Reklama

petra collins: artystka-feministka

Urodzona w Toronto artystka Petra Collins ma 21 lat i jasny cel w życiu: zmienić świat, żeby dziewczynom żyło się lepiej. Jej życie może z wierzchu przypominać bombonierkę, ale niech was to nie zmyli: każda z czekoladek ma wyrazisty smak walki o...

tekst Sarah Raphael
|
13 Maj 2014, 1:50pm

Petra Collins to typowy produkt lat 90-tych. To oznacza, że ubiera się w stylu lat 70-tych, montowała klipy, zanim skończyła osiem lat, a największe przyjaźnie nawiązała w sieci. Jeśli wierzyć jej profilowi na Instagramie, świat Petry jest jak ze snu, w którym nie ma nic, oprócz neonowych esemesów, błękitnych przestworzy, starych aut w stylu retro, pięknych ludzi i mnóstwa zniewalającego czaru. Nic dziwnego, że w niektórych komentarzach pod zdjęciami można wyczuć nutkę zazdrości: "Dziewczyno, masz wszystko. Zostaw coś dla innych", "Kurde, czemu sama tak nie wyglądam", albo "Czasem chciałabym być Petrą Collins". Dziewczyny, to nie tak. Wbrew pozorom, życie Petry wcale nie jest usłane różami. "Może się wydawać, że wiodę beztroskie życie, ale to są tylko ładne obrazki. Na co dzień towarzyszy mi cierpienie. Cały czas walczę z depresją", wyznaje Petra. Postanowiła przekuć tę walkę w przystępną sztukę, stając na czele stricte żeńskich kolektywów artystycznych. Pragnie w ten sposób zachęcać inne dziewczyny do tego, by śmiało wyrażały własną indywidualność i czerpały pewność siebie z tego, kim są. Walczy o wolność słowa i bezpruderyjny dyskurs o kobiecej seksualności, która zbyt długo pozostawała wstydliwym sekretem. W zeszłym roku zablokowano jej konto na Instagramie, bo wrzuciła na nie swoje zdjęcie, na którym zza majtek wystawały jej włosy łonowe. A przecież pokazała samą prawdę. Cenzura tak wkurzyła Petrę, że napisała o tym do Oyster i The Huffington Post w następujących słowach: "Nie słuchaj ludzi, którzy ci mówią, jak masz wyglądać czy się zachowywać. Nie słuchaj, kiedy wmawiają ci, że twoje własne ciało nie należy do ciebie." Robiąc zdjęcia do Miss Vogue, Rookie (redaktorką jest jej kumpelka Tavi Gevinson) i Vogue Italia, Petra eksperymentowała z neonami, rzeźbą, malarstwem i pisaniem. Jest muzą Ryana McGinleya, szefową castingów u Richarda Kerna, prowadzi własną audycję radiową na know-wave.com, jest kuratorką i projektantką T-shirtów. Petra to objawienie świata mody i bojowniczka o słuszną sprawę w jednym. Witajcie w jej świecie. Pozwólcie się oczarować, ale zanim poczujecie ukąszenie zawiści, pamiętajcie: Petra jest po waszej stronie!

13.30, Nowy Jork
Siema Petra, jak ci mija dzień?
W porządku... właśnie się obudziłam! [śmiech]

Ha, ok. Powiedz coś o swoich zdjęciach z tego cyklu. Kiedy je zrobiłaś?
Większość powstała w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy. Robię mnóstwo zdjęć!

Ile dziennie?
Jeśli lokalizacja jest naprawdę super, to nawet setki, ale czasem zdarza mi się zrobić tylko cztery.

„Robię zdjęcia, bo mam taką potrzebę. Nigdzie indziej nie znajduję takich emocji, jakie daje mi fotografowanie."

Co porabiałaś przez ostatnie parę tygodni?
Cały czas siedzę w Nowym Jorku. Niedawno odbyła się wystawa moich prac, a przedtem byłam kuratorką wystawy grupowej.

