najohydniejszy okres w dziejach zostanie upamiętniony

W latach 00. brwi były zbyt wyskubane, biżuteria za duża, a trendy łączyły wszystkie estetyczne koszmary.

|
sie 1 2017, 11:50am

A post shared by @popculturediedin2009 on

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

W zeszłym tygodniu ogłoszono, że wreszcie powstanie muzeum upamiętniające tak często wypieraną z pamięci epokę; że po latach spędzonych na odżegnywaniu od czci i wiary całej dekady i jej wpływów, strażnicy kultury wreszcie zostali pokonani. Wreszcie wczesne lata 2000. zostaną uhonorowane w sposób, na który zasługują.

Na wystawie, która zadebiutuje w Nowym Jorku, brooklyńscy artyści Matt Harkins i Viviana Olen (kreatorzy pokazu muzealnego Mary Kate i Ashley Olsen) łączą siły z mózgami stojącymi za @PopCultureDiedIn2009, stworzyli „Welcome to Nicole Richie's Memorial BBQ", wystawę prezentującą oczami Richiego imprezę, która niegdyś zakończyła się hospitalizacją Mischy Barton. Trwać ma ona od 29 lipca do 11 sierpnia i oczywiście jest jednym z najważniejszych wydarzeń naszego życia.

Spójrzcie przecież: niedawny powrót Juicy Couture, współpraca Fila z Urban Outfitters i zmartwychwstanie Paris Hilton jasno wskazują, że brakuje nam wczesnych lat 2000. Nawiasem mówiąc: powinno tak być! Dlatego też powinniśmy bezwstydnie świętować całą ohydę tych czasów od razu, tak szybko jak to tylko możliwe.

Welurowe dresy są cholernie wygodne
Zupełnie jakbyśmy nie nauczyli się niczego od Ala Pacino w filmie „Donnie Brasco", jakbyśmy przypisywali nową falę popularności Adidasa reanimacji miłości do Oasis. Ale nie: dresy są wygodne, a dresy z weluru - materiału tak miękkiego, gdy gładzimy go w jedną stronę i okropnie szorstkiego, gdy dotykamy w drugą - jeszcze wygodniejsze.

Kiedy Juicy Couture ze swoją wizją ubrań domowych zaczęło definiować wczesne lata 00., położyło fundamenty pod tzw. athleisure, jakie znamy teraz. Podczas gdy dla ostatniej dekady XX. wieku typowe były nadmiar materiału i absolutny brak formy, JC zaproponowało ultra niskie biodrówki i taliowane kurtki - plus paletę barw odchodzącą od tradycyjnej neutralności (czerń i biel) i barw podstawowych (niebieskiego, czerwonego, żółtego).

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kto najlepiej reprezentował Juicy? Paris Hilton. A kto przygotował Kim Kardashian do jej szturmu na reality show? Paris Hilton. A kto, z kolei, podbił rynek athleisure przez swoją rodzinną współpracę z Pumą i Adidasem? Kardashianki i Jennerki, prowadząc do kolejnego punktu.

Bez lat 2000. nie mielibyśmy imperium Kardashian-Jenner
Początek wieku był w równym stopniu zasobny w rozrywkę, co w kompletną przeciwność subtelności. Paris i Nicole dały nam „The Simple Life", Lauren Conrad - „The Hills". Z tego co wiemy z naszego dogłębnego śledztwa, Kim Kardashian West pojawiła się w obu programach (chociaż przelotnie — o ile jej sceny nie zostały wycięte), starając się zostawić swój ślad w świecie reality show, zanim Kris Jenner przejęła stery menedżerki i zmieniła rodzinę w dynastię, którą dziś znamy. I chociaż klan Kardashian-Jenner prezentował już wszystko, co niewłaściwe, Kim to wciąż jedyna osoba, która umie zgasić Taylor Swift, więc nie są tacy źli.

A post shared by Style Club Hairdressing (@styleclubhairdressing) on

Samoopalacze utrzymały przemysł modowy przy życiu
W latach 2004-2007 wszyscy 14 razy kupiliśmy tę samą białą polówkę, zapominając za każdym razem, by nie nosić białych rzeczy po wysmarowaniu obficie ramion samoopalaczem. Fred Perry bez nas byłby nikim.

A post shared by @popculturediedin2009 on

Przez jeden piękny moment nasze szyje były zdumiewająco rozgrzane
W latach 2002-2006 szukaliśmy ucieczki w materiałach. Cienkich, zazwyczaj bezużytecznych i coraz dłuższych materiałach owijanych wokół szyi z nadzieją, że uczynią poliestrową podkoszulkę na jedno ramiączko bardziej adekwatnym strojem do pracy. Zwykliśmy przyrównywać nasze upodobanie do dzianinowych akcesoriów do bohaterów Skinsów, „Laguna Beach" i Marissy Cooper, przypominając sobie że chociaż zatrzaśnięcie się drzwi autobusu na szaliku powodowało ogromne ryzyko obrażeń, przynajmniej - gdyby to już się wydarzyło - moglibyśmy zostać wzięci za Lindsay Lohan. 

Eskapizm - a imię jego: dwa tysiące i cztery.

A post shared by @popculturediedin2009 on

Lepsza nadwyżka niż niedobór
Lata 2000. były bardzo intensywne. Britney i Christina pocałowały na scenie Madonnę podczas gali VMA (bez żadnych przyczyn poza chęcią pokazania jak dorosłe i „kontrowersyjne" się stały). Paris i Nicole zagrały w programie telewizyjnym bazującym na ich uprzywilejowanej pozycji. Lindsay Lohan i Mischa Barton zaczęły staczać się ścieżką dziecięcych gwiazdek, a empatię zamieniliśmy na plotki z bloga Pereza Hiltona. Ta dekada była historycznym odpowiednikiem czapki-tirówki Von Dutch: nieustanny nadmiar przy braku jakiejkolwiek samoświadomości.

Mimo wszystko, takie epoki też są potrzebne. Ostatnia część lat 90. zdefiniowana była przez estetykę rodem z teledysku Aqua do „Barbie Girl", ale większość dekady skąpana była w przygaszonych barwach, oversizowych ciuchach i inspiracjach printami z lat 70. Dlatego kolejny okres był reakcją na to, a motto „za dużo to zawsze za mało" było w pełni przemyślane. Brwi zbyt wyskubane, biżuteria za duża, trendy łączące wszystkie estetyczne koszmary (patrz: biodrówki z wstawkami z zamszu), podczas gdy bolerkami „dopełniano" całe looki.

Wszystko było okropne. W ten sposób od 2010 roku mogliśmy zacząć od nowa, z czystym kontem.

A post shared by Kaylenn McGavin (@kaylennmcgavin) on

Nadeszły czapki-tirówki
Zapewne nadejdą ponownie, ale tylko po to, by przypomnieć nam, że czapka tirówka to odwrotność kawy: jest zawsze złym pomysłem. To fakt, o którym zapominamy średnio co sześć lat. Dlatego upieram się, by nazwać nasze przyszłe dzieci imieniem „Von Dutch". Trzeba zrobić wszystko, by zrównoważyć powrót Eda Hardy'ego.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Anne T. Donahue