o co chodzi w gumce?

Sięgamy po gumkę do włosów – legendę lat 90. – która zrodziła całą masę kontrowersji.

tekst i-D Team
|
16 Marzec 2015, 2:20pm

Ten rodzaj upięcia, nazywany też frotką, składa się z elastycznej tasiemki zakrytej kawałkiem tkaniny, która wokół końskiego ogona, koczka albo czegokolwiek na czubku młodej (lub nie) damskiej głowy, formuje coś w stylu kolorowego bawełniano-poliestrowego ptysia. Mam taką jedną albo dwie, i muszę przyznać, że to naprawdę wygodny i przydatny gadżet. Przede wszystkim jest miękki i - w przeciwieństwie do innych - nie niszczy włosów. Po czasach swojej świetności w latach 90. na długie dekady wypadł jednak z mody (do czego przyczyniła się m.in. potępiająca frotki przemowa Carrie z Seksu w wielkim mieście). Jednak teraz, jak gdyby nigdy nic wracają na gwiazdach i blogach, a o ich powrocie piszą takie gazety jak „The Huffington Post" i „The New York Times". O co chodzi w gumce? Weźmy tę sprawę pod włos.

Prawdziwy szał na frotkę zaczął się, jeszcze zanim się urodziłam, ale pełny rozkwit osiągnął na początku lat 90., gdy Hillary Clinton stała się jej największą fanką - i nosiła ją czy to na oficjalne okazje, czy podczas podróży Air Force One'em. Historia zna też łyżwiarki figurowe, które wiązały nią swoje koczki, ale w Beverly Hills, 90210 - poza Brendą i Kelly - nosiła ją też kujonka Andrea, co przekonało wszystkich: to coś dla każdego. A teraz, gdy szalone lata 90. wróciły, fioł na frotki też.

Po powrocie gumka uwiła sobie gniazdko w świecie mody. W 2012 roku dwie dziewczyny z Londynu założyły markę My Crazy Scrunchie. Zaprosiły swoje przyjaciółki: Carę Delevingne, Alice Dellal i Suki Waterhouse, żeby wystąpiły w promujących ją filmikach, a Vivienne Westwood poprosiła je nawet o zaprojektowanie frotek na pokaz jej linii „Red Label".

Po francusku mówi się na nią „chouchou", co również znaczy „kochanie" lub „pupilek". Słowo samo w sobie brzmi tandetnie - dokładnie tak, jaki jest ten bajer. Tak, uważam, że frotki są głupie. Nie jestem pewna, czy „głupie" to dobre słowo - zakłada, jakby posiadały osobowość, której przecież nie mają. Mają jednak swoich zwolenników (co widać gołym okiem) i pewnie właśnie to wydaje mi się rozdmuchane. Frotka jest przydatnym, ale niezbyt atrakcyjnym dodatkiem do włosów. Niczym więcej. Nie zasługuje na całą uwagę, którą przyciąga.

Wciąż próbując zrozumieć, o co chodzi z gumkami, postanowiłam pogadać z Kataliną Sharkey de Solis, jedną z założycielek popularnego na Instagramie konta @scrunchiesofinstagram (dokładnie tak: działa o nich specjalny Instagram!):

- Frotki przeżywają w tej chwili swój wielki powrót. Trend ustanowiły gwiazdy i arystokracja (eksdziewczyna księcia Harry'ego, Cressida Bonas). A w końcu szeroka publika, napędzana nostalgią za erą końskich ogonów, zaczęła czaić bazę - mówi.

Postanowiłam wyluzować i dać gumce spokój. Nie tylko nie mam o niej nic do powiedzenia - chyba jedynie to, że zabezpiecza włosy przed niszczeniem - ale myślę, że ona też nic złego mi nie zrobi. Boli mnie tylko, że szał na nią nie polega na frotce samej w sobie, ale na jej dziwnej popularności i całym tym nonsensie dookoła. Czy ludzi obchodzą wsuwki i opaski? Nie bardzo. Liczę, że tak samo będzie z gumką. Chciałabym, żeby miała już spokój. Daje chwilę wytchnienia naszym włosom, czemu my też jej nie odpuścimy?

Kredyty


Tekst: Cleo Le-Tan
Zdjęcie: Pierre Bailly
Stylizacja: Cathy Kasterine
Modelka: Alek/Select

Tagged:
POP
Μόδα
lata 90.
cleo le-tan
Gumka