​supergirls: emma dajska

Jeśli obraz jest jak 1000 słów, to kolaż jest jak felieton na 1000 słów w dobrym magazynie publicystycznym. Kilka wycinków z gazet z dodatkiem jednego zdania potrafi celnie coś zauważyć, obśmiać albo przypomnieć. Jest równie prosty w wykonaniu, jak i...

tekst Basia Czyżewska
|
11 Maj 2017, 6:45am

Wyprężona pupa, na której topi się masło...
Tę pracę pokazałam w Galerii Łazienka, która rzeczywiście mieści się w łazience, ma umywalkę, lustro, kibel, wannę... Prowadzą ją moi koledzy Szymon Szelc i Jakub Grochola, którzy mocno animują krakowskie środowisko komiksowe. W Łazience wykorzystałam estetykę takiego instagramowego dziewczyństwa, po bandzie - do wanny nalałam wody, wrzuciłam kwiatki i brokat, a całość nazywała się „Mirror Check". Ta wystawa i prace, które tam pokazałam, były dla mnie formą pożegnania z okresem dojrzewania, żałobą po dziewczyństwie - tym nieuzasadnionym poczuciem głębokiego nieszczęścia, płaczem przed łazienkowym lustrem pod presją wpasowania się w jakiś absurdalny kanon kobiecości i atrakcyjności. Ja swój okres bycia nastolatką wspominam jako koszmar, bardzo się cieszę, że mam go już za sobą.

Dlaczego?
Częściowo z powodu tej nastoletniej neurotyczności związanej z nauką obchodzenia się ze zmieniającym się ciałem, które przez jakiś czas wydaje się kompletnie niedopasowane, nie twoje. Ale też dlatego, że dorastanie to pierwszy kontakt z seksizmem, nagle zdajesz sobie sprawę, że ktoś patrzy na ciebie jak na kawał soczystego mięsa i musisz sobie jakoś z tym poradzić. Jak pierwszy raz ktoś na ciebie zagwiżdże na ulicy, to czujesz się strasznie, za drugim jesteś wkurwiona, potem się trochę przyzwyczajasz, a jeszcze później uczysz się, jak odszczekać. Ale te pierwsze momenty są dość obrzydliwe. Ja swoje dorastanie i dziewczyństwo wspominam jako czas bólu i pogubienia, a z drugiej strony niesamowitego intelektualnego i twórczego pobudzenia - to właśnie wtedy, jeszcze w liceum, zaczęłam robić kolaże i mam duży sentyment do prac z tego okresu.

„Młodość boli aż do starości"?
To znów cytat z pracy... Ta powstała po wernisażu w Łazience, na którym dużo tańczyłam, trochę się upiłam, pokłóciłam się z przyjaciółką i wypłakałam koledze. Kiedy następnego dnia wracałam połamana pociągiem do domu, zrobiłam rachunek sumienia, no i ten kolaż. Wiadomo, na imprezach nigdy nie jest tak fajnie, jak ci się wydaje przed wyjściem. Nie jestem już nastolatką, a imprezy zamieniają wszystkich w nastolatki i wyciągają z nich te najgorsze nastoletnie cechy. Wleczemy za sobą te nasze wewnętrzne nastolatki aż do grobu (uśmiech).

Uważasz, że walka płci nadal trwa?
Na pewno istnieje nadal sporo stereotypów płciowych zakorzenionych w języku i schematach obrazowania.

W pracy nad kolażami sięgam po stare książki i magazyny z lat 60., 70., 80., które zestawiam z materiałem współczesnym - z różnymi papierowymi śmieciami, ulotkami, odpadami z introligatorni i drukarni, które znoszą mi znajomi, ale też z magazynami, głównie kobiecymi, z górnej i dolnej półki. Obowiązuje pewien kanon przedstawiania kobiety w mediach i w reklamie, który od wielu dekad za wiele się nie zmienił. Często wycinam ręce i zauważyłam, że kobiece dłonie zawsze są takie same — smukłe, wiotkie, słabe. Mogą opierać się na talii (żeby zaprezentować sukienkę) albo wskazywać produkt, ale zawsze są delikatne i nierzeczywiste jak dłonie manekina. To taka kobiecość, która ma coś sprzedać, pasywna, bez siły sprawczej.

We współczesnych magazynach kierowanych do niższej klasy średniej też jest mocny schemat - rumiana, uśmiechnięta blondynka patrząca w obiektyw. W magazynach modowych kierowanych do kobiet z dużych miast funkcjonuje z kolei model seksownej mimozy, bez uśmiechy, z rozchylonymi ustami, nieobecnym wzrokiem. Wycinam sobie 50 takich ust i po samych ustach poznaję, które są z jakich magazynów. Obraz kobiety w mainstreamowych mediach to nadal wybór między nieskomplikowaną, wesołą panią domu a femme fatale.

Ale chyba coś zaczyna się zmieniać, na przykład w języku. Coraz częściej odmienia się „męskie" zawody w żeńskich formach — architektka, badaczka, fotografka…
Faktycznie, kobiety próbują aktywnie zmieniać język i oczywiście to oburza ludzi z bardziej konserwatywnym podejściem do polszczyzny. Mnie się strasznie podoba ta plastyczność języka polskiego, jest taki soczysty i obrazowy. Język jest dla mnie często pierwszym impulsem do stworzenia pracy; w moich ostatnich kolażach jest coraz więcej tekstu. Zapamiętuję jakieś pijane smsy od znajomych, albo to jak moja babcia przekręca i łączy różne polskie powiedzonka, mówi na przykład: „interes kwitnie jak burza". A to już gotowy kolaż. Z tego układają się mi w głowie zdania albo rymy, do których dodaję element wizualny. Buduję swoje kolaże trochę tak jak używam języka, poszczególne elementy muszą ze sobą dobrze „brzmieć", a do tego mam słabość do rymów częstochowskich.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jeszcze jako nastolatka zaczęłaś współpracę z Rookie, kultowym magazynem Tavi Gevinson. Co dał ci kontakt z feministkami-nastolatkami ze Stanów?
Miałam wtedy 18 lat i magazyn przez długi czas funkcjonował tak, że poza stroną dużo też działo się w tajnej redakcyjnej grupie na Facebooku. Rozmawiałyśmy na czacie, podsyłałyśmy sobie książki, filmy do obejrzenia. Dużo dyskutowałyśmy o aktualnych wydarzeniach politycznych. Moje prywatne doświadczenia nagle zyskały szerszy kontekst, bardzo się wtedy doedukowałam teoretycznie i historycznie na temat feminizmu. Czuło się ducha prawdziwej dziewczyńskiej wspólnoty.

Poza tym ważne jest dla mnie ilustrowanie tekstów, z którymi się zgadzam. Współpraca z Rookie zaczęła się od kolażu do artykułu na temat kobiecej masturbacji i jakoś tak wyszło, że większość tekstów, które dostawałam później do zilustrowania, dotyczyło ciała i seksu. To jest dość trudne zadanie, za każdym razem znaleźć inną metaforę dotyczącą seksu - Rookie to magazyn dla nastolatek i nie mogłam, ani nie chciałam, używać golizny zbyt dosłownie, chociaż zdarzało mi się przemycić goły tyłek. Zazwyczaj jednak używałam sporo starych jak świat metafor korzystających z kwiatów i owoców (uśmiech).

A co z tu i teraz w Polsce, nie masz wrażenia, że dużo się ostatnio dzieje?
Tak, obserwuję na przykład prawdziwy wybuch dziewczyńskich, feministycznych zinów. W zeszłym roku organizowałam razem z Moniką Zaleską z Rookie spotkanie dla czytelniczek Rookie w Warszawie. Odezwały się do mnie dziewczyny z zina Girls To The Front - okazało się, że tego dnia też organizują dziewczyńską imprezę w Warszawie. Nie znałyśmy się, ale połączyłyśmy siły - my planowałyśmy luźny warsztat kolażowy, a dzięki Oli i Agacie doszedł program muzyczny, był koncert LASS i DJ set Damsels In Distress. A kolaże powstałe na warsztatach trafiły do następnego numeru ich zina.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że być może za dużo siedzę w amerykańskim internecie, bo skoro nie wiedziałam nic o dziewczyńskim zinie z Polski, to coś jest nie tak. Zdecydowanie zamiast czerpać tylko z feministycznych wzorców zza oceanu, musimy bardziej skupić się na lokalnych problemach kobiet. Lepiej poznać i promować własną tradycję feministyczną, również na poziomie wizualnym.

W innym zinie, „Dziewczyństwo", pokazujesz kwiat, który wyrasta na kaktusie, podpisujesz „Long time no see. Here's a sexy picture of me". To jest krytyka selfie?
Nie mam nic przeciwko kulturze selfie, ale mam mieszane uczucia w stosunku do emancypacyjnego charakteru selfie-feminizmu. To jest jeden sposób, ale są też inne - mój jest taki, że nie pokazuję swojej twarzy. Emma Dajska to w dużym stopniu postać fikcyjna. Wszyscy się stresują profilówką i zdjęciem na Tinderze, jest ta presja, żeby od czasu do czasu wrzucić coś nowego. Internet nie może zapomnieć, że istniejesz, a to trochę straszne.

Nawet jeśli kobiety, które tworzą, robią coś fantastycznego, zawsze pojawia się pytanie, czy to jest seksowna laska? Więc do kolażu z „Dziewczyństwa" wybrałam naprawdę beznadziejne zdjęcie, na którym prawie nic nie widać. Z fleszem, poruszone, zupełnie jak na imprezie. Pijana fota kaktusa, który nie jest ślicznym kwiatkiem.

„Supergirls" to seria rozmów z dziewczynami, które imponują nam swoją kreatywnością, rozmachem i wizjonerstwem. Chcemy poznać je bliżej i zainspirować się ich pozytywną energią.

Przeczytaj wywiady z naszej serii Supergirls:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie główne: Grzegorz Broniatowski, kolaż: Emma Dajska

Tagged:
sztuka
koláže
Basia Czyżewska
Emma Dajska
rookie mag
supergirls