Opowiedz o swojej wystawie...
Stanowi zbiór wszystkich moich prac, które powstały między 15, a 21 rokiem życia. Większość z nich to fotografie, ale zaczęłam też korzystać z innych środków wyrazu, więc na wystawie znalazły się też neony i rzeźby.

Co przedstawiały neony?
Fragmenty tekstów do kawałków Rihanny. Niektóre z nich są według mnie bardzo feministyczne.

Na przykład?
Jest taki fragment w kawałku Rude Boy, który leci tak: "Kochanie, jeśli tego nie czuję, nie będę udawać." Albo zapętlony refren zCockiness: "Uwielbiam, jak mnie liżesz."

Rihanna jest dla ciebie inspiracją?
Absolutnie tak. Jej kawałki niosą lepszy przekaz dla nastolatek, niż reszta współczesnej muzy. Te piosenki są nieprzyzwoite, ale za to upodmiotowiają kobietę, bo to ona panuje nad sytuacją. Dla porównania weźmy takie One Direction i ich teksty: "Jesteś piękna, bo o tym nie wiesz." To znaczy, że jesteś ładna tylko wtedy, kiedy nie zdajesz sobie sprawy z własnej urody. To nie jest dobry przekaz. Na mojej wystawie można też było zobaczyć neonowe esemesy. Część z nich to wiadomości, które sama wysłałam, a resztę dostałam od osób, którym robiłam zdjęcia. Zbieram takie wiadomości. Czuć w nich smutek i niskie poczucie wartości. Stąd mój pomysł, żeby przedstawić je w postaci neonów, które kojarzą się z klubami ze striptizem, na przykład z neonowym szyldem "Gorące laski." Pomyślałam, że ciekawie będzie użyć takich środków do wyrażenia tego, co dziewczyny naprawdę o sobie myślą. Z jakiego rodzaju presją muszą się zmierzyć współczesne dziewczyny? Głównie chodzi o nacisk na powierzchowność i niskie poczucie własnej wartości. Właśnie widziałam świetną kampanię z udziałem Beyoncé, która dotyczy słowa "despotka." Chodzi o to, że o dziewczynach i chłopakach mówi się zupełnie innym językiem. Jeśli dziewczyna przejmuje kontrolę, to "się rządzi" albo jest "despotką", ale kiedy to chłopak przejmuje stery, to jest "szefem". Oprócz tego są jeszcze wzorce estetyczne, stworzone z myślą o dziewczynach. Kobiety zmuszone są funkcjonować w nierealnej przestrzeni, gdzie nie mogą sobie pozwolić na to, żeby w pełni być sobą. Od chwili, gdy dziewczynka wchodzi w okres dojrzewania, uczy się ją, żeby zdusiła w sobie potrzebę naturalnej ekspresji. Ciężko się w tym wszystkim połapać.

Skąd wziął się pomysł, żeby z kobiecej seksualności uczynić przedmiot poszukiwań artystycznych?
To mój sposób na rozwiązywanie problemów. Kiedy zaczęłam fotografować w wieku 15 lat, miałam problemy z własnym ciałem i seksualnością, oraz z tym, jak postrzegają mnie inni i jak ja postrzegam samą siebie.

Czy twoja praca i ludzie, których dzięki niej poznałaś, pomogli ci uporać się z tymi problemami?
Zdecydowanie tak. Ale mimo że jestem bardziej świadoma, niż kiedyś, to i tak cały czas myślę o tym, jak wyglądam. Wkurza mnie to, bo chciałabym mieć to w nosie. Nie jestem jakimś skrajnym przypadkiem, wszystkie dziewczyny się tak zamęczają. Traci się tyle czasu na coś tak zbędnego. Cieszę się, że udało mi się przeprogramować samą siebie pod wieloma względami, ale tego problemu do końca nie rozwiązałam.

"Noszę to, w czym jest mi wygodnie. Wtedy wygląda się najlepiej."

Na co zwracasz uwagę podczas castingów?
Głównie na osobowość. Wiem, że to brzmi tandetnie, ale jeśli masz fajną osobowość i coś ciekawego do powiedzenia, to widać na zdjęciach. Ładna buzia nie zawsze jest gwarancją dobrego zdjęcia.

