Reklama

„moonlight”: jaka jest cena bycia sobą?

Złapaliśmy się z reżyserem Barrym Jenkinsem, żeby pogadać o powstawaniu najlepszego filmu tego roku.

tekst Joseph Walsh
|
17 Luty 2017, 4:05pm

Luty, 2016 rok. Przewodnicząca Akademii Cheryl Boone Isaacs zabiera głos na scenie, aby ogłosić 88. nominacje do Oscarów. Wszyscy nominowani aktorzy i aktorki są biali. Wywołało to falę oburzenia, drugi rok z rzędu czarnoskórzy artyści zostali zlekceważeni. Było to wydarzenie, które zainicjowało ruch „#OscarsSoWhite" („#OskaryTakieBiałe"), spowodowało zarówno bojkot gali rozdania nagród przez Spike'a Lee, Avę DuVernay, Micheala Moore'a, Willa Smitha, jak i tweety pełne oburzenia.

Ten rok to zupełnie inna historia. Podczas gdy „La La Land" (pełen śpiewu i tańca hołd złożony Hollywood) prowadzi w wyścigu po statuetki, trzy filmy dotyczące tożsamości ludzi czarnoskórych też biorą w nim udział. Chodzi o „Ukryte działania", „Fences" i „Moonlight" — drugi pełnometrażowy film reżysera z Miami, Barry'ego Jenkinsa.

Od kiedy „Moonlight" po raz pierwszy został wyświetlony na festiwalu filmowym w Telluride w zeszłym roku, sukces goni sukces. Do dziś zdobył osiem nominacji do Oscara, pięć do Złotego Globu (w tym nagrodę za najlepszy film dramatyczny) i cztery do nagrody BAFTA. Sukces filmu podkreśla różnicę, jaką w przemyśle filmowym robi jeden rok, pomimo że obraz zaczął być produkowany na długo przed ruchem „#OscarsSoWhite". Zdobył przychylność szerokiej publiczności swoim przenikliwym, pełnym uczucia spojrzeniem na aktualne doświadczenia mniejszości rasowej, od ekipy zawierającej czarnoskórego reżysera, po homoseksualnego, czarnoskórego scenarzystę i niemal całą afroamerykańską obsadę.

Jenkins skupia się na drodze, jaką przeszedł młody, ciemnoskóry chłopiec o imieniu Little, dorastający na jednym z osiedli komunalnych w Miami. Pokazuje trzy etapy jego życia, portretowane przez trzech różnych aktorów - Alexa Herberta, Ashtona Sandersa i Trevante'a Rhodesa. Little codziennie zmaga się z dręczącymi go rówieśnikami, uzależnioną od heroiny matką (graną przez Naomie Harris) i rosnącą w nim świadomością bycia gejem.

Jenkins to człowiek, który emanuje życzliwością i stylem. Reżyser wie, że kwestie, które porusza jego film, są tymi, których publiczność nie miała okazji często oglądać na dużym ekranie. Wszystko zaczęło się trzy lata temu od jego rozmów z dwoma facetami z Borscht Film Collective — organizacji, która szuka filmowców do stworzenia obrazu opowiadającego historie związane z życiem w Miami. „Przeczytali scenariusz do sztuki Tyrella 'In the Moonlight Black Boys Look Blue', znali nas i wiedzieli, że w naszych życiorysach widnieją rzeczy, które nas łączą i są bardzo odrębne. Przyszli do mnie i powiedzieli: 'Tu nie chodzi o ciebie, ale opowiada o tobie'". Jenkinsa urzekła ta historia i tak się to zaczęło.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Barry Jenkins nie chce, żeby publiczność myślała, że próbuje zdefiniować tożsamość czarnoskórego mężczyzny. Skupia się on na dostarczeniu realistycznej reprezentacji życia, przynajmniej tej części, którą dobrze znał. „Nieczęsto widujemy takich bohaterów", tłumaczy Jenkins. Jego celem było zaoferowanie charakterystyki afroamerykańskiej społeczności, która nie opiera się na stereotypach. Dla reżysera ważne było pokazanie publiczności fragmentu życia, którego najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie widziała. Spróbuj wymienić jakiś serial albo film, który pokazywał cokolwiek na kształt autentycznej reprezentacji czarnoskórej, homoseksualnej tożsamości. Lista jest bardzo krótka, a pozycje, które najprawdopodobniej na nią trafią to serial „Prawo ulicy" i Omar Little oraz film „Noah's Arc", o którym mało kto słyszał.

Czy po przeczytaniu scenariusza do sztuki, Jenkins miał jakiekolwiek wątpliwości dotyczące kręcenia drugiego filmu pełnometrażowego (nawet ze wsparciem Planu B, firmy produkcyjnej Brada Pitta)? W tym miejscu reżyser robi pauzę. „Jestem heteroseksualnym, czarnoskórym mężczyzną z Miami i z jednym filmem na koncie („Medicine for Melancholy") o budżecie 2 tys. dolarów. Czy to może być mój drugi film? Czy to złe posunięcie? Tak, to złe posunięcie", żartuje reżyser, wybuchając zaraźliwym śmiechem. Kontynuuje: „Zapytałem przyjaciela, co sądzi i odpowiedział mi: 'Jesteś pewny, że chcesz to zrobić?'. Nie było to niebezpieczne, ale to jest nielogiczny ruch i odważne stanowisko". Jenkins wierzy, że koniec końców to wcale nie był wybór, ponieważ film bardzo głęboko go dotknął. Tłumaczy: „Myślałem, że jak odejdę od tego projektu, po tym, jak poruszył mnie w taki sposób, to będę po prostu tchórzem. Więc powiedziałem sobie 'Pieprzyć to' i podszedłem do tematu zupełnie od drugiej strony i rzuciłem się w wir pracy". Nie żałuje swojej decyzji.

Przechodząc do tematu homoseksualności, reżyser opowiada niepokojącą anegdotę z planu filmowego. „Kręciliśmy scenę z początku filmu, w której dzieci bawią się w grę. Polega ona na tym, że biedne dzieciaki znajdują gazetę lub coś podobnego, zwijają ją w kulkę i podrzucają wysoko w powietrze. Ktokolwiek ją złapie, zostaje zaatakowany i przewrócony na ziemię. Nazywaliśmy tę zabawę 'podrzucany atak'". Następnie kończy historię zaskakującą puentą. „Kręciliśmy tę scenę i biały staruszek z Kalifornii powiedział: 'Hej kolego, jak mówicie na tę zabawę?'. Odpowiedziałem, że 'podrzucany atak', na co opowiedział: 'Och! Tam, gdzie ja dorastałem mówiło się na to zmasakruj pedała'". To historia, która pokazuje tę nieodłączną homofobię, charakterystyczną nie tylko dla amerykańskiego społeczeństwa, ale tam dominującą.

To dopiero drugi film reżysera, a już porusza on kwestie tożsamości seksualnej i rasowej — za co bardzo go podziwiamy. Zrobił to w sposób, który trafia prosto w czuły punkt. Uznanie i nagrody są dobre, ale niezależnie od tego, czy „Moonlight" zgarnie Oscary, Jenkins stworzył prawdziwie piękny film.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Joseph Walsh