Reklama

normcore jak nowo narodzony

Gdy tłum w paryskim klubie dla gejów nagle wystroi się w garnitury, to co stanie się z normą? Nadszedł czas, żeby odczarować normcore.

tekst Anastasiia Fedorova
|
07 Luty 2017, 3:40pm

Gabbers - Rotterdam 1994. Exactitudes.

Najnowsza kolekcja Vetements, pokazana w Paryżu pod koniec stycznia, wywołała wiele dyskusji — co było oczywiście do przewidzenia. Niewiele marek tak łatwo generuje kontrowersje i komentarze. W tym sezonie Gvasalia zainspirował się fotoksiążką „Exactitudes" Ariego Versluisa i Ellie Uyttenbroek, „fotograficznym argumentem przeciwko wyjątkowości". Ich dzieło jest katalogiem podobnych stylówek w różnych grupach społecznych na przestrzeni 15 lat. Tak powstało 36 modowych stereotypów, chodzących po wybiegu Balenciagi — od bogatej suki w futrze po korposzczura, punka i kibola. W recenzjach pokazu często przewijało się słowo „normalny": „normalne ubrania", „zupełnie jak normalni ludzie na ulicy". Co tak naprawdę oznacza ten wyraz, szczególnie w modzie męskiej, w obliczu politycznych kryzysów ostatnich lat?

Pamiętacie pewnie „normcore" — termin, który w 2013 roku wymyśliła K-Hole, agencja przewidująca trendy. Prasa szybko podchwyciła temat, ale w praktyce sprowadzał się on do noszenia spodni w kolorze khaki, rybackich kapelusików i sportowych skarpet z ortopedycznymi sandałami. Chodziło po prostu o ubieranie się jak Steve Jobs. Trend zniknął równie szybko, jak się pojawił, ale nie odszedł w całkowite zapomnienie. Przeniknął do współczesnej mody. W 2017 roku „normalność" znów wraca do łask.

Kolekcja Vetements na jesień/zimę 17 zawierała typowe dla marki oversize'owe kurtki i bluzy, ale pojawiło się także wiele konwencjonalnie formalnych i codziennych rzeczy: spodnie, marynarki, celowo ubrzydzone i niechlujne kurtki — zupełnie, jakby zwinęli je prawdziwemu księgowemu dojeżdżającemu do pracy pociągiem. Druga męska kolekcja Balenciagi autorstwa Gvasalii również nawiązywała do biurowego stylu. Zaprezentował normalne, formalne stroje z perspektywy mody wysokiej: marynarki na gołych klatach, spodnie za ciasne lub za obszerne, zupełnie niedopasowane chinosy, ortopedyczne trampki zmienione w towar luksusowy. Nawet najnormalniejsze połączenie flanelowej koszuli i swetra z zaburzonymi proporcjami wyglądało sztywno. Nie zapominajmy też o logotypie wzorowanym na kampanijnym sloganie Berniego Sandersa.

Jego logo przeszło wiele metamorfoz: zostało zmienione w nadruk dla fanów metalu, a nawet przeniesione na podróbkę kultowej koszulki Black Flag. Dlaczego ta zabawa była tak interesująca? Bo Sanders, mimo że jest jednym z najbardziej progresywnych polityków, jest również rozpaczliwie lamerski. Z drugiej strony jest tak lamerski, że aż fajny, co idealnie wpisuje się w etos normcore'u.

Gvasalia nie był jedynym projektantem, który postanowił w tym sezonie zabawić się w socjopolityczne gierki. Na pokazie Goshy Rubchinskiyego w Kaliningradzie pierwszy look był tak oddalony od jego typowej skejciarskiej estetyki, jak to tylko możliwe: niebieska koszula, dziergany krawat i czarne spodnie. Za nim podążyły dwurzędowe garnitury, nawiązania do mundurów i uniformów — zarówno tych formalnych, jak i tych noszonych przez fanów piłki nożnej. Niektóre przywodziły na myśl wojsko i policję, co w wieku rosnącego nacjonalizmu oraz niepokoju przed konfliktami było nieco niepokojące. Monologi chłopaków, opowiadających o marzeniach i aspiracjach, rozbrzmiewały w tle i działały jak odtrutka na te myśli. Tak jak Demna, Gosha grał modowymi kodami, założonymi na inne grupy ludzi.