Świat mody bardzo interesuje się tobą i grupą twoich przyjaciół. Jak się poznaliście?
W sieci. Byliśmy fanami swoich profili i tak się zaczęło.

Co lubicie najbardziej razem robić?
Przesiadywać u mnie w łóżku [śmiech]. Po prostu spotykać się i gadać.

Jak opisaliby cię twoi kumple?
Nadaktywna... trochę nieprzytomna... i może troskliwa? [śmiech]

Co was łączy?
Chyba apetyt na sztukę.

Co rozumiesz przez pojęcie "artysta"?
Dla mnie to kwestia być albo nie być. Zajmuję się sztuką od maleńkości. Uprawianie sztuki jest dla mnie nie tylko świetną zabawą, ale i wewnętrznym przymusem. Zaczęłam robić zdjęcia, bo czułam taką potrzebę. Poza tym, nic innego nie dostarcza mi takich emocji, jakie daje mi fotografowanie. Ludzie oglądają dzieła sztuki nie z chęci materialnego zysku, ale po to, by coś poczuć.

Co sprawia, że zdjęcie jest dobre?
Musi poruszać. Wzbudzać emocje. Zdjęcia Ryana tak na mnie działają. Patrząc na jego fotografie, słyszę muzykę, czuję te emocje.

Jak poznaliście się z Ryanem?
Na parkiecie jednego z barów gejowskich w Toronto! Wziął ode mnie numer telefonu. Byłam w tamtym czasie kuratorką pewnej wystawy. Następnego dnia po naszym spotkaniu Ryan przypadkiem na nią trafił. Kiedy zorientował się, że to ja ją zorganizowałam, wysłał mi stamtąd selfie!

Skąd się bierze twoja kreatywność? Czy to sprawka genów?
Mój ojciec jest prawnikiem karnistą, ale zawsze bardzo mnie wspierał w moich dążeniach. Moja mama kiedyś pracowała w węgierskiej branży filmowej, ale potem wyemigrowała do Kanady. Trafiła do grupy uchodźców. Potem całe życie podporządkowała wychowaniu mnie i mojej siostry. Stworzyła nam niezwykłą przestrzeń do zabawy sztuką. To od niej dostałam kiedyś naprawdę niesamowitą zabawkę: kamerę, którą można było kręcić 30-sekundowe filmiki, z oprogramowaniem, które przypominało iMovie. Dlatego pierwsze doświadczenia z montażem miałam w wieku ośmiu lat. W podstawówce miałam pod górkę, bo nie potrafiłam dobrze czytać ani pisać, i miałam trudności z koncentracją. Jedyne, co mnie wtedy utrzymywało przy życiu, to własna twórczość.

Czyli płynie w tobie węgierska krew?
Tak. Płynnie mówię po węgiersku.

Wow, zaimponowałaś mi. Czy twoja mama miała wpływ na twój styl?
Z pewnością. Zawsze powtarzała: "Noś, co chcesz." Dlatego noszę tylko te rzeczy, w których jest mi wygodnie. Moim zdaniem wtedy wygląda się najlepiej.

Jakich projektantów cenisz najbardziej?
Uwielbiam duet Meadham Kirchhoff. Dwójka moich przyjaciół - Julia Baylis i Mayan Toledanko - też projektuje ciuchy. Są w tym naprawdę dobrzy.

Co jeszcze będziesz dzisiaj robić?
Czeka mnie sesja zdjęciowa z Cassie i Indią, a potem będę prowadzić własną audycję o 18.00 na know-wave.com razem z Chrissie Miller.

O czym będziecie rozmawiać podczas audycji?
O depresji. Będziemy zachęcać słuchaczy, żeby do nas dzwonili z pytaniami. Postaramy się im pomóc. Moja mama zmagała się z chorobą psychiczną, a ja walczę z depresją. Moim zdaniem należy o tym głośno mówić.

Będziemy czekać przy radioodbiornikach...

@petrafcollins 

Kredyty


Tekst: Sarah Raphael
Zdjęcia: Petra Collins i przyjaciele

Tagged:
Petra Collins
Wywiady
Kultura