natalie yang i jej nastoletni świat ze snu

Kalifornijka utrwala w swoich kadrach wszystkie stadia bycia dziewczyną.

tekst i-D Staff
|
19 Listopad 2015, 1:24pm

Gdzieś w pół drogi między snem a przebudzeniem, Natalie Yang na swoich fotografiach wyjętych z marzenia sennego utrwala wiele faz bycia dziewczyną. Robi zdjęcia, podążając śladami swojej obsesji na punkcie kobiecych kształtów i zahaczając o swoje rodzinne strony, które były jej pierwszą muzą. Spotkaliśmy się z artystką, aby porozmawiać o przyjaźni, miłości i intymności.

Jak długo robisz już zdjęcia i jak to się stało, że zainteresowałaś się fotografią?

Fotografuję od jakichś pięciu lat, zaczęłam się tym interesować, kiedy miałam 16 lat i robiłam zdjęcia na zajęcia w szkole.

Twoje zdjęcia pokazują intymne momenty w życiu dziewczyn. Dlaczego wybierasz taką tematykę?

Fotografuję dziewczyny chyba dlatego, że zawsze mnie otaczały. Kobiety wokół mnie są najinteligentniejszymi i najpiękniejszymi ludźmi, jakich miałam okazję kiedykolwiek spotkać, to naturalne, że dokumentuję ich życia. Razem mieszkamy, śpimy, jemy, bawimy się - słowem wszystko razem. Moje przyjaciółki są częścią mnie.

Myślisz, że dorastanie w Kalifornii miało wpływ na ciebie i na twoją pracę?

Bez dwóch zdań. Dorastałam w górach, między drzewami i spędziłam całe dzieciństwo biegając stamtąd na dół, na wybrzeże, żeby spotkać się ze znajomymi. Góra, w pobliżu której mieszkałam - Tampalais, była moją pierwszą muzą. Jest łatwo rozpoznawalna przez swoje podobieństwo do zaspanej kobiety. Myślę, że Tampalais miała wpływ na każdą fotografię, którą zrobiłam.

Jak wygląda życie młodej, kreatywnej kobiety w 2015 roku?

Szczerze mówiąc, jest całkiem niezłe. Znalazłam niesamowicie wspierające i inspirujące środowisko młodych, kreatywnych kobiet, co zmieniło moje życie. Teraz mniej się boję, tworząc swoje prace, nie chodzę na ugody. Ta odwaga wynika właśnie z miłości i wsparcia, które otrzymuję co dnia. Czasem taka drobnostka jak sms o treści „Kocham Cię" od przyjaciela, który jest daleko, czy mail od osoby, której nie znam, a która pisze, że pomogłam jej odnaleźć się we własnej skórze, wystarczą. Codziennie oglądam tysiące prac tworzonych przez inne młode kobiety i zachwycam się ich kreatywnością.

Kim są ludzie z Twoich zdjęć?

Moimi przyjaciołmi. Obecnie mieszkam z moimi pięcioma najlepszymi przyjaciółkami. Kiedy jestem w Santa Cruz, przez większość czasu robię im zdjęcia, spędzamy mnóstwo czasu razem, zamknięte w domu, jak w jakiejś bańce. Z kolei, kiedy jestem w LA, robię zdjęcia moim znajomym stamtąd, ale chyba łatwiej pracuje mi się z nowo poznanymi ludźmi. W mojej twórczości olbrzymią rolę odgrywają także moje dwie przyjaciółki - Andie i Hannah. Są moimi muzami, a ich otwartość i zaangażowanie w pracę ze mną to coś bardzo wyjątkowego.

Co inspiruje ciebie i twoje przyjaciółki?

Cóż, mnie najbardziej inspirują moje przyjaciółki, to z nimi spędzam najwięcej czasu. Nie tylko razem mieszkamy, ale też pracujemy w lokalnym warzywniaku niedaleko naszego domu. Moja przyjaciółka Julia uwielbia rośliny, na tyłach naszego domu założyła ogród i codziennie wraca z naręczem kwiatów. Keila studiuje językoznawstwo, kiedy wracam do domu zwykle zastaję ją robiącą pracę domową przy kuchennym stole - np. o składni islandzkiego. Natomiast Aja jest chyba najsilniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek poznałam. Chce zostać nauczycielką i pracuje jako opiekunka osób niepełnosprawnych. Abby rysuje właśnie mural na ścianie jednego z pokoi, to osoba, której sama obecność wystarczy, żebym czuła się lepiej. Z kolei Jamie prawie zawsze się uśmiecha. Dziewczyny pozwalają mi płakać, kiedy jest mi smutno i robią mi herbatę, kiedy choruję. Troszczymy się o siebie nawzajem i myślę, że to właśnie jest najbardziej inspirujące - mieć dom, do którego co wieczór każda z nas uwielbia wracać.

Opisz typowy weekend w Kalifornii z przyjaciółmi.

Jeździmy wzdłuż wybrzeża przynajmniej raz w tygodniu. Wzdłuż autostrady nr 1 jest mnóstwo ścieżek i cichych plaż do odkrycia. Jeździmy też na longboardach po okolicy i często oglądamy zachód słońca z klifu. Dużo czasu spędzamy w naszym domu, tzw. Clay House [domek z gliny], gotując i wylegując się w łóżku, prawie w każdy weekend zapraszamy do domu więcej przyjaciół. Ludzie wpadają do nas często przed imprezą, na którą koniec końców czasem nie wychodzimy. Santa Cruz żyje swoim własnym tempem, bardzo się tu odprężam i przez większość czasu podoba mi się ten nieśpieszny tryb.

Czy twoje prace to odwzorowanie twojego życia?

Tak. Używam fotografii zarówno jako dokumentacji tego, co się ze mną dzieje, jak i rodzaju ucieczki. Większość moich zdjęć pokazuje chwile szczęścia. Chciałabym kiedyś, jako stara kobieta przeglądać pudełka pełne zdjęć i wspominać, jak wspaniałe było moje życie. Myślę, że dlatego robię zdjęcia dobrym, a nie złym chwilom. Ostatnio mam wrażenie, że moja twórczości ewoluuje - zaczynam bardziej interesować się autoportretami i emocjonalną intymnością.

O czym teraz marzysz?

Żeby odkrywać życie i robić sztukę z ludźmi, których kocham. Chciałabym też umieć akceptować gorsze chwile, tak jak akceptuję lepsze i potrafić wyciągać wnioski z każdego doświadczenia, które mnie spotyka.

littlesunlady.com

Kredyty


Zdjęcia: Natalie Yang

Tagged:
płeć