Wywracanie do góry nogami kodów uniformów było też celem chińskiego projektanta Xandera Zhou, który również wziął na warsztat sylwetkę człowieka pracującego. Wykorzystał formalne koszule i plecione kamizelki, chociaż były za ciasne i za krótkie, a czasem odsłaniały trochę brzucha. To zdecydowanie mocny przekaz — w końcu niewiele rzeczy uważa się za mniej męskie od crop topu. Kilka looków z kolekcji nawiązywało też do stereotypu męskiego pracownika fizycznego: robocze spodnie, długie sztywne rękawice — w takiej stylizacji odnaleźliby się również na fetyszystycznym, queerowym rejwie. To nadało całej kolekcji pewnego przewrotowego, seksualnego wydźwięku.

Przewrotowa seksualność była także tematem, który podjęła powracająca na fashion week Martine Rose. Jej pokaz na jesień/zimę 17, zorganizowany na targu Seven Sisters Indoor Market, pokazał jej podkręcone podejście do koncepcji luksusowej garderoby męskiej. Rose zaprezentowała mocne krawaty, lśniące satynowe materiały, praktyczne płaszcze oraz kroje, które w niespodziewany sposób zmieniło wszystko w bardziej płynne płciowo. Londyński duet Cottweiler oddał hołd zapiętemu na ostatni guzik personelowi hotelu w kolekcji, bawił się kontrastem między praktycznością odzieży sportowej i fakturą bogatych, lejących się, jedwabnych materiałów. W ten sposób połączono przestarzały styl włoskiego macho i odważną zmysłowość.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Skąd ten natłok seksualnie niejednoznacznych reinterpretacji kodów mody męskiej? Wygląda na to, że dzisiaj jedną z głównych ról projektanta jest podważanie konwencji męskości oraz idei normalności. To, co uważamy za normalne, często jest po prostu heteroseksualną, białą i konserwatywną interpretacją tego, co „powinno być" normą. Co sprawia, że sweter albo marynarka wyglądają normalnie? Pewnie to, że nie są za długie, za krótkie, ani za jaskrawe dla hetero kolesia, który jest częścią systemu. „Normalny" w modzie męskiej ma bardzo polityczny wydźwięk. 

Dzisiaj pragniemy wierzyć, że nadchodzi koniec czasów patriarchatu, że system pada na całym świecie. Ale tak naprawdę nacjonalizm, militaryzm i polityczny maskulinizm rosną w siłę. Przyglądamy się miejscach, w których toczą się nasze losy i widzimy grupę starych, białych mężczyzn, decydujących o przyszłości, która do nich nie należy. Wszyscy siedzą w garniturach, najnudniejszych, „normalnych" garniturach na świecie. Okropny, czerwony krawat Trumpa jest po prostu wszędzie i wręcz stał się symbolem światowego ucisku i strachu.

Projektanci właśnie w tym momencie w historii zmieniają tradycyjne kody męskiej garderoby, co ma znaczenie symboliczne. Może się to wydawać przejawem konformizmu, ale diabeł tkwi w szczegółach. Tak, projektując dla Balenciagi trzeba trafić do dorosłych ludzi z grubymi portfelami, ale jeśli przyjrzycie się pewnemu zdjęciu z najnowszej kolekcji, zobaczycie, że pod grubym płaszczem model ma burgundowe pończochy. Tak samo z fragmentami skóry widocznymi u Xandera Zhou, delikatnym lilowym kolorem u Cottweiler oraz przezroczystą, plastikową kieszonką na niebieskiej koszuli Goshy Rubchinskiyego — to zupełne zerwanie z tradycyjnie „męskim" lookiem.

Gdy tłum w paryskim klubie dla gejów nagle wystroi się w garnitury, to co stanie się z normą? Odebranie „normalnego" looku establishmentowi wiąże się z odebraniem im przynajmniej odrobiny władzy.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Anastasiia Fedorova
Zdjęcia: Ari Versluis i Ellie Uyttenbroek