the big moon o polityce i nierównościach

Debiutancka płyta zespołu zgarnęła nominację do nagrody Mercury, postanowiliśmy więc bliżej poznać londyński kwartet tworzący nostalgiczną muzykę niezależną dla nowego pokolenia.

tekst Alexandra Pollard
|
31 Lipiec 2017, 4:15pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

„Jestem w związku ze studiem nagrań", zadeklarowała producentka Catherine Marks w podcaście Laury Marling o nazwie Reversal of the Muse, „to jest jak związek — nie tylko z muzyką, jaką tworzysz, ale też z ludźmi, z którymi ją robisz". Sześć miesięcy po tej rozmowie, Jules Jackson z grupy The Big Moon klęczy na podłodze londyńskiego Play Deep Studios, zadając sobie pytanie: „Co by zrobiła Catherine"?

To pytanie zadaje sobie dość często, wyjaśnia nam, w czasie gdy zespół stroi gitary i nastawia perkusję, przygotowując się do nagrania nowej piosenki, „The Bomb". Marks wyprodukowała ich pierwszy album „Love in the 4th Dimension", wspólnie z Jackson - teraz prowadzą one osobne kariery. Po chwili zastanowienia doszła do wniosku: „Chciała, żeby brzmienie gitary było w 4 różnych miejscach, w 4 różnych oknach czasowych".

Marks była początkowo bardzo zdenerwowana współpracą z The Big Moon, ponieważ była przyzwyczajona do pracy w studio zdominowanych przez obecność mężczyzn. „Byłam bardzo nerwowa", wspomina, „ponieważ miałam w zwyczaju pracować wyłącznie z mężczyznami. Wiem jak nimi zarządzać, jest to bardzo proste, to jak kilka przycisków, które musisz opanować. Z kobietami jest całkiem inaczej, są dużo bardziej skomplikowane". Zespół tak tego nie postrzega. W rzeczywistości są one bardzo ostrożne, jeśli chodzi o płeć — nie chcą się na niej skupiać. Ta ostrożność była widoczna nawet w doborze producentki - ich decyzja współpracy została dokonana po próbach z paroma innymi producentami. Przekonała ich, ponieważ „spowodowała, że brzmiałyśmy jak my".

„Jestem też bardzo uważna, jeśli chodzi o zniechęcanie młodych dziewczyn, które rozważają dołączenie do zespołu", mówi basistka, Celia Archer. „Nie chcę, żeby czytały artykuły i myślały 'To straszne. Nie chce mieć z tym nic wspólnego'. Rozmowa o braku równouprawnienia jest ważna, ale nie chcemy robić też wielkiego halo z tego, że jesteśmy zespołem złożonym z kobiet. To bardzo grząski grunt".

Wróćmy jednak do piosenki i ostatecznych przygotowań. „Musimy zastanowić się nad tempem tego kawałka", mówi Jackson, zanim perkusistka Fern Ford w przerwie między jedzeniem swojego ratatouille z pojemnika, po prostu wspomina, że tempo wynosi 170. „Już to ogarnęłaś?!" pyta Jackson. „Ty spryciulo"! To oczywiste, że ona dowodzi drużyną, mimo, że proces jest oparty na współpracy,. Jest ona przecież główną wokalistką, pisze teksty piosenek i to ona założyła zespół kilka lat temu, kiedy to wrzuciła status na Facebooka o treści: „Czy zna ktoś kogoś, kto chciałby być w zespole? Ze mną? Jeśli napisze parę piosenek"?

