Reklama

nieznane oblicze nowego jorku

Filmy i zdjęcia, które Richard Kern zrobił w latach 80. i 90. nadal szokują.

tekst Hannah Ongley
|
12 Wrzesień 2016, 3:35pm

Filmy i zdjęcia, które Richard Kern zrobił w latach 80. i 90. nadal szokują. Latami fotografował undergroundowych artystów w centrum Nowego Jorku. Chociaż nie zaprzecza, że większość jego zdjęć można sklasyfikować jako „fotografię erotyczną", nie jest to sprawiedliwe określenie, w którym można zamknąć eksperymentalny całokształt portrecisty. Gdy nie fotografował półnagich dziewcząt dla „Playboya" i własnej przyjemności, pracował także nad zinem „The Heroin Addict" (później przechrzczonym na „The Valium Addict") i przyczyniał się do rozwoju ruchu kina transgresji swoimi zdemoralizowanymi krótkometrażówkami.

Wczesne awangardowe ziny i zagubione taśmy tworzą część nowej wystawy prac Kerna w Fortnight Institute, pod tytułem „Polarized". Jej najciekawszą część stanowią polaroidy, do których nawiązuje jej tytuł. Nigdy niepokazywane wcześniej zdjęcia to głównie testy z obskurnych części East Village i jego zbuntowanych mieszkańców. Wśród nich znajdują się teatralne sceny w mieszkaniu Kerna na East 3rd Street oraz portrety takich ludzi jak Leg Lung i Lydia Lunch. Porozmawialiśmy z Kernem o przekopywaniu archiwów, lunchach z Petrą Collins i fotografowaniu dziewczyn, które wyglądają jak jego byłe kochanki.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Skąd wziął się pomysł na tę wystawę? Czemu teraz chciałeś pokazać te prace?
Właścicielki Fortnight Institute chciały zorganizować coś archiwalnego, więc wystawiłem rzeczy, które mam od lat. Prosiły o moje ziny i tak dalej, więc dodałem: „Mam też kupę Polaroidów, które możecie pokazać". Obie dziewczyny pracują dla artysty Richarda Prince'a. Powiem tak: wiedzą, co robią.

Opowiedz mi o swoich pracach z czasów studenckich, w których zajmowałeś się także rzeźbą i sztuką ziemi. Dlaczego postanowiłeś zawrzeć je w wystawie?
Właścicielki pytały: „Czy masz coś, czego nigdy nie pokazywałeś?". Wspomniałem o slajdach z moich studenckich prac i powiedziały, że są dobre. Gdy studiowałem sztukę, uwielbiałem malować, ale to za trudne. W rzeźbę mogłem się zagłębić, bo zawsze budowałem rzeczy. Dlatego przeszedłem przez różne formy rzeźby, które były dostępne w tamtym czasie — wykorzystywałem stal, ceramikę, drewno, neony. Robiłem wszystko.

Patrzysz na te zdjęcia i filmiki 20-30 lat później. Jakie to uczucie?
W przypadku większości Polaroidów pamiętam dokładnie sytuację, w której powstały, bo regularnie robiłem zdjęcia tych samych rzeczy w ramach testów. Dawno temu, gdy kręciłem transgresyjne filmy, miałem czarno-białą kamerę i Polaroida pod ręką — korzystałem z nich obu. Wszystko było ustawione, więc zawsze mogłem próbować skorzystać z jak największej ilości środków. To dobra metoda. Gdy robiłem sesje, w kącie stawiałem kamerę na statywie. Te taśmy leżały w szufladzie od lat. Dziwnie jest słyszeć muzykę, której wtedy słuchałem. „Co to jest?", zastanawiam się. To chyba był Dio, Ronnie James Dio. A potem nagle Nine Inch Nails i niszowe zespoły, które miały swoje 5 minut.

Czyli oglądanie starych materiałów wideo jest dziwniejszym doświadczeniem?
Tak, wiele tam rzeczy, o których zapomniałem. Jest taki klip z modelką skinheadką — nie mam pojęcia skąd ją wziąłem, ani kto ją do mnie przysłał, bo to było przed internetem. Chciałem się z nią spotkać, bo miała króciutkie włosy. Właśnie wyszła z więzienia i opowiadała historię. Była tam ze swoim chłopakiem, który też był skinem. Dostała 14 lat, a on 16, ale wyszła za dobre zachowanie. Mówi, jakby chorowała na Aspergera, potok słów się nie kończy. Ujęcia się zmieniają, a ona ciągle opowiada o czymś innym. Rozmawiałem z nią o dziewczynie, z którą się umawiałam i która też była w więzieniu w podobnym czasie. Zupełnie o niej zapomniałem. Spotykałem się z nią, gdy byłem uzależniony od narkotyków. Wdała się w bójkę z policjantami i zamknęli ją na 5 lat w Teksasie. Zupełnie się zapomina o takich rzeczach.

Myślisz, że dlatego chciałeś ją sfotografować? Co cię przyciąga do twoich modelek i modeli?
Po pierwsze pasują do jakiegoś profilu, który powstaje pewnie z moich wspomnień każdej kobiety, która mi się podobała, lub którą kochałem. Z drugiej strony jest też dużo dziewczyn, przy których nie mam zielonego pojęcia, dlaczego podjąłem taką decyzję. Wchodziły, a ja myślałem: „Wygląda nieźle, zrobię jej fotkę". Zabawna historia z tą dziewczyną z więzienia. Nie wiem, czy miałaś kiedyś tak, że spojrzałaś na kogoś i pomyślałaś: „Skąd ja znam tę twarz?". Od urodzenia jesteśmy przesiąknięci ludźmi, których widzimy i lubimy. Te wspomnienia odtwarzają się w twojej głowie, gdy znów reagujesz na podobną twarz. Wracając do tej dziewczyny z więzienia — po długim oglądaniu jej fotek zrozumiałem, że ona wygląda zupełnie jak mój brat! Ciągle mi się to zdarza. Dlaczego lubię tę modelkę? Kogo z przeszłości mi przypomina?

Na wielu zdjęciach pozują twoi przyjaciele. Czy fotografowanie ludzi, z którymi miałeś bliskie relacje, było innym doświadczeniem?
Tak myślę, ale jestem w takim wieku, że spotkałem już wielu ludzi. To ciekawe, że ciągle pojawiają się pewne typy. Tego lata robiłem zdjęcia dziewczynie, która była sobowtórem kogoś, z kim spotykałem się 30 lat temu. Miała identyczny śmiech, osobowość, wszystko. To wciąż się powtarza.

Czy masz problem z tym, że ludzie określają twoje prace mianem „erotycznych"?
Niektóre z nich z pewnością takie są. Nie wiem, czy „erotyczne" to dobre słowo, one mają wyglądać dobrze. Nie zastanawiam się: „Sprawię, że komuś zrobi się gorąco od patrzenia na to zdjęcie i się podekscytuje". Zupełnie nie o to mi chodzi. Robię dużo takich zdjęć. Np. W fotoksiążce „Shot by Kern" udało mi się zamieścić inne prace, na przykład dziewczyny z pigułkami antykoncepcyjnymi z serii „Medicated". Ale żeby móc to opublikować, musiałem też dodać zdjęcia seksownych dziewczyn, leżących na łóżku.

W jaki sposób nawiązałeś współpracę z Petrą Collins i zostałeś jej mentorem?
Jakąś godzinę temu jedliśmy lunch! Poznaliśmy się w 2010 roku przez kolesia, który miał mi zorganizować wystawę w Toronto, ale jednak mu nie wyszło. Znalazł miejsce, które należało do ówczesnego chłopaka Petry. Pracowała tam jak szalona. Pomagała malować, przestawiać i wieszać rzeczy, wszystko. Miała zaledwie 17 lat. Tak ją poznałem.

I tak zaczęła wyszukiwać ci modelki?
Pomogła mi, gdy przyjechałem następny raz i jeszcze parę razy. Zrobiła otwarty casting do „Shot by Kern" i pomogła mi nakręcić teledysk. Zatrudniłem ją jako asystentkę. Na pewien sposób zainspirowała też serię „Medicated", o której wspominałem. Opowiadała mi o dziewczynach, dzieciakach na lekach. Wydało mi się to świetnym tematem, jej też zrobiłem zdjęcie.

Jak jej wybory castingowe wpłynęły na ciebie jako fotografa?
Było świetnie, bo pracowała dla American Apparel, a wtedy ta marka już od jakiegoś czas była popularna. Stała się źródłem modelek. Dov czy ktoś tam zatrudniał dziewczyny, które wyszukiwały kolejne dziewczyny do pracy w sklepach. One pomagały mi szukać modelek. Petra zabrała mnie do American Apparel w Toronto i po prostu zagadywała: „Cześć, chcesz wziąć udział w sesji?".

Mieszkasz na East Village. Dlaczego to miejsce wciąż cię ciekawi po tych wszystkich latach?
Najciekawszą rzeczą, jaką mam, jest trzypokojowe mieszkanie za 1,500 dolarów. Dlatego tam mieszkam. Inną fajną rzeczą w East Village jest to, że kiedyś było bardzo modną dzielnicą. Przeprowadziłem się tam, zanim to się stało, potem była trendy, a teraz na szczęście to już minęło. Teraz to po prostu miłe miejsce do mieszkania.

„Polarized" w Fortnight Institute można oglądać od 9 września do 9 października 2016 roku.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Hannah Ongley
Zdjęcia: Richard Kern