domu rano mają 10 minut (czyli większej części naszego pokolenia), to udręka. Jakie jest niezbędne minimum, żeby wyglądać dobrze?
Jeśli nie biegasz od fryzjera do fryzjera i nie zmieniasz fryzury w zależności od tego, jakie zdjęcia akurat zobaczysz na Instagramie, to już jest dobrze. Na pewno trzeba posiadać dobrego fryzjera albo kogoś, kto powie ci, w czym dobrze wyglądasz. Jeśli ufasz tej osobie, to więcej ci właściwie nie potrzeba. Po drugie, nie warto podążać za globalnymi trendami kolorystyczno-fryzurowymi.

Najważniejszy jest szampon i odżywka - kiedy dobrze dobierzesz te dwa produkty, nie potrzebujesz stosu olejków i wspomagaczy. Powinniśmy ufać sobie i swojej naturze - jeśli włosy są błyszczące, to nie ma znaczenia, czy są proste czy lekko falują. Powinniśmy dać sobie trochę swobody. Odżywione włosy jest łatwiej nawet czesać - nie musisz tracić czasu.

Mam prawie czarne włosy, a zawsze marzyłem o śnieżnobiałych. Chyba czas odpuścić.
Wszystkie zmiany powinniśmy robić powoli, a nie drastycznie, w przeciągu krótkiego czasu. Czasem lepiej zmienić kolor na kilka razy niż od razu. Nie zgadzam się przefarbować czarnych włosów na białe, odsyłam takie klientki do innych fryzjerów. Włosy tego nie przetrwają i nie istnieją takie produkty, które są w stanie to zmienić. Nie chcę też, żeby ktoś wychodził ode mnie z siatką odżywek. Pracuję tylko na dwóch, pozbawionych parabenów, sprawdzonych markach.

Białe włosy są po prostu bardzo trudne i drogie w utrzymaniu na co dzień. Na takie eksperymenty mogą sobie pozwolić osoby, które albo mają krótkie włosy, albo dużo czasu na ich pielęgnację. Jeśli robisz dużo innych rzeczy i masz fajne zainteresowania, to szkoda tracić czas. Do mnie dziewczyny przychodzą raz na pół roku - jeśli słuchają rad oraz mają dobry szampon i odżywkę, to ma sens. Możemy wtedy delikatnie zmieniać kolor.

Sama też masz konto na Instagramie, ale nie przypomina tego, co zazwyczaj możemy zobaczyć na stronach fryzjerów.
Tak, też mam Instagram, ale celowo utrzymuję go w naturalnych ramach. Pokazuję włosy, które nie spełniają wymagań tego, co jest obecnie w modzie. Dzięki temu dziewczyny, które do mnie trafiają, wiedzą, czego mogą się spodziewać.

Jeśli chodzi o strzyżenie to zmiana może być drastyczniejsza, ale nie jeśli chodzi o kolor. Dziewczyny czasem wysyłają mi screenshoty albo przychodzą ze zdjęciami szarych albo białych włosów. Oddaję takie zlecenia salonom, które to robią. Ja nie wezmę od nich tysiąca złotych za kolor, który po tygodniu się spierze, a ich włosy będą wyglądały jak szmata. Wiem, że to impuls młodości, ale nie chcę na tym zarabiać. Chodzi mi też o pokazanie swoim klientkom pewnego stylu życia - rozmawiamy o sporcie, aktywności. Ludzie, którzy do mnie przychodzą, rozumieją takie całościowe podejście.

Świadomie rezygnujesz też z rozgłosu, twój salon jest w kamienicy, bez wielkiego szyldu.
Tak, wszystko się dzieje wolno, naturalnie i to dłuższa droga. Czasem dziewczyny mówią, że obserwowały mój Instagram przez pół roku i zastanawiały się, czy przyjść. Kiedy przyjdą, a szczególnie jeśli nigdy wcześniej nie farbowały włosów, jest dla mnie wielkim zaszczytem. Wszyscy są przyzwyczajeni, że z włosami trzeba coś zrobić przynajmniej raz w miesiącu. Dla mnie minimum to dwa miesiące. Im rzadziej, tym lepiej dla włosów. Nic chodzi o kasę, ale o zadowolenie - jeden stały klient to 10 nowych, którym mnie poleci.

Unikasz podążania za trendami, ale na pewno je obserwujesz. Czy dzieje się teraz coś, co jest dla ciebie szczególnie inspirujące?
W mediach społeczenościowych widać już, że ludzie zaczynają się dzielić. Na tych, którzy eksponują bardziej swoją naturalność i tych, którzy dalej siedzą „w ładnym pudełku". Dla mnie inspiracją są te dziewczyny, które są naturalne i nie boją się tego pokazać. To przekłada się nie tylko na kolor włosów, ale też na modę i sposób życia. Im mniej, tym lepiej - ta zasada wchodzi nam powoli do głowy. Nawet jeśli białe włosy do ramion są trendy, to przecież nie musisz od razu sobie ich robić. Inspirujące jest to, że jeszcze 3 lata temu dziewczyny przychodziły z okładką jakiegoś magazynu i chciały mieć coś dokładnie takiego samego. Teraz mówią na przykład, że chcą włosy jakby wróciły z wakacji albo takie, z którymi nie będzie dużo pracy albo włosy bez odrostu za miesiąc.

Może w końcu katalogi, które chyba każdy kojarzy z salonów fryzjerskich, trafią do kosza. Zawsze są w nich kiczowate zdjęcia, jakby moda zupełnie nie zazębiała się z tym, jak wyglądają nasze włosy.
Dlatego w moim salonie panuje całkowity zakaz dla katalogów z włosami. Mam magazyny modowe z całego świata, byle nie specjalnie dedykowane włosom.

Zresztą sama starasz się połączyć te dwie dziedziny, które są zazwyczaj traktowane oddzielnie. Oprócz zajmowania się włosami, projektujesz, współpracowałaś ostatnio z Misbhv, masz własną markę.
Zawsze marzyłam, żeby połączyć projektowanie z fryzjerstwem. Wcześniej te dwie rzeczy istniały razem tylko w mojej głowie i muszę przyznać, że nie było łatwo to urzeczywistnić. Kiedy przyjechałam do Warszawy ( 8 lat temu) dużo mówiło się wtedy, że nie możesz być równocześnie fryzjerem i projektantem, że to słabe, bo „rozmieniasz się na drobne". Wszyscy wierzyli, że musisz się zdecydować na jedną z tych rzeczy. Przyszedł jednak moment, kiedy udało mi się znaleźć małą przestrzeń, żeby robić coś z projektowanie. Powoli, w przeciągu 8 lat, udało mi się dojść do momentu, kiedy otworzyłam pracownię. Inną kwestią są pieniądze - dzięki fryzjerstwu mogę być niezależna i nie muszę szukać środków, żeby zajmować się projektowaniem.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Ludzie dalej patrzą krzywo, kiedy mówisz, że jesteś i projektantką i fryzjerką?
W pewnym momencie wstydziłam się, że jestem fryzjerką. Kiedy ludzie pytali, czy robię włosy czy projektuję, to wymijająco przyznawałam, że zajmuję się włosami. A przecież to też moja pasja.

Ludzie robią kilka rzeczy i są w nich dobrzy. Mogłabym zajmować się tylko projektowaniem, ale dzięki włosom mogę sobie na to w ogóle pozwolić. Pracując mam poczucie, że mam dwie pasje i w końcu zaczynają się łączyć.

Co jest najważniejsze, kiedy chcesz połączyć swoje dwie pasje w taki sposób, żeby stały się pracą?
Mam super krawcową, bez której nie wyobrażam sobie mojej pracy. Rozumiemy się pomimo tego, że prawie nie rysuję. Mam pracownię, w której robiąc włosy, mogę jednocześnie projektować i nadzorować szycie. Mam też super managerkę, która z wielu rzeczach mnie odciąża, dzięki czemu mogę się skupić na tych najważniejszych, no i wspaniałych przyjaciół, dzięki którym się rozwijam. To chyba jest najważniejsze - dobra ekipa, fajni ludzie.

Rozmawialiśmy trochę o trendach i tym, że trzeba w nich znaleźć to, co ci naprawdę odpowiada. Czy czujesz, że ty już to znalazłaś?
Cały czas myślę o trendach, ale prawda jest taka, że ja po prostu wychowałam się w super kiepskiej dzielnicy w Łodzi, biegając w dresie z chłopakami po osiedlu. Dlatego później nienawidziłam dresu, zawsze unikałam go jak ognia. Ostatnio uświadamiam sobie jednak, że bycie z chłopakami, luźniejsze rzeczy, lata 90. - to jest gdzieś głęboko we mnie. Nie chcę się na tym za bardzo zafiksować, ale to jest dla mnie duża inspiracja.

Drugą rzeczą, która jest dla mnie bardzo ważna, są uniseksowe ubrania, bo sama tak podchodzę do mody. Dziewczyny zawsze mają problem z klasyczną białą koszulą „damską" . Przecież może być to koszula męska - na pewno nie zmieni to naszej kobiecości. To jest niesamowite, przecież uniseks to przyszłość. Podział na płci jest tylko w naszych umysłach. Dla mnie inspiracją są ludzie, którzy są otwarci, nie mają barier w swoich głowach, mają osobowość, a nie podążają za trendami. Nie ma sensu, żebyśmy godzinami się zastanawiali, kim powinniśmy być, kiedy możemy być po prostu sobą. Czasem patrzę na czyjeś zdjęcia i od razu widzę, że ta osoba jest w pozytywny sposób szalona - prawdziwego uśmiechu i emocji nie da się udawać. To właśnie mnie porywa. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Karol Grygoruk

Tagged:
trendy
Μoda
włosy
sandra kpodonou
fryzjerstwo