To współczesne ogłoszenie na cześć dawnych rozwieszanych plakatów, mówiących „muzycy do zespołu poszukiwani", okazało się bardzo owocne. Po jakimś czasie Jackson zdołała uformować zespół z Archer, Ford i gitarzystką Soph Nathan. Ich muzyka jest połączeniem typowego rockowego brzmienia z weselszą popową wrażliwością, ukoronowaną niskim, przyjemnym głosem Jackson i oryginalnymi tekstami. „Tak złotko, podaj mój portfel, to moja kolej", śpiewa w „Cupid", przybierając personę mężczyzny nieudacznie próbującego kogoś podrywać, „Popatrz na mojego wypchanego Wacka". W ich piosenkach znajdziemy też wrażliwość. Dzisiaj, zabijając czas z dźwiękowcem biegającym między pokojami próbując naprawić awarię, Jackson zaczyna śpiewać b-side „Cupida", „Something Beautiful" półgłosem - „Ta wielka gorycz powątpiewania / Za każdą uśmierconą piosenkę" — zanim Nathan dołącza ze swoim żartobliwym pianinem. „Nie chce się tak zachowywać / Chcę tylko stworzyć coś pięknego".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Ten dotkliwy żal czai się także pod powłoką piosenki granej przez nich tego dnia, chociaż z pozoru słychać tylko oskarżycielski ton, wywołany wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA. Najpierw dają mi posłuchać wersji demo, a potem bardziej hałaśliwej wersję z próby na telefonie Archer (ta druga podoba im się bardziej). „To dla ciebie", mówi, wrzucając mi w dłonie swojego ostro poturbowanego iPhone'a i znika na papierosa. Nawet płynąc z blaszanego głośniczka telefonu, piosenka jest natarczywa i sroga — gitary warczą, a bas huczy. „Zasnęłam przy oglądaniu wiadomości i obudziłam się w koszmarze", śpiewa Jackson.

Dzień po wyborach podobnie czuło się wielu ludzi, którzy kładąc się sądzili, że Clinton ma wygraną w kieszeni. Poczucie niedowierzania i wyparcie innej możliwości było szczegółowo opisywane przez kolejne tygodnie i miesiące, wskazywano to jako dowód na istnienie bańki liberałów. „Myślałam o tzw. efekcie echa [echo chamber — sytuacji, w której informacje, pomysły czy wierzenia są powielane i wzmagają na sile przez powielanie ich w systemie]", mówi Archer. „Oczywiście jest problematyczny, to zamknięte koło, ale z drugiej strony wyobraźcie sobie, że jesteście transpłciowym dzieciakiem z małego miasteczka. Mogłoby wam pomóc, gdybyście mieli dostęp do wirtualnej przestrzeni, w której możecie zobaczyć wielu ludzi takich jak wy, którzy stoją po waszej stronie i dla was walczą".

Jackson napisała kilka „naprawdę rozgniewanych" piosenek, zanim ukazała się „The Bomb", a potem „wiele naprawdę smutnych piosenek, które wydały się jednak bezużyteczne". W końcu postanowiła, że przesłanie solidarności ma większą moc. „Niektórzy chcą zmienić świat na gorsze", śpiewa w jednym ze spokojniejszych momentów piosenki. „Ale dopóki mamy w sercach miłość, mamy władzę. Nigdy nie kochałam cię bardziej niż teraz".

„Chciałam napisać coś bardziej łączącego i pozytywnego", wyjaśnia. „Chodzi o siłę protestu i naszą przewagę liczebną. Chodzi o to, jak ważne jest zjednoczenie się w opozycji. Siły mogą robić co tylko chcą, ale my — ludzie żyjący swoim życiem i podejmujący akcje — jesteśmy wszystkim. Gdy nie masz przewagi i siły, najlepszym wyjściem jest dobre traktowanie ludzi wokół ciebie i walka o tych, którzy tego potrzebują".

„Gdy coś nie dotyka was bezpośrednio, łatwo to lekceważyć", mówi Archer. „Ale jeśli macie głos, musicie z niego korzystać — to ważne". Dziś The Big Moon korzystają ze swojego, z całą siłą i werwą, jakie są w stanie znieść dźwiękoszczelne ściany studia.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alexandra Pollard
Zdjęcia: Sarah Lou Beasley

Tagged:
the big moon
love in the 4th dimension
muzyka wywiady
nagroda mercury