następca „stranger things”

Nowy serial Netflixa, „The OA”, ma szanse powtórzyć sukces „Stranger Things”. Jego pomysłodawczyni zdradziła nam, jak powstawał i czego możecie się spodziewać.

tekst Colin Crummy
|
19 Grudzień 2016, 12:29pm

Trudno jest mówić cokolwiek o „The OA" bez zdradzania całej fabuły. Jest to serial tak zagadkowy, że nawet wyjawienie wam, co oznaczają tytułowe litery, byłoby wielkim spoilerem. Premiera wszystkich odcinków „The OA" w zeszły piątek na Netflixie jest niespodzianką równie wielką, jak ukazanie się albumu Beyoncé.

Ośmioodcinkowy serial został zrealizowany według pomysłu aktorki Brit Marling i drugiego reżysera Zala Batmanglija, a pilotażowy odcinek ustawia poprzeczkę wysoko wszystkim kolejnym. „The OA" zaczyna się od tajemnicy, która zamiast doczekać się wyjaśnienia, jedynie się pogłębia. Prairie - w tej roli Marling - jest młodą. niewidomą kobietą, która wiele lat temu nagle zniknęła ze swojego domu na przedmieściach. Teraz Prairie powraca, nie mówiąc nikomu - rodzinie, mediom czy FBI - gdzie była i dlaczego. Albo jakim cudem udało jej się odzyskać wzrok.

Bez wyjaśnień Prairie po prostu wraca do szarego, podmiejskiego świata, gdzie rekrutuje czterech nastolatków i ich nauczycielkę do misji, która nie ma sensu - aż do momentu kiedy opowiada im swoją historię. Przy świetle świec, w opuszczonym domu Prairie mówi im, co wydarzyło się, kiedy zaginęła. W tej chwili „The OA" rusza pełną parą: pojawia się motyw uprowadzenia, śmierci klinicznej, podróży w czasie, amerykańskiego snu czy mitu męskości. „The OA" opowiada odważną historię; Marling i Batmanglij burzą wszystkie zasady na tyle, że nawet napisy końcowe przyprawiają nas o dreszcze.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Marling i Batmanglij nie po raz pierwszy serwują nam podróż w głąb podświadomości. Batmanglij wyreżyserował swój pierwszy ważny film „Sound of My Voice", w którym główną rolę zagrała Marling, a premiera odbyła się na festiwalu Sundance. Był to niskobudżetowy obraz, który oscylował wokół gatunków takich jak science fiction czy film religijny. Pełnometrażówka pozwala zrozumieć naturę „The OA". Widać że Marling i Batmanglij podeszli do tematu raczej jak do ośmiogodzinnego filmu, niż do serialu - ich pomysł rodził się przez 3 lata.

„Było to dla nas bardzo ważne, chcieliśmy stworzyć ośmiogodzinny film, który miałby wiarygodny, różnorodny świat i mitologię, nad którymi pracowalibyśmy całymi latami. I żeby ta mitologia miała głębsze znaczenie", tłumaczy Marling. „Pisaliśmy przez 3 lata, chcieliśmy rozważyć wszystkie możliwości".

Poczucie, że przynajmniej twórcy „The OA" wiedzą, dokąd zmierza ich historia, powinno uspokoić każdego, kto poczuł rozczarowanie popularnymi serialami, takimi jak „Zagubieni", których autorzy dopisywali dalszy ciąg na poczekaniu w trakcie emisji. „The OA" może przysporzyć o zawroty głowy swoimi zwrotami akcji, dlatego dobrze wiedzieć, że przedstawione tam zagadki doczekają się rozwiązania. „Nad historią myśleliśmy dobrych parę lat. Nie zależało nam tylko na mocnym starcie", ciągnie Marling. „Wszystko ustaliliśmy parę lat przed premierą, od początku wiemy, jakie będzie zakończenie".

Program musi też zgrabnie poradzić sobie z jedną kwestią: przełączaniem akcji pomiędzy fantastycznym światem historii Prairie, a brutalnym realizmem podmiejskiej Ameryki, do której powróciła. W celu researchu, Marling i Batmanglij udali się w podróż po szkołach w środkowo-zachodniej części USA. Zależało im na uchwyceniu realistycznego wyglądu współczesnego liceum, które staje się kanwą drugiej historii w „The OA" - doświadczeń czterech chłopców i ich nauczycielki słuchających historii Prairie.

Nie przez przypadek opowieści bohaterki słuchają chłopcy - w tym jeden transpłciowy nastolatek. „Wszyscy zdawali się odczuwać cichą desperację, szczególnie młodzi chłopcy, to odróżniało ich licealne doświadczenia od moich", mówi Marling o doświadczeniu z nastolatkami. „Zdaje się, że definicja kobiecości uległa ostatnio rozszerzeniu, jednak analogiczne zjawisko zmieniające znaczenie męskości nie istnieje. Są zagubieni w kwestii tego, co oznacza bycie mężczyzną. Definicja męskości stała się bardzo wąska".

„Wąski" to ostatnie słowo, którego użylibyśmy do opisania „The OA". Serial rozwija się niczym wciągająca książka, bezustannie meandrując w nowe wątki. Bez wątpienia będzie się go opisywać jako dorosłe „Stranger Things", jednak nowy serial ma o wiele więcej podobieństw do powieści Hany Yanagihary „Małe życie". Zupełnie jak szeroko analizowana książka, serial wykorzystuje fantastyczną historię jako metaforę prawdziwego świata. Właśnie ta supernaturalność - choć może podzielić fanów - jest siłą „The OA". Serial pokazuje, jak znaleźć swoje miejsce w bezlitosnej rzeczywistości i opowiada o tym, co fantastyczne. O świecie, który - jak tłumaczą twórcy - jest nam potrzebny. „Muszę w ten sposób postrzegać świat, żeby przetrwać", mówi Marling. „Żeby przetrwać brutalność rzeczywistości i życia. Muszę tchnąć nieco magii w codzienność". Wydaje się, że na koniec długiego, ciężkiego 2016 roku, nic nie przyda się nam bardziej niż „The OA".

„The OA" możecie obejrzeć na Netflixie

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Colin Crummy

Tagged:
TV
Netflix
Wywiady
telewizja
Newsy
seriale
brit marling
